Manchester United - Southampton 0:1
mecz mnie nieco rozczarował, niby dużo się działo, ale brakowało klarownych okazji. Wiele akcji kończyło się brakiem ich zamknięcia, któryś z zawodników nie zdążył dobiec, oddać strzału albo zwyczajnie raziła skuteczność (np. Mata miał multum okazji, ale żadnej z nich nie wykorzystał). Święci w przeciwieństwie do meczu na własnym terenie, tym razem nie pomagali Diabłom i nie oddawali piłki za darmo (czytaj: Fonte asystujący van Persiemu), a w defensywie zaprezentowali się porównywalnie do występów z początku sezonu, gdy wszyscy zachwycali się czystymi kontami Frasera Forstera. Mnie osobiście cieszy postawa Bertranda, chłopak nabiera doświadczenia, zyskuje na pewności siebie i Southampton okazuje się zdecydowanie bardziej przydatnym klubem dla jego rozwoju aniżeli Aston Villa. Ponadto, zapewne wielu kibicom przypomniał się Elia. Biorąc pod uwagę jego występy w Twente, czy sezon 2009/2010 w HSV, to jeden z najbardziej zmarnowanych talentów w ostatnich latach. Odbudować się już raczej nie obuduje, pewnie pozostanie niezłym skrzydłowym, ale akurat dzisiaj wypadł zadowalająco, chociaż udany debiut to właściwie żadna sztuka.
Mankamentem gospodarzy były chyba te nieszczęsne dośrodkowania, z drugiej strony niewiele lepiej było w środku pola, często zbiegający tam Di Maria albo Carrick notowali serie niedokładnych podań.
Walka o miejsca 3 i 4 robi się coraz ciekawsza, Arsenal wrócił do gry, a mógłby to zrobić również Tottenham, ale Koguty wolały przegrać z Crystal Palace.



