W przypadku urzednikow czy mundurowych sie nie wypowiem, bo nie wiem. Chociaz mysle, ze duzo bardziej pasowaloby tu umiescic gornikow i caly nierentowny przemysl gorniczy, ktory juz dawno powinien byc wygaszany, w najlepszym wypadku przejety przez sektor prywatny i niech sobie tam robia co chca. Chcialbym najpierw sie ustosunkowac do tych 3-4h spedzanych w szkole. W idealnym swiecie moze i by tak bylo, ale niestety caly system edukacji jest tak zacofany, ze fizycznie nie jest mozliwe to o czym piszesz. Z prostego powodu. Nauczycieli w calym kraju brakuje, a niejako w ryzach trzymaja to jeszcze emeryci chociaz z roku na rok jest coraz gorzej, bo mlodych w zawodzie nie przybywa, a ci ktorzy sie pojawiaja potrafia bardzo szybko zawijac wrotki. W efekcie nauczyciele robia godziny nadliczbowe, co i tak jest ratunkiem przy takich pieniadzach o jakich tam mowa. Skutkuje to natomiast tym, ze przecietny dzien w szkole to nie jest 3-4h tylko sporo wiecej, zwlaszcza jesli latasz godziny w roznych szkolach, bo takie sa braki. Dla dzieciakow to tez nie lada frajda jak na lekcje polskiego przychodzi 70 letnia babcia nie nadajzacjaEyesmon pisze: ↑28 sie 2025, 9:33Prawda jest taka ze budżetówka (nauczyciele urzędnicy mundurowi) maja o niebo lepiej niz prywatne zawody tylko siedzą tak głęboko w tym środowisku ze mysla ze jest źle
Popracowaliby w korpo to by biegiem do nauczycielstwa czy urzędu wrócili. 13, 14, jakies nagrody, urlopy na poratowanie zdrowia, związki zawodowe, karty nauczyciela itd - tego nie ma w korporacjach
Budżetówka to cieplarniane a nie rynkowe warunki pracy
Z tym korpo to az przynzam, ze prychnalem ze smiechu. Duzo wad mozna zarzucic korporacjom nie kazdemu taka praca moze odpowiadac, ale zalety sa tutaj niepodwazalne. Przykladowo, nie znam ani jednej osoby, ktora swiadomie regularnie dzien w dzien pracowalaby poza godzinami pracy i wiedziala ze nie dostanie za to ani grosza. Zaleta korpo jest taka, ze mozesz rozliczyc kazda minute, za ktora dostaniesz kase. Inny przyklad - zajecia indywidualne w domu u dziecka. Wyobrazasz sobie np. ze firma zatrudnia jakiegos przedstawiciela handlowego albo jakiegokolwiek innego pracownika. Ten musi jechac gdzies wykonac swoja prace i pokrywa w calosci tego koszty i jeszcze jest popedzany zeby wyrobic sie na czas w kolejnym miejscu? Nawet gdy za smieszne pieniadze pracowalem w Multikinie i trzeba bylo jechac cos zalatwic, to paragony za kazda taksowke byly rozliczane. W szkole? Zapomnij. O delegacjach w korpo nie wspominam, a przyrownalbym to do wycieczek szkolnych, tyle ze na delegacji nie bierzesz odpowiedzialnosci 24h za grupe dzieciakow, ale za to dostajesz ekstra kase.
