Domek nr 10 (temat luźny)

Awatar użytkownika
futbolowa
Czerwona Diablica
Posty: 14054
Rejestracja: 10 kwie 2005, 11:26
Reputacja: 2024
Kibicuję: RKS Raków + ManUTD
Lokalizacja: Miasto Bandyckiej Miłości
Kontakt:

Domek nr 10 (temat luźny)

Post autor: futbolowa » 20 kwie 2022, 9:04

sci pisze:
19 kwie 2022, 20:55
I dochodzi też lenistwo rodziców ja tam wożę dzieci na zajęcia sportowe, ale np mojej córki koleżanka nie chodzi nigdzie bo rodzice albo muszą się wyspać w sobotę, albo są zmęczeni po południu
Zmęczenie to nie to samo, co lenistwo. Mimo wszystko mam wrażenie, że naszym rodzicom było łatwiej np. o własne mieszkanie, a teraz trzeba się mocno nazapierniczać na to.

Plus - teraz rodzice i tak są o wiele bardziej zaangażowani w wychowanie niż dawniej. "Za moich czasów" już czterolatki latały same po osiedlu, trzymając się starszych dzieciaków, rodzeństwa itd. Na placu zabaw nie było z nami żadnego rodzica, do szkoły szliśmy sami. Teraz nawet z dziesięciolatkami ktoś dorosły jest na podwórku. I często są to ojcowie, co też trzydzieści lat temu było nie do pomyślenia.

Jak w niedzielę idziemy z Zośką na boisko, musimy je dzielić na kilka stref, bo są tam przynajmniej trzy grupy dzieciaków, które też w coś grają. Place zabaw mamy pełne.

Myślę, że dawniej było nam łatwiej spędzać całe dnie na dworze, bo rzeczywiście alternatyw było mniej (ale też bez przesady, bo telewizory i Commodore już mieliśmy), ale też łatwiej było na tym dworze być. Teraz rodzice muszą przebić się przez korki i wrócić z pracy, ogarnąć obiad i dopiero z tym dzieckiem pójść. My ze szkoły wracaliśmy do pustych domów i od razu szliśmy pod blok. Zanim rodzice z huty wrócili (mieszkałam na osiedlu, gdzie dobrze ponad połowa rodziców pracowała na pobliskiej hucie), już zdążyliśmy się porządnie wylatać, więc zjedliśmy z nimi obiad, rodzice odpoczywali, a my z powrotem na dwór. Teraz takie coś jest po prostu nierealne.

Dodatkowo: jesteśmy z roczników zwyżkowych, więc dzieciaków było po prostu dużo więcej i nie pamiętam nikogo, kto miałby dodatkowe zajęcia poza paroma chłopakami trenującymi piłkę i paroma dziewczynami z harcerstwa albo jakiejś grupy tanecznej. Na korki też zaczęliśmy chodzić dopiero w gimnazjum, a teraz ośmiolatkowie potrzebują dodatkowych lekcji matmy czy polskiego. To wszystko robi różnicę.

Wróć do „Hyde Park”