Norwich - Middlesbrough 0:1
defensorzy Aitora Karanki nawiązali do swojej zachwycającej postawy z początkowej fazy sezonu. Tak jak przez dłuższy czas Middlesbrough doskwierała obniżka formy, niewiele się kleiło, a obronny monolit ulegał kruszeniu, tak teraz wydaje się, że wiele powraca do optymalnej formy. Dzisiejsze spotkanie zapowiadało się arcyciekawie, wszak wiadomo, że Kanarki to rywal z najwyższej półki na szczeblu Championship. Co prawda, gospodarze nie notują już serii zwycięstw i odnoszone wygrane są przerywane stratą dwóch lub trzech punktów, niemniej jednak i tak wydawali się faworytem w konfrontacji z przyjezdnymi. Przebieg rywalizacji to potwierdził, ponieważ to Norwich dyktowało warunki gry, to podopieczni Alexa Neila mieli zdecydowanie więcej do powiedzenia. Z drugiej strony, dla mnie zespołem lepszym nigdy nie będzie ten, który częściej atakuje. Może być co najwyżej aktywniejszym, bo nie można niczego ujmować drużynie, która jest bierniejsza w ataku, ale niezwykle skuteczna w obronie (wiadomo, że dotyczy to m.in. postawy Chelsea w ostatnich sezonach). Dzisiejszym przykładem jest Middlesbrough. Goście atakowali głównie w pierwszych dwudziestu minutach. Ba, w tym czasie żadnego ofensywnego zagrania nie zaprezentowali gospodarze. Świetnie wyglądali zwłaszcza Bamford i Adomah, a jedyny gol padł po rzucie rożnym. Przyjezdni już wcześniej mieli dwa stałe fragmenty gry z narożnika boiska, zaś za trzecim podejściem (już w 9. minucie spotkania) po dośrodkowaniu Leadbittera, piłkę do bramki Ruddy'ego skierował Tettey. Pechowa sytuacja, ale z drugiej strony skłoniło to w końcu ekipę Neila do podjęcia ataku. Jeszcze swoją szansę na gola miał Bamford, ale już później do głosu doszły Kanarki. Gospodarze zaczęli wyżej podchodzić, zagęszczać środek pola, co ułatwiało odebranie piłki gościom, jednocześnie ograniczając ich akcje ofensywne. Najciekawiej prezentował się Hoolohan, biorąc pod uwagę, że nie do końca przekonywał Jerome, to Irlandczyk sprawiał wrażenie tego najbardziej wysuniętego zawodnika gospodarzy. Niezłą zmianę dał również Grabban, próbujący do samego końca doprowadzić do remisu. Bramki dla Norwich jednak nie padło, aczkolwiek sędzia mógł (czy nawet powinien) podyktować rzut karny po zagraniu ręką Frienda. Powoduje to rysę na grze obronnej Middlesbrough, wszak wysoki defensor Karanki prezentował się równie solidnie co jego partnerzy z linii (warto pochwalić nawet Kalasa, grającego tego wieczora na prawej obronie).
Middlesbrough obejmuje fotel lidera, zaś Norwich pomimo porażki, nie musi się przesadnie martwić. Przewagi nad siódmym Brentfordem już nie roztrwoni i na dwa mecze przed końcem zasadniczej części sezonu, Kanarki mają pewne miejsce w barażach. Bezpośredni awans do Premier League - wciąż realny.



