Lech Poznań - Belenenses 0:0
w przeciwieństwie do Legii porażką się nie skończyło, ale przebieg spotkania jasno pokazuje, iż to Portugalczycy byli bliżsi strzelania gola. Zwłaszcza w drugiej połowie, gdy Buricia ratowała najpierw poprzeczka, a następnie słupek. Jeśli chodzi o Lech, to cóż, rozczarowanie. Nie patrzę na postawę podopiecznych Skorży w lidze, bo rozgrywki krajowe a międzyklubowe to często dwie różne bajki, poza tym pamiętamy, jak Kolejorz spisywał się w Lidze Europy za czasów Zielińskiego, a jak to wyglądało w Ekstraklasie, natomiast mając na uwadze poprzednie mecze, to jednak po mistrzu Polski należało oczekiwać ciut więcej. Nie wiem, może to brak Pawłowskiego albo Hämäläinena, którzy jednak jakieś okazje w minionych spotkaniach tworzyli, czy po prostu zaczęła się już ta faza, w której rywale są znacznie mocniejsi. Myśląc o awansie do następnej rundy - należało dzisiaj wygrać. Ekipa prowadzona przez Sá Pinto to najsłabsze ogniwo w tej grupie, a w dodatku grane było przy Bułgarskiej. Oczywiście, może dojść do niespodzianki i Lech zaskoczy w rywalizacji z Basel oraz Fiorentiną, ale jednak prezentowany poziom musi ulec zmianie. Dzisiaj trochę pomogło szczęście.



