Leicester City - Newcastle United 3:0
kapitalny występ Lisów. Szybko strzelony gol przez Ulloę w pewnej mierze musiał się odbić na postawie mentalnej Srok, ale nie zmienia to faktu, że podopieczni Nigela Pearsona w żadnym stopniu nie przejęli się porażką z Chelsea i dalej grają swoje. Wynik powinien być znacznie wyższy, okazji strzeleckich dla gospodarzy było mnóstwo, ale szwankowała skuteczność i piłka mijała bramkę Srok bądź też wybitnie bronił Tim Krul (m.in. znakomita parada po strzale głową Ulloi z dość bliskiej odległości). Znakomite zawody Wasilewskiego, zaliczył tylko jeden przegrany pojedynek (bodajże z Sissoko), ale w pozostałych bezpośrednich starciach z zawodnikami drużyny przeciwnej wychodził zwycięsko i słusznie w momencie opuszczania placu gry został nagrodzony przez kibiców burzą braw. Poza tym Polak wywalczył rzut karny, po którym Ulloa podwyższył rezultat na 3:0.
Newcastle było groźne tylko przez kilka minut i to w pierwszej połowie, gdy świetną szansę miał najpierw Rivière, a niewiele później Taylor. Kasper Schmeichel zachował jednak czyste konto. Nigel Pearson był dzisiaj pewny swego. Nie okazywał specjalnie radości po strzelonych golach. Miał świadomość, że jego gracze są w formie i ich obowiązkiem jest wygranie z będącymi w żenującej formie zawodnikami z St James' Park.
Miło się oglądało Leicester będące w tak skutecznej dyspozycji. Natomiast Newcastle zostało zdegradowane do pozycji zespołu broniącego się przed spadkiem.



