Zaznaczam że ta książka jest przez mnie poniewierana nie z powodów religijnych (co wiecej ta w sumie antyreligijność mogłaby być dla mnie plusem gdyż jestem ateistą i cóż... nie lubie kościoła katolickiego) lecz z powodu bzdurnych rzeczy, która pan Brown raczył w swej książce zawrzeć. Upadek bohatera z dużuje wysokości do Tybru i mimo wszystko wyjście z tego bez zadrapania to chyba najsmieszniejsze rzeczy jakie ostatnio czytałem.
szkoda jednak że to w założeniu miała być książka poważna
Czytałem też "Kod..."-jest troszke lepszy ale równie przewidywalny.
Moje rozważania podsumuje cytatem z kultowych :Wściekłych psów" Tarantino:
"Mr Brown is little close to Mr Shit"



