Co do własnego biznesu - ciężki kawałek chleba, zwłaszcza, że ZUS kroi przedsiębiorców z konkretnej kasy. Moi rodzice prowadzą agencję poligraficzno-reklamową i widzę, ile nerwów to kosztuje. Dawniej byli jedną z niewielu takich w regionie, a teraz w samym ich budynku są dwie konkurencyjne firmy i wykańczają się wzajemnie. Sama nigdy nie zdecydowałabym się na to, byśmy oboje z Marcinem mieli pracować na swoim. To zbyt niepewny grunt, jedno z nas musi mieć pewną robotę, żeby nie okazało się, że nagle wylądujemy na dnie, bo przyszedł gorszy czas.


