jako, że rok upływa w rytmach indie i jemu podobnych, najlepsze płyty:
-> The Rapture- Pieces Of The People We Love- niesamowita, zapewnia mi odlot przy każdym słuchaniu. godne następstwo ''Echoes'', znów wszystko na swoim miejscu.
-> The Kooks- Inside In Inside Out- wakacyjna, jednorazowa, ulotna. niby nic takiego. a jednak przyciągają i nie da się ich nie kochać, a piosenki wpadają w ucho, wciąż je podśpiewuję.
-> The Fratellis- Costello Music- daje niesamowitego kopa, nawet kiedy nic się nie chce. świetna.
-> Yeah Yeah Yeahs- Show Your Bones- debiut to przy tym nic, za to Karen pozostała jedyna w swoim rodzaju. kocham jej energię.
-> Arctic Monkeys- Whatever People Say I Am, That's What I Am Not- może nie najlepsza wg mnie, jak wg wielu, ale nie dziwię się. b. dobra, a przez jakiś czas nie mogłam przestać jej słuchać.
-> The Car Is On Fire- Lake&Flames- najlepsza polska płyta roku. ale to nie jest jakieś specjalne wyróżnienie w kategorii krajowej, stawiam ją razem z innymi, bo poziom światowy. jeszcze niedawno przez dłuższy okres czasu była ze mną na każdym kroku, bo nie mogłam bez niej wytrzymać. kiedy ją kupowałam, nie miałam pojęcia, że będzie taka dobra.
jest też wiele innych płyt, które mi się podobały, ale nie ma sensu wymieniać- może dołączę się do pochwał przy okazji wypowiedzi innych.
single:
-> The Kooks- OOH LA!- no po prostu nie mogę się od tego uwolnić, wciąż ją nucę pod nosem, choć dawno już pierwsze zachwyty minęły.
-> Peter, Bjorn & John- Young Folks- słuchając jej, znów jestem na wakacjach. bardziej wolna niż kiedykolwiek. niesamowita.
-> Arctic Monkeys- When The Sun Goes Down- piosenka z tych, które zapamiętam na długo, nawet jeśli zachwyt AM mi już przeszedł jakiś czas temu.
-> The Long Blondes- Once and Never Again - podobnie jak wyżej, pozytywne skojarzenia, optymistycznie.
-> The Flaming Lips- Yeah Yeah Song - z różnych przyczyn za każdym razem kiedy ją słyszę- banan na twarzy. świetne wspomnienia.
filmy:
tutaj jeszcze sprawy gruntownie nie przemyślałam, wypowiem się dokładniej później. powiem tylko, że w tym roku moją listę otwiera kino hiszpańskie, czym sama jestem zaskoczona.
-> piękne, niedosłowne acz nie za bardzo metaforyczne, wzruszające, wielowątkowe- w tym każdy wciągający ''Życie Ukryte W Słowach''
-> i najlepsza, najmniej przytłaczająca, ale wciąż specyficzna i śliczna odsłona Almadovara ''Volver''
reszta później, podobnie jak książki i wszystko inne co wiąże się z kulturą i przyjdzie mi do głowy








