USA - Niemcy 2:0 (Lloyd 69-karny, O'Hara 84)
Mecz zapowiadany jako przedwczesny finał nie rozczarował - było to zdecydowanie najlepsze spotkanie jakie oglądałem na tym turnieju. Obie drużyny narzuciły szalone tempo już od pierwszych minut, początkowo lepsze były Niemki, lecz z czasem w 1. połowie przewagę zyskały Amerykanki. Obie defensywy funkcjonowały dość dobrze, zatem nie było zbyt wielu stuprocentowych sytuacji - jedną z nich miała po doskonałym prostopadłym podaniu Alex Morgan, ale jej strzał wybroniła Angerer. Amerykanki miały też kilka sytuacji po stałych fragmentach gry, i to one zaprezentowały się nieco lepiej w świetnej 1. połowie. Na początku 2. połowy Alex Morgan miała kolejną sytuację, ale po dobrym zwodzie uderzyła obok bramki. W 2. połowie Niemki miały swoje szanse, najlepszą spośród których był rzut karny po faulu Julie Johnston, ale walcząca o Złotego Buta Celia Sasić uderzyła obok bramki. Chwilę później Niemki miały kolejną szansę, ale strzał Mittag z pola karnego minął bramkę Solo. Decydującym momentem była szarża Alex Morgan, która została powstrzymana nieprzepisowo, ale jednak tuż przed polem karnym - rumuńska sędzia pomyliła się jednak i podyktowała jedenastkę, którą pewnym strzałem wykorzystała Carli Lloyd. Niemki miały od tego momentu więcej posiadania piłki, ale nie zdołały już poważnie zagrozić bramce Solo, a w 84 min. po dobrym dryblingu Lloyd i jej podaniu wzdłuż bramki rezerwowa Kelley O'Hara wpakowała piłkę do bramki z najbliższej odległości. Zasłużone zwycięstwo Amerykanek po emocjonującym i stojącym na wysokim poziomie meczu. Powtórka finału USA - Japonia sprzed 4 lat jest jak najbardziej możliwa



