Liverpool - Manchester City

Awatar użytkownika
Morrow
Administrator
Administrator
Posty: 12926
Rejestracja: 15 maja 2006, 22:36
Reputacja: 2053

Liverpool - Manchester City

Post autor: Morrow » 06 sty 2019, 15:35

masacra pisze: Futbol to istotnie gra błedów i Liverpool popełnił ich wiecej. A ze niemal wszytskie, a napewno wszytskie kluczowe błedy popełnił jeden człowiek, to czemmu sie dziwisz, ze kibic Liverpool sprowadza to do tego jednego człowieka?

Tak jak pisałem wczesniej (Ty tez nie musisz sie z tym zgadzac) biorac pod uwage cele obu managerow przed meczem (Kloppa aby minimum zremisowac i Pepa aby wygrac za wszelką cene) to wg mnie Liverpool zagrał lepiej. A swiadczy o tym m.in dosyc mała jak na tak zdeterminowane i ''siedzące'' na rywalu City liczba dobrych sytuacji do zdobycia gola. I co wiecej. Z wyjątkiem jednej, wszystkie okazje które sobie City stworyło wynikay z błedow Dejana Lovrena. Wiec jesli wzorem Ryby lubiałbym sobie pogdybac, to bym napisał, ze jakby w obronie zagrał Gomez albo nawet Matip to mecz skonczyłby sie w najlepszym wypadku dla City bezbramowym remisem. I to tez nie jest tak, z eja ich nie doceniam. Po prostu widziałem jak momentami bezradni byli w otwieraniu tych swoich przestrzeni na skrajach pola karnego w momencie gdy z taka pasja presowali i atakowali w pierwszych 45 min. Stad wniosek, ze załozenia taktyczne Kloppa były dobre. I tylko do tego sie sprowadza.
Wniosek jest prosty. Mamy kompletnie inny odbiór tego meczu. To mnie o tyle dziwi, że zazwyczaj uważam Cię za jednego z najbardziej obiektywnych i dociekliwych obserwatorów spotkań a tu mam wrażenie, że strasznie to wszystko upraszczasz znajdując wytłumaczenie wszystkich wad Liverpoolu w jednym człowieku. Nawet z powyższej, cytowanej wypowiedzi wyłania się obraz kapitalnie grającego Liverpoolu, który gdyby nie Lovren nie straciłby bramki (cyt. jakby w obronie zagrał Gomez albo nawet Matip to mecz skonczyłby sie w najlepszym wypadku dla City bezbramowym remisem). To na kilometr śmierdzi dyskusjami z tematów o LM - "Jakby sędzie nie gwizdnął tego śliskiego karnego w 10. minucie, to nie przegralibyśmy 2:1 tylko byłoby 1:1". Nie lubię takiego chodzenia na łatwiznę.

No ale dobra, po kolei. Czy Lovren zagrał dobry mecz? Nie. Zagrał beznadziejnie, był zapewne najsłabszym zawodnikiem na boisku. Czy przegrał w pojedynkę Liverpoolowi mecz? No nijak nie mogę się z tym zgodzić. Popełnił szereg błędów ale zrzucanie całej winy na niego jest dla mnie krzywdzące. Przy pierwszym golu radzę zwrócić uwagę na Van Dijka i to co robi przed bramką jak i wtedy gdy pada. Tak, Aguero uprzedził Lovrena i wykończył akcję w sposób jaki robi to niewielu napastników na świecie (być może jakby Lovren zamienił się miejscami z Van Dijiem to efekt byłby taki sam) ale robienie z Chorwata po czymś takim drugiego Kariusa to trochę przesada. Przy drugim golu już kompletnie nie wiem o co Ci chodzi, wygląda na to, że linię spalonego we wczesnej fazie akcji złamał Alexander-Arnold a nie Chorwat, jak do kogoś mieć pretensje to też tylko do Anglika, bo to on statystował Sane przy strzale i powinien temu zapobiec.

