No, na Messiego aż chce się patrzeć, na szczęście wieszczony przez niektórych koniec Leo okazał się zdecydowanie przedwczesny. Obie siateczki cudne, ta pierwsza podobała mi się bardziej, bo ruch mały i szybki, że wydawało się, jakby ta piłka sobie po prostu między nogami nie ruszana przeleciała. Uwielbiam zresztą sposób, w jaki Mesjasz drybluje, niesamowita zwinność, niesamowite czucie piłki...
Gdyby tylko dołożył skuteczność, albo Neymar nie pudłowałby na potęgę, skończyłby z więcej niż jedną asystą. Wolne też nieźle bite, wszystkie trzy niewiele nad poprzeczką. Obok Harta zdecydowanie postać numer jeden tego spotkania.



