Re: West Ham United (zbiorczy)

blackmore
Kapitan
Kapitan
Posty: 3853
Rejestracja: 28 wrz 2013, 21:11
Reputacja: 163

Re: West Ham United (zbiorczy)

Post autor: blackmore » 28 lut 2015, 15:38

West Ham - Crystal Palace 1:3

był to chyba najgorszy mecz West Hamu i jednocześnie najlepszy Crystal Palace w tym sezonie, jaki widziałem (nie zmieni tego nawet końcowy obraz rywalizacji, czyli zmasowany atak gospodarzy i postawienie wszystkiego na obronę przez gości). Forma zawodników Młotów, którzy byli kluczowali w rywalizacji z Tottenhamem, została obrócona o sto osiemdziesiąt stopni. Cheikhou Kouyaté popełnił masę fauli, zupełnie nie czuł gry, do tego brak współpracy linii obrony z pomocą. Noble posyłający piłki za plecy kolegów i równie często grający niezgodnie z regulaminem Song, wyglądali zatrważająco słabo. Jednym z głównych atutów ekipy Sama Allardyce'a jest umiejętne zagęszczanie gry w środku pola i kontrolowanie tego, co się dzieje w centrum placu. Dzisiaj obszar ten był dla gości otwartą drogą do bramki Adriána.

Naturalnie momentami brakowało odrobiny precyzji, przecież była poprzeczka po rzucie wolnym Noble'a, czy słupek po strzale rezerwowego Nenê, niemniej jednak to podopieczni Alana Pardew byli skuteczniejsi. Nawet przy tym golu Ennera Valencii, mam wrażenie, że Speroni mógł się lepiej zachować. Notabene Ekwadroczyk jedyny pozostawił stosunkowo dobre wrażenie, może jeszcze momentami mógł się podobać Sakho, który szarpał i próbował wziąć ciężar gry na swoje barki.

West Ham postąpił niczym jego rywal z poprzedniej kolejki, Tottenham - zaczął grać na wyższych obrotach dopiero w momencie, gdy wynik pojedynku był naprawdę niekorzystny i wręcz rozstrzygnięty. Rozczarowujące tym bardziej, gdy weźmiemy pod uwagę, jaki futbol prezentują Młoty grając na Upton Park.

Dziwi również fakt, że Allardyce odbiegł od reguły i nie wykorzystał limitu zmian. Widząc jak słabo gra Noble, aż się prosiło o np. Kevina Nolana, który już w tym sezonie udowodnił, że w parze z Songiem wyglądają naprawdę solidnie. Jarvis również mógłby się przydać, zwłaszcza, że taki Downing przypomniał samego siebie z czasów gry na Anfield.

Wróć do „Anglia”