Wolnicki to młody dziennikarz. Ładnie pisze, ma dobre pióro, lubię poczytać, ale merytorycznie nie jest specjalistą od kolarstwa. Zajmuje się nim z okazji większych wydarzeń. Pamiętam, jak uczył się kolarstwa gdzieś w połowie ubiegłej dekady. Poza tym, dziennikarze etatowi dużych witryn, takich jak w Polsce PS czy GW, mocno się ograniczają, liczą się ze słowami, ze względu na konsekwencje prawne. W prywatnych wypowiedziach ludzie mogą być bardziej szczerzy i otwarci.
Sorry, ale takich tłumaczeń, jak fizjologa z Jumbo to ja już czytałem setki. Nie robi to na mnie żadnego wrażenia. To samo mówili fizjologowie Armstronga i innych. Oczywistym jest, że doping w kolarstwie, i w sporcie w ogóle, będzie zawsze. Zmieniają się metody, są coraz bardziej wyrafinowane, trudniejsze do wykrycia i udowodnienia. EPO, testosteron, sterydy to jest średniowiecze. Już 10 lat temu mówiło się o maskowanych środkach spalających tłuszcz, albo o dopingu genetycznym, z którym były pierwsze próby i który miał być przyszłością. I jak znam życie pewnie jest. Bo sport to wielki biznes i gdy gra się o miliony (i wielką sławę przeliczaną na kolejne miliony) to wszystkie chwyty dozwolone.
Trzeba mieć tego świadomość i nauczyć się z tym żyć. Ja złudzenia straciłem wiele lat temu, ale nie przeszkadza mi to pasjonować się kolarstwem i przeżywać emocji. That's life.





