Japonia - Anglia 2:1 (Miyama 33'-karny, Bassett 90+2-samobójcza - Williams 40'-karny)
Drugi półfinał stał na zdecydowanie niższym poziomie niż wczorajszy, ale i tutaj nie brakowało dramaturgii. Japonki były faworytkami, ale to Angielki lepiej rozpoczęły spotkanie - już w 1 min. Jodie Taylor uderzyła minimalnie obok słupka, a nieco później Duggan oddała strzał ponad bramką. Azjatki miały przewagę w posiadaniu piłki, ale miały problemy ze stwarzaniem sytuacji - dopiero w 31 min. uzyskały rzut karny, niesłuszny zresztą, bo Rafferty faulowała przed polem karnym (identyczna sytuacja jak wczoraj przy faulu na Alex Morgan, sędziowanie w tych półfinałach to była jakaś kpina). Mimo dość dziwnego rozbiegu Miyama pewnie wykorzystała jedenastkę. W 40 min. sędzia oddała Angielkom to co zabrała, dyktując bardzo wątpliwy rzut karny, który mocnym strzałem zamieniła na gola Williams. W 2. połowie Japonki nadal były częściej przy piłce, ale nadal miały duże problemy ze stwarzaniem sytuacji. Angielki przeciwnie, w 62 min. Duggan trafiła w poprzeczkę, w 64 min. po strzale rezerwowej White doskonale broniła Karihori, a w 66 min. po rzucie rożnym Jill Scott główkowała minimalnie niecelnie. Do ospałej gry Japonek sporo ożywienia wniosła dynamiczna rezerwowa Iwabuchi (autorka gola z Australią w ćwierćfinale), która dwukrotnie po swoich dryblingach przeprowadziła dobre akcje. Wydawało się, że wszystko zmierza ku dogrywce, ale w 92 min. Angielki spotkał prawdziwy dramat - podanie z głębi pola do bodajże Ogimi próbowała przeciąć Laura Bassett, ale uczyniła to tak niefortunnie, że przelobowała własną bramkarkę - wychodząca z bramki Bardsley była bez szans. Czasu na odpowiedź już nie było i Japonki, pomimo słabego meczu, awansowały do finału, gdzie zmierzą się - podobnie jak 4 lata temu - z USA. Byłem w tym meczu za Japonią i cieszę się z awansu Azjatek, ale szkoda, że doszło do tego w takich okolicznościach - trudno było nie współczuć na widok płaczącej Bassett
Nie wiem komu kibicować w finale - z jednej strony Hope Solo i Alex Morgan, z drugiej Aya Sameshima i Rumi Utsugi. Faworytkami będą chyba jednak Amerykanki - będą miały dzień odpoczynku więcej, no i zagrały kapitalnie z Niemcami, a Japonki męczyły się jednak i z Australią, i dziś z Anglią.