Chorwat był cały mecz elektryczny, popełniał błędy większe i mniejsze, grał bardzo słabo, mógł faktycznie sprezentować City bramkę jak choćby wtedy gdy wyłożył piłkę Sterlingowi ale ewidentnie próbujesz zrobić z niego kozła ofiarnego niepowodzenia Liverpoolu nie dostrzegając innych błędów swojej ulubionej drużyny. Choćby w przypadku sytuacji gdzie Aguero miał setkę 1na1 i uratował was Alisson świetną interwencją. Zaczęło się od błędu Lovrena i podania do Sterlinga ale co zrobił Robertson, którego Raheem zniszczył. Czemu nie skasował akcji faulem taktycznym? Nie miał przecież żółtej. Tego przecież uczą już w juniorach. Podobnie nie przeczytałem ani słowa o Shaqirim, który dał kompromitującą zmianę, oddawał piłkę za darmo i wystawił pod swoim polem karnym patelnię Bernardo, którego Lovren mógł jedynie wyciąć i uratował was znowu Alisson.

No ale dość o błędach indywidualnych. Uprościłeś postawę City do tego, że wyszli wysokim pressingiem, bo musieli wygrać a Liverpool zagrał tak dobrze, bo nie dał im zbyt wielu sytuacji. Nie zapominaj o tym w jaki sposób Obywatele przegrali te 3 mecze z The Reds w poprzednim sezonie i zauważ, że w ostatnim spotkaniu poza pojedyńczymi błędami indywidualnymi (akcja Mane, sytuacja bramkowa oraz akcja Salaha w samej końcówce) Liverpool był bezradny w ofensywie. Z przodu, Mane w zasadzie nie istniał, Salah i Firmino podobnie. Poza podaniem Egipcjanina do Mane w pierwszej połowie gdzie Stones jedynie statystował, to trio nie skonstruowało praktycznie żadnej akcji. Liverpool wiedział, że ma ok. 25 minut na 2:2 w meczu, którego nie miał prawa przegrać a od gola Sane na dobrą sprawę wykreowali jedną akcję gdzie sędzia przekręcił City a Stones się znowu skompromitował i Salah miał okazję strzelecką. Poza desperackimi wrzutkami w pole karne, zazwyczaj kasowanymi przez pierwszego w kolejności gracza City, nie było nic. Za to Obywatele mogli i powinni skończyć ten mecz wyżej.

Nie był to najlepszy mecz City w sezonie. Nie był to także jakiś wspaniały mecz w wykonaniu Liverpoolu. Ok The Reds, nieźle bronili, zamykali skrzydła City a w dodatku Obywatelom cholernie brakowało ostatniego podania (brak De Bruyne, słabiutki mecz Silvy). W ofensywie zagrali jednak nadzwyczaj pasywnie (albo City tak dobrze ich odcięło) Jeśli to wystarczy żeby pisać, że będący na fali, niemal w najmocniejszym składzie Liverpool, przegrał w meczu sezonu z osłabionym City, będącym ostatnio porządnie pod formą ale tak w ogóle to The Reds lepiej realizowali swoje założenia i w sumie są happy, to ciężko mi się zgodzić. Założeniem Pepa było ten mecz wygrać i je zrealizował. Nie w żaden kontrowersyjny sposób, uzyskał prowadzenie, potem je stracił i znowu odzyskał a na koniec mógł jeszcze podwyższyć, podczas gdy jego rywal, choć zdeterminowany, był bezradny. Czy City wcześniej było bezradne? Być może ten mecz nie toczył się tak jak sobie wymarzyli ale też Liverpool w niczym ich nie zaskoczył co miało miejsce w poprzednim sezonie. IMO Klopp to inteligenty koleś, wyciągnie z tego wnioski i to nie takie, że wszystko było zajebiście tylko Lovren zawalił mecz.

Wróć do „Anglia”