Troche mi to przypomniało moje przeboje z rosyjskim na studiach. Babka robiła nam zdanka do tłumaczenia i dawała punkty karne za błędy. Kolokwium składało się z dwóch części z dwoma oddzielnymi ocenami. Jakoś tam trochę rosyjski ogarniałem. A jako jedyna osoba nie zaliczyłem obu części. Na 60 osób. Zdziwko lekkie.
Sama prowadząca też się zdziwila podając oceny. I powiedziała, że mam przyjść do niej na dyżur to sobie przejrzę moje arkusze u arkusze innych osob aby zobaczyć gdzie popełniłem tyle błędów.
Okazało się, że babka stosowała zasadę punktów karnych za popełnione błędy. I tam, powiedzmy, do minus 15 puntków karnych jest ocena 5, pomiędzy 15 a 25 jest ocena 4, itd. Tu jeszcze wszystko brzmi normalnie.
Problem był w tym, że nie miała w zasadzie limitu ujemnych punktow za jakiś wyraz/zdanie. Ktoś nie podał odpowiedzi i miał 5 punktów karnych. Ktoś podał odpowiedź robiąc literówki, zapominając o znakach miękkich w odpowiednim miejscu, itp. - mógł uzbierać tych punktów karnych znacznie więcej. Oglądam i patrze na zadanie: 16 punktów karnych. Obok arkusz kolegi, który nic nie wpisał: 5 punktów karnych.
I tak właśnie wyglądały moje oba kolokwia. Majac jeden z najlepiej wypełnionych arkuszy nie zaliczyłem obu części.
Potem to poprawiłem wiedząc już co i jak należy robić.
Z perspektywy czasu najbardziej żałuję, że oglądając te kolokwia na dyżurze nie policzyłem czy osoba oddająca pusty arkusz przypadkiem nie dałaby rady zaliczyć kolokwium w ten sposób ;]









