Z tym De Sanctisem, to nie przesadzałbym. Wczoraj oczywiście zawalił, ale już nieraz pokazywał, że to bardzo dobry bramkarz. Pewnie, że to nie półka Neuera, ale nie róbmy z niego jakiegoś pachołka. Swoje Romie wybronił i jeszcze wybroni.
Wczoraj Bayern oczywiście zmiażdżył Romę, ale nie dorabiałbym tutaj teorii na skalę globalną. Pewnie, że jest spory dysonans między Bundesligą a Serie A, ale liga Włoska nie jest tak słaba jak wczoraj była Roma, a różnicę pomiędzy obiema ligami nie są tak duże jak wskazywałby wynik. Dla mnie to takie klasyczne precedensowe spotkanie, który zdarza się raz na wieczność. Oczywiście na tym etapie i na tym poziomie rywalizacji.
Poza tym JestemHardcorem ma rację. Roma zachłysnęła się dobrą i efektowną grą w lidze i wczoraj, przekonana o własnej wartości, po prostu chciała grać swoje. Garcia trochę powielił Enrique w czasach trenerki w Rzymie. On też bez względu na rywala i okoliczności chciał narzucać grę rywalom bez żadnych kompromisów. Rudi to jednak inteligentny facet i już się zreflektował biorąc porażkę na siebie. W sumie trudno się dziwić. Od razu widać było, że to nieodpowiednia taktyka zadecydowała o takim blamażu. Szybko stracone bramki spuściły z nich powietrze i związały nogi, a o szaleńczym pressingu też nie było mowy. Nie przy tak grającym na małej przestrzeni Bayernie.



