Tutaj powinien być remis. Pierwsza połowa dość wyrównana - Chilijczycy sobie rozklepywali rywali niemal jak chcieli, sam Sanchez potrafił na siebie ściągnąć czterech graczy, ale na niewiele do wychodziło. W ekipie gości świetni Valencia, ale największe brawa dla Montero, który dryblował aż miło i naprawdę zasiał wiele popłochu w obronie gospodarzy turnieju. Niewiele by brakowało, a po świetnej akcji zaliczyłby asystę, gdyby lepiej dograł w pole karne. Valencia znowu typowy walczak, do ostatniej piłki w każdej akcji, ta Anglia dobrze mu robi.
Vidal zachował się jak panienka tknięta prądem... Najpierw pajacuje w finale LM, teraz się kładzie w polu karnym, by wydrzeć karnego. Nie lubię takich sytuacji, nie dziwię się, że się Ekwadorczycy wściekli, szczególnie bramkarz. Potem się chyba nieco załamali, Chilijczycy się znowu rozluźnili, pełna kontrola do końca. Asysta Sancheza miooodna.
Podsumowując, niesprawiedliwy wynik się trafił. Goście grali zaskakująco dobrze i liczę, że wydostaną się z grupy na drugim miejscu, bo im się to należy. Przede wszystkim nie mogą się teraz załamać, mają potencjał w tym składzie.
A Chile dalej ma dziurawą obronę z wieloma lukami.



