Southampton - Norwich City 3:0
już w pierwszej minucie rywalizacji na St Mary's Stadium, Ruddy został poważnie zatrudniony po groźnym strzale z rzutu wolnego. Następnie z dobrej strony się pokazał Cameron Jerome, który nieustannie błyszczał na prawym skrzydle. Miał nawet niezłą okazję na gola, ale uderzył niecelnie. Zresztą porównywalnie udany start zaliczył w drugiej połowie, gdy znowu zdecydował się na indywidualną akcję, ale zabrakło odpowiedniej ilości wolnego miejsca, aby oddać uderzenie. Generalnie jednak należy więcej uwagi poświęcić atakom ze strony gospodarzy. Zwłaszcza tym, mającym miejsce po 25. minucie, gdy dużą aktywnością wykazał się Dušan Tadić. Serb wielokrotnie otrzymywał od partnerów piłkę, dryblował, szukał jak najlepszej możliwości na dośrodkowanie. Jego dwie całkiem przyzwoite "wrzutki" miały szansę na powodzenie, ale żaden z jego kolegów nie zamienił ich nawet na strzał. Gol Pellè potwierdzający spryt włoskiego napastnika, ale pomimo że bramka padła już w końcówce pierwszej połowy, to jeszcze w jej doliczonym czasie Święci mogli ukąsić po raz drugi. Na kolejne okazje na gola nie trzeba było czekać przesadnie długo, wszak tuż po wznowieniu gry gospodarze zabrali się do zdecydowanego ataku i co chwilę posyłali niebezpieczne piłki w kierunku bramki Ruddy'ego. Walczący z Butlandem o numer dwa w bramce reprezentacji Anglii bramkarz musiał niejednokrotnie wykazać się bramkarskimi zdolnościami. Próbował Sadio Mané, trzykrotnie szczęścia szukał również rezerwowy Jay Rodriguez (dobrze go widzieć na boisku), aż w końcu powiodło się Tadiciowi. I to dwukrotnie. Podopieczni Koeamana w końcu zwycięscy, a Stekelenburg z czystym kontem (na minutę przed końcem chyba obudzony tym uderzeniem Hoopera). Niemniej jednak wielka szkoda, że w Lidze Europy nie wyszło.



