Właśnie to jest najlepsze w Premiership, że emocje nie wiążą się wyłącznie z walką o tytuł. Czwarty zespół ma zaledwie cztery punkty nad jedenastym, co sprawia, że nie ma wyraźnego Big Four, jak miało to miejsce kiedyś i United nie może być spokojny mając tuż za plecami Arsenal, Everton, Tottenham czy Swansea, która w końcu ustabilizowała solidną formę. Zresztą skoro mówimy o lidze, to warto też oglądać w akcji tych, którzy się bronią przed spadkiem, co nie znaczy, że prezentują słabe umiejętności. Przecież mecze z udziałem Leicester, Sunderlandu, Hull czy Stoke to zawsze duża dawka wrażeń.
Poza tym w tym sezonie jest co oglądać jak rewelacyjny Southampton czy imponujący powrót zza światów w wykonaniu Newcastle (chyba już każdy skreślił Pardew, a tu proszę). Do tego można podziwiać piłkarzy, którzy znakomicie i natychmiastowo zaaklimatyzowali się w Premiership - Enner Valencia, Gomis, Diego Costa, Di Maria czy Dusan Tadić.
Budowa nowego Manchesteru po erze Fergusona to też ciekawe zjawisko, zwłaszcza dla nas, fanatyków Premier League. Chyba większość z nas zaczynała oglądać angielską piłkę w momencie, w którym Ferguson już był i wydawało się, że będzie zawsze.
Do tego magia drugiego sezonu Mourinho, czy wyścig po koronę króla strzelców między Costą a Aguero.
Nie ma nudy, a na poziom umiejętności tym bardziej nie ma co narzekać (Liverpool spuścił z tonu, ale to się zdarza).



