Hertha Berlin - Werder Brema 1:1
interesujące spotkanie w stolicy Niemiec, aczkolwiek mające swoje przestoje, zwłaszcza w drugiej połowie. W ciągu 90. minut oba zespoły ani na moment nie zmieniły swoich założeń taktycznych. Gospodarze skupieni byli przede wszystkim na wyprowadzaniu kontrataków, zatem mieli nieco mniej szans na gola niż goście, ale paradoksalnie były to znacznie groźniejsze sytuacje (na ich nieszczęście świetne zawody w wykonaniu Gebre Selassie, a i Fritz kilka razy brawurowo wspierał kolegów z linii defensywy). Brakowało jednak wykończenia, wszak żaden z kolegów Valentina Stockera nie poszedł w jego ślady i nie pokonał bramkarza przyjezdnych. Szwajcarski piłkarz bardzo szybko otworzył konto bramkowe tego spotkania, popisując się kapitalnym, mocnym uderzeniem pod poprzeczkę bramki Wiedwalda. Odpowiedź Werderu nastąpiła 20. minut później, ale już znacznie wcześniej podopieczni Skripnika mogli doprowadzić do remisu. Warto wymienić co najmniej dwie dogodne okazje na gola, ale w przypadku pierwszej strzał Ujaha skutecznie blokował defensor gospodarzy, a w drugiej zawiodła precyzja strzelającego. W drugiej połowie już tylu ciekawych akcji nie oglądaliśmy, ale na pewno warta uwagi to ta z udziałem Petera Pekaríka. Słowacki obrońca, będąc w świetnym położeniu, zdecydował się na oddanie strzału (piłka trafiła w boczną siatkę bramki) zamiast podawać do jeszcze lepiej ustawionych partnerów. Bremeńczycy również mieli kilka okazji, ale zwłaszcza w jednej z nich, tuż przed upływem 70. minuty, bezbłędną pracą nóg wykazał się Thomas Kraft. Niewiele później, niemiecki golkiper obronił silny, ale dosyć łatwy do złapania, strzał ulubieńca EnJoya, Junuzovicia. I jeszcze ta końcówka... poprzeczka, a następnie słupek... o dużym pechu może mówić Werder.