No ale dobra to bylo tak ogolnikowo. Rozbijmy to na szczegoly, bo podajesz ze karta nauczyciela to taka zajebista rzecz. Fajnie, ze np. daje ochrone pracy, ale w porownaniu do korpo czy rynku prywatnego naklada ogromne limity. Pracujac w korpo masz duzo wieksze szanse na zalapanie sie na sensowna podwyzke czy awans. Jak w aktualnym miejscu pracy tego nie dostaniesz, to idziesz do innej firmy, negocjujesz i masz. Jak ktos ma pojecie o robocie, do ktorej aplikuje to nie ma z tym wiekszego problemu, zwlaszcza w ostatnich latach kiedy byl rynek pracownika, teraz sie to troche zmienia, ale nadal to duzo lepsza opcja niz ta, ktora dysponuja nauczyciele. Niezaleznie od efektow swojej pracy sa uzaleznieni od politycznych obiecanek i cyklicznych waloryzacji, ktore sa smieszne w porownaniu do tego jak rosna pensje na rynku prywatnym. Mozna powiedziec, ze w korpo jest presja na wyniki i ok, pelna zgoda. Z tym, ze w szkolach tez jest presja, z wynikow roznych egzaminow nauczyciele tez sa rozliczani (chociaz mam wrazenie, ze co roku narzedzia do ksztalcenia dzieci sa ograniczane i nie ida z duchem czasu), do tego dochodzi presja rodzicow, dla ktorych nauczyciel to nie jest osoba, ktora nauczy okreslonego materialu, ale wrecz odpowiada za wychowanie jego dziecka.
O wakacjach nauczycieli juz pisalem, to nie jest tak, ze konczy sie rok szkolny i nauczyciel wraca do pracy 1 wrzesnia. Przeciez w miedzyczasie tez sie duzo dzieje i tych dni jest sporo mniej.
Urlop na poratowanie zdrowia wydaje sie fajnym bonusem i moze tak jest. Z tym, ze wedle definicji to i tak musisz spelnic okreslone kryteria zeby takie cos dostac i jesli faktycznie sie na to lapiesz, to nie jest to nic przyjemnego.
Reasumujac, wedlug mnie nauczyciel w Polsce jest zajebiscie niedoceniany zarowno pod wzgledem zawodowym jak i finansowym. To co aktualnie obserwujemy powinno wygladac tak jak mowisz, przyjsc do pracy, zrobic swoje i reszte miec w dupie. Tylko czy to jest pozadany scenariusz dla kogos? Moim zdaniem nie. Cierpia na tym wszyscy.
Zero weryfikacji wiedzy, cala reszta powinna byc po stronie ucznia i czasu spedzonego w domu nad tym co powinien zrobic. Jesli nie zrobi, to jego problem. Takie bedziemy mieli spoleczenstwo za kilka(nascie) lat, a z kazdym rokiem bedzie i tak coraz gorzej bo bedzie brakowac ludzi do pracy, czego mysle ze o urzednikach powiedziec nie mozna. I uwazam, ze trzeba miec niezle zryty beret albo czuc w sobie misje zeby teraz zostac nauczycielem takim jakiego kazdy chcialby miec, albo nawet i w ogole. Nie oplaca sie pod zadnym wzgledem. Zwlaszcza jesli wezmie sie pod uwage od czego zaczyna nauczyciel z wyzszym wyksztalceniem, a od czego szeregowy pracownik Lidla i kto ma wieksze mozliwosci w przyszlosci zeby zarabiac godziwe pieniadze.
I obstawiam, ze kwestia czasu sa jakies mocniejsze strajki niz bylo dotychczas, system sie zachwieje i po prostu sobie to jakos wywalcza, nie ma innej opcji. Jak mowilem wczesniej, na ich miejscu wdrazalbym scenariusz strajku wloskiego albo totalny bojkot lekcji we wszystkich placowkach, tak aby halas zrobili rodzice i zrobili im przysluge.
W kwestii bonusow w korpo, tez bym sie tak nie rozpedzal. Duzo zalezy od firmy, ale jest sporo takich, ktore albo gowno daja, ale jest tez duza skrajnosc gdzie jest na bogato. Bo jak wytykamy 13 czy 14-tki, to w dobrej firmie produkcyjnej czeka sie na roczna premie uzalezniona od wynikow firmy i mozna sobie wtedy pozwolic na maly remoncik.
Specjalnie z postem poczekalem do dzisiejszego poranka, az zapytalem mamuski jak sie prezentuje jej plan lekcji na ten rok szkolny i kiedy bedzie mogla wpadac wnuka na spacer zabierac. Otoz kazdego dnia startuje o 8 rano i az 1 dzien kiedy konczy o 15 (najwczesniej z calego tygodnia). W efekcie przepracuje duzo wiecej ode mnie, a kasy dostanie duzo mniej.



