Francja grała towarzysko z Kostaryką.
Mecz był bardzo, ale to bardzo emocjonujący. Francja [jak sie można było spodziewać od początku ruszyła do ataków] grali dużo środkiem ale po skrzydłach tez rozgrywali. Kiedy wydawało się, że Francuzi zdobędą gola, poszła kontra
Muszę dodać, że postawiłem trochę pieniążków na wygraną Francji
Tak jak myślałem, Trójkolorowi szybko się otrząsnęli po utracie gola i znowu przejęli inicjatywę. Okazji było dużo; a to Anelka [powrót do kadry] trafił w słupek, a to znowu Henry minimalnie obok bramki uderzył ... i tak sobie atakowali .... trzeba zaznaczyć kapitalną grę bramkarza reprezentacji Kostaryki i fatalną Bartheza
Zaczęła się druga połowa meczu. Zmobilizowani Francuzi rzucili się do ataku .... nie, tym razem nie nie było kontry, po ładnej akcji Diarry z Maloudą piłka trafiła do Henry'ego który odegrał ją ładnie do Anelki i strzelili. 1:2 Wypada dodać, że Thierry był na spalonym
Pojawiła się szansa na wygraną, w końcu była 46 minuta i już tylko 1:2
Francja jakby niesiona dopingiem [grali na Martynice] i strzeleniem kontaktowego gola, znów przyparła Kostarykę do muru [lub raczej do ich pola karnego] Bardzo groźnmie uderzał Govou, Anelka i Gallas, za każdym razem kapitalnie bronił bramkarz Kostaryki. Bramka wyrównująca wisiała w powietrzu ... aż nie poszła kontra, Francuzi popełnili błąd w środku pola i piłka jak po sznurku wędrowała pomiedzy piłkarzami Kostaryki, na szczęście ostatni zawodnik nie trafił w piłke i skończyło się na strachu. Była już chyba 60 minuta i raczej nic by się nie dało zrobić. Ale grali dalej, grali i grali. Strzelali a bramkarz kapitalnie bronił. Aż Anelke nie zmienił D. Cisse. Wszedł i strzelił gola
W tym czasie Francuzi mieli 4 rzuty rożne pod rząd. Nieprawdopodobnie bronił bramkarz. Francja nie dawała za wygrana.
Aż przyszła 87 minuta i kolejny rzut rożny, malouda na krótki słupek, prosto na piętę Thierry'ego Henry'ego



