Gra i wygląda dobrze, zgoda. Żeby jednak rozpatrywać go w dalekosiężnych planach jest zdecydowanie za wcześnie. Gość przychodził z łatką nowego Terry'ego, zagrał dobry pierwszy sezon, minęło 5 lat od przybycia na OT a on wciąż ma problemy żeby zagrać 20 spotkań ligowych w sezonie. Jak mamy z nim wiązać jakieś plany to musi udowodnić, że wyszedł na prostą i te kilka występów to nie jest przerywnik przed kolejną, wielomiesięczną przerwą w grze. Akurat na tej, jak na mało której pozycji, potrzeba nam stabilizacji a większość z naszych kandydatów na stoperów, z różnych względów, jej nie gwarantuje.blackmore pisze: Nie zastanawiałbym się również, ile pogra Jones. Skoro gra, to się z tego cieszcie. Pamiętacie Terry'ego przed drugą kadencją Mourinho? Kapitan Chelsea coraz częściej łapał urazy i zupełnie stracił formę. Wrócił Portugalczyk, wskrzesił Johna, aż ten rozegrał komplet spotkań w sezonie. Nie twierdzę, że z Jonesem będzie tak samo, ale skoro obecnie Anglik gra i są z niego korzyści, to nie ma problemu.
Wcześniej była w tym temacie mowa o oczekiwaniach wobec Mourinho, z którymi większość się zgodziła. Po cichu marzono o mistrzostwie ale trzeba być realistą, przy takiej konkurencji o to niezwykle trudno więc miejsce w top3 było do zaakceptowania w pierwszym sezonie i raczej nikt nie wieszałby psów na Jose. Portugalczyk dostał taki budżet i możliwości, a także wcale nie tak słabą kadrę do dyspozycji, że wypadałoby o to mistrzostwo choćby prowizorycznie powalczyć a my po 13 kolejkach jesteśmy 4 mecze do tyłu w stosunku do Chelsea, która nas rozstrzelała swoją drogą. Po to Mou został zatrudniony, zrezygnowano z poprzedniej filozofii gry poprzedników na rzecz natychmiastowych wyników, które Jose swoim nazwiskiem gwarantował. Z tego też względu Portugalczyk dostał nieograniczone środki.blackmore pisze: Jeżeli "wynikami" miało być mistrzostwo kraju, to nie zapominajmy, że pracujecie z Mourinho. Każdy z nas wie, że Portugalczyk niemalże zawsze potrzebuje sezonu na budowę. Nie jest to dla niego żadne usprawiedliwienie, bo tygodniówkę ma pewnie sporą, a jego obowiązkiem jest osiąganie z klubem zwycięstw, ale z drugiej strony taka specyfika jego pracy i chyba to było oczywiste zanim przyszedł na Old Trafford.
Miał czas Moyes, miał czas van Gaal, to trzeba również dać czas Mourinho. Nie jest winą Portugalczyka, że poprzednicy zawiedli i obecnie ciśnienie fanów Manchesteru jest jeszcze większe.
Moim zdaniem rozczarowaniem będzie to, jeżeli nie awansujecie do TOP4. Ewentualnie możecie być nawet na szóstym, czy siódmym miejscu, ale wygracie Ligę Europy i awans też będzie. Jak do tego sukcesu Mourinho dorzuci "jakiś" styl to będzie można perspektywicznie patrzeć na przyszłość. Wydaje mi się, że w Manchesterze idzie ku lepszemu. Jasne, można narzekać, że nie ma zwycięstw, że nie grają młodzi, ale po kiepskim okresie od czasu derbowej porażki Czerwone Diabły grają lepiej. Jest zaangażowanie, atmosfera w szatni chyba też nie jest najgorsza, czego potwierdzenia szukałbym choćby w meczu z West Hamem. Odesłano Mourinho z ławki managerskiej, ale po przerwie piłkarze dalej grali swoje i dążyli do wygranej. Nie wiem, możliwe, że w przerwie Portugalczyk jakoś podtrzymał tę chęć, a może po prostu pomimo kontrowersyjnej postawy opiekuna, sami piłkarze mają taką wolę walki, aby udowodnić, że są dobrzy w tym, co robią.
Myślę, że dla samego Mourinho zajęcie 6 miejsca w lidze, którą tak zna, gdzie ma (miał?) największy % zwycięstw, po tak kompromitującym rozstaniu z The Blues i po takich wzmocnieniach byłoby powodem do wstydu. Nawet jakby wszedł do LM tylnymi drzwiami przez LE gdzie często decyduje dyspozycja dnia.
Wiesz, możemy sobie szukać pozytywów, gra faktycznie jest momentami fajna ale za styl punktów się nie przyznaje,zwłaszcza w Premier League. W końcowym rozrachunku wynagradzani są nie Ci, którzy miażdżyli rywali i remisowali a Ci, którzy konsekwentnie zbierali punkty, nawet w męczarniach. W tym zresztą Mou był do czasu przygody z MU mistrzem.
Fakty są w tej chwili takie, że MU zdobyło 8 punktów na możliwych 21 w ostatnich 7 meczach, na 7 ostatnich spotkań wygrało 1, zremisowało na własnym stadionie 4 razy z rzędu. Po 1/3 sezonu strata do Chelsea i Liverpoolu, które kończyły poprzedni sezon za nami to 11 i 10 punktów. Jasne, rywalom też zaraz może się zaraz przydarzyć kryzys, problem polega na tym, że poza klepaniem się po plecach za dobre mecze, nie ma w tej chwili żadnych podstaw żeby twierdzić, że MU zacznie hurtowo wszystko wygrywać. Narzekać na pecha można było 2 października po remisie ze Stoke, dziś mamy 28 listopada i na koncie kilka podobnych spotkań bez odpowiedniej zdobyczy punktowej. Na rozliczenia przyjdzie czas w maju ale wtedy nikt nie będzie wspominał z rozrzewnieniem niewykorzystanych szans z Burnley, Stoke, West Hamem czy Arsenalem jeśli United nie będzie w top4.



