Trochę tak, jakbym słyszał gadkę Moyesa, że z taką kadrą nie mógł więcej ugrać niż to, co w poprzednim sezonie w lidze. Ale głównie nie o personalia tutaj chodzi, ale o głupotę/arogancję Szkota, który stwierdził, że trzeba wprowadzić rewolucję w zamyślę czy taktyce zespołu, który od dłuższego czasu był przyzwyczajony do pewnych schematów. Moyes natomiast stwierdził, że trzeba zacząć od zera i wprowadzał swoje koromysła na siłę. A przecież mógł postąpić tak, jak robi to teraz w Juventusie Allegri, który na początku wprowadzał tylko kosmetyczne zmiany w tym, co drużyna grała za Conte, a dopiero teraz, wielu może rzecz, że i tak za późno, odbija swoje poważne piętno na grze zespołu.blackmore pisze:Z weteranów Giggsa, Vidicia, Evry i Ferdinanda? Z tych wiecznie kontuzjowanych piłkarzy ze środka pola? To, co pozostawił Ferguson to Jones, Smalling, de Gea, Welbeck (no tego akurat sprzedali) czy Rooney. Reszty zawodników już nie ma albo za chwilę zaczną odgrywać mniejszą rolę z racji wieku (Fletcher, Carrick). Ferguson miał pokolenia Beckhama, Neville'ów, Scholesa itd., następnie byli Ronaldo i Rooney, a kolejno zdobył mistrzostwo mając z przodu genialnego van Persiego. Gdyby Szkot został to zająłby się pracowaniem nad kolejnym pokoleniem, ale odszedł i to zadanie spadło na jego następców. I to uważam za naturalne, przecież ze składem z kończącego się sezonu 2012/2013 sir Alex nie pracowałby przez kolejną dekadę.
Wracając do tematu. Zgadzam się z Kamilem co do indywidualności w obecnym futbolu. Jest ich multum i nawet w słabej lidze Włoskiej znajdzie się ich kilku. Paradoksalnie jednak wydaje mi się, że jednostki nie są już tak decydujące. Wystarczy przypomnieć jaką różnicę robił Ronaldo w 2002, ile znaczył dla Barcelony Ronaldinho (np. to po jego fenomenalnej asyście Giuly strzelił gola Milanowi w 2006) oraz perypetie Francji na mundialu 2006, gdzie ich awans z dość słabej grupy (Togo, Szwajcaria, Korea) wisiał na włosku, a jak wyglądali w fazie pucharowej przeciw Hiszpanii czy Brazylii. Nie trzeba chyba dodawać jak wyglądał Zidane w pierwszej fazie, a jak wyglądał w drugiej. Dzisiaj natomiast, co pewnie związane jest z pojawieniem się tej dwójki kosmitów, większą uwagę przywiązuje się do organizacji gry, do kolektywu, do zniwelowania różnic personalnych między zespołami. Pewnie dlatego Mourinho często szedł z Barceloną na noże, Simeone zmuszał swoich piłkarzy do biegania z językiem na wierzchu, a Dortmund gwałcił rywali pressingiem. Gdzieś w tym wszystkim, mimo wybitnych jednostek, stawia się na drużynę. Ronaldo w poprzednim sezonie, owszem, fenomenalny, w finale ligi mistrzów był po prostu przeciętny (kontuzja te sprawy), musieli ratować go koledzy. Mundial: czy w Niemczech wybił się ktoś ponad drużynę? Ktoś kto w pojedynkę wprowadził ich do finału? Nie. Nawet Argentyna z Messim większość zawdzięcza kolektywowi (generalnie nie zachwycili w turnieju) niż Leonowi. Kto wie, może gdyby nie te bramki, które w jakimś stopniu zamazały dosyć przeciętną postawę gracza Barcelony w turnieju, to dziś szeptano by, że był niewłaściwym puzzlem w drużynie. Fenomenalny Bayern 2013. Tam też nikt nie wybił się ponad resztę. Turnieje 2010 i 2012 Hiszpanie też wygrywali kolektywem.



