Dobrą kolejkę mieliśmy w ten weekend w Anglii. Bramek od groma, właściwie w sobotę jakikolwiek ktoś mecz włączył, nie miał prawa narzekać. Co ciekawe akurat w tych spotkaniach miało miejsce sporo przełamań i premierowych bramek mocnych nazwisk - Rooney, Depay, Sanchez, Kane, Sturridge. Oby to był prognostyk coraz większych emocji w kolejnych kolejkach, bo jednak to tacy piłkarze przyzwyczaili nas do wielkiej gry i liderowania swoim zespołom.
Póki co zespoły beniaminków dzielnie walczą, zwłaszcza Norwich i Watford grają bez kompleksów, ciekawe czy utrzymają taką dyspozycję przez dłuższy okres. Bournemouth też nie ma się czego wstydzić, choć wg mnie spośród tych trzech zespołów to oni będą mieć ostatecznie największe problemy i walka o utrzymanie wydaje się być jednak nieunikniona.
Na dnie tabeli dwaj odwieczni rywale - Newcastle i Sunderland. Wydaje mi się, że Newcastle w końcu wypali, kadra jednak jest mocna i to raczej kwestia czasu, a przecież było bardzo blisko już w meczu z Chelsea. Czarnym Kotom za to ciężko dobrze wróżyć, nawet przy całej sympatii dla tego klubu. Defensywa fatalna, a z przodu zbawicieli też próżno szukać. Jak tak dalej pójdzie, to typowe dla nich przebudzenie pod koniec sezonu może okazać się zbyt późne. W każdym razie McClaren i Advocaat mają sporo do myślenia i lepiej dla nich, żeby jakieś zwycięstwa szybko nadeszły.
Na pewno niespodzianką jest ponownie dobry start West Hamu, a zwłaszcza ich występy na wyjeździe z wielkimi markami. Bardzo lubię oglądać ich grę, choć trzeba podkreślić, że zawodzą u siebie w meczach ze słabszymi drużynami. Payet notuje ciekawy start w lidze i pewnie mocniejsze kluby zaczną mu się dokładniej przyglądać. In minus zaskakują podopieczni Mourinho, ale o tym już sporo się pisało. Lekka zadyszka City, którą wykorzystały Czerwone Diabły i objęły fotel lidera chyba pierwszy raz od bardzo dawna. Arsenal i Tottenham wydają się powoli łapać właściwy rytm i zobaczymy jak się spiszą w następnych grach.



