Przed rozpoczęciem tej edycji, nieśmiało mówiło się Violi (większą uwagi skupiał Villarreal), wyszli z grupy w nie do końca przekonującym stylu (zajęli 2. miejsce za Istanbulem Basaksehir i musieli grać o awans do 1/8 finału). No ale tam 7:2 z Bragą, potem 5:1 z Sivassporem w 1/8, szalony dwumecz z Lechem i półfinałowy bój, gdzie dopiero po dogrywce pokonali Basel. West Ham w ubiegłym sezonie dotarł do półfinału LE, tu natomiast zaczął spokojnie. Co mieli wygrać to wygrali. Grupę ukończyli z bilansem 6-0-0, punkty stracili dopiero w pierwszym meczu ćwierćfinałowym z Gentem. AZ w 1/2 finału też postawił twarde warunki, wszystko jednak z happy endem. Anglicy mają już na koncie europejskie trofeum. Nie tak dawno, bo w 1965 zdobyli Puchar Zdobywców Pucharów (którego nigdy nie wygrał m.in. Liverpool). Pomijając przegrany finał w 1976 czy Puchar Intertoto 1999, wypisali się z europejskiej piłki i dopiero do niej wracają. Fiorentina również ma na koncie jedno zwycięstwo w PZP (1961). Grali też oczywiście finał Pucharu Mistrzów w 1957. Mieli od tego czasu momenty jak finał Pucharu UEFA w 1990 czy półfinał w 2008 (przegrany po karnych z Rangersami), ale to tyle. Jedni i drudzy staną więc w Pradze przed wielką szansą.
Liczę na West Ham, zwłaszcza że ten mecz to jedyna szansa na puchary w przyszłym sezonie. Nie kupuję tej bajki, że granie w Europie utrudnia ligę, raczej odwrotnie. Wystarczy po prostu ogarnąć szeroki skład. Jak wygra Fiorentina to trudno, tak czy inaczej ten finał to fajna sprawa. Rok temu bardziej chodziło o Mourinho i nostalgiczną zajawkę Feyenoordem niż Ligę Konferencji, co innego teraz.
BTW Ankietę otworzę później, żeby kończyła się bliżej godziny finału (21:00).









