Miałem raz taką sytuację, że spotykałem się już z miesiąc z dupką, ale nadał nie użądliłem. No i przyjechała do mnie na weekend spać, dobry humor w ciagu dnia, ale pod wieczór stała się jakaś ospała, zwaliła to na pracę, ale ona klikała tylko w kąkuter w jakiejś gównopracy gdzie małpa mogłaby ją zastąpić po 3 miesiacach szkolenia, a potem siedziała w pokoju i drzemki sobie robiła, więc na moich ustach pojawił się tylko szyderczy uśmiech. No i ładuje mi się do łóżka w pełnym dresie. Czyli wiadomo o co chodzi. Ale ja już sfrustrowany tym, że nie będę czekać jak jakiś simp, atakuje pomimo tego, a ona do mnie z tekstem typu "wiesz co, zmeczona jestem troche, chyba nie dzisiaj". To ja rzucam zwykłe "ok, to idziemy spac" i się odwracam. I w tym momencie, w gadzim mózgu doszło do zwarcia, że nie nalegam, że nie drąże tematu, że mi nie zależy? I pretensje do mnie, że zaprosiłem ją pewnie tylko po jedno. Odpowiadam jej, że nie mam zamiaru czekać kolejnego miesiąca, a sam miesiąc do pierwszego ruchania to i tak długo, ale jak nie chce to przecież nie będę nalegał. Poleżała tak z 20 minut i zmieniło się jej o 180 stopni i jednak ona chce. Potem budzi mnie jakiś płacz o 3 w nocy, zapłakana, coś gadała, że emocjonalnie jej ciężko, nawet nie wiedziałem o co dokładnie chodziło. I potem dalej robiła mi jakieś jazdy, raz dobry humor, raz zły, aż w końcu ją rzuciłem. Ale tamtej nocy byłem lekko osrany, bo wystarczyło, że ubzdurałaby sobie, że zrobiła coś wbrew swojej woli, albo że ja ją zmusiłem do czegoś, wywarłem presję i by mi jeszcze jakąś łatkę przypieła albo zgłosiła.
I jak bym się wybronił jak sami na chacie byliśmy.



