R jak Rasiak

Piłka nożna w Polsce: Ekstraklasa, 1 Liga, 2 Liga, Puchar Polski | Zawodnicy i kluby (Legia Warszawa, Lech Poznań, Wisła Kraków, ŁKS Łódź, Widzew Łódź) | Reprezentacja Polski | Polscy Kibice, Oprawa meczowa | Transfery, Wyniki, oraz inne wydarzenia związane z polską piłką nożną.
ODPOWIEDZODP
×

Czy Rasiak powinien grać w reprezentacji Polski?

Tak
54
42%
Nie
74
58%
XBiT
Skład B
Skład B
Posty: 155
Rejestracja: 05 lis 2004, 20:34
Reputacja: 0

R jak Rasiak

Post Wyświetl pojedynczy post autor: XBiT » 07 lis 2004, 17:26

R jak Rasiak!

Odcinek pierwszy

Drrryń
- Halo??? - mówi Grześ.
- No cześć.
- Z kim ja rozmawiam?
- No nie wiesz?
- Nie!
- Jestem Pinokio strugał mnie Gepetto, kiedy był pijany!
- Mariusz? Mój ty drewniany przyjacielu! Jak tam w Doniecku?
- Spasiba Haraszo!
- A Trener dzwonił już do ciebie?
- Dzwonił bo napastnika brakuje w kadrze!
- A Franek?
- Franek??? A kto to???
- No to .... jest... ten ... no napastnik.
- Aha już wiem mój pies Franek???
- Lece bo mnie żona woła do łóżka.
- A zażyłeś tabletke?
- Po co? mój jest zawsze w drewnianej kondycji!
- To nara.
- Nara.

Odcinek drugi

Rasiak zwiesił wzrok na korkach zawieszonych na kołku i myśli:
- Czemu pan Janas tak mnie nie lubi? W końcu jestem najlepszym polskim napastnikiem jako jedyny z piłkarzy pola gram na wyspach w championship. Sama nazwa mówi za siebie.
Uśmiechnął się i chwycił za telefon.
- Halo? Czy tu rezydencja państwa Kukielek?
- Cześć! Grzesiu co u ciebie? Słyszałem ze na wyspach grasz.
- Słuchaj Mariusz pan Janas do mnie dzwonił.
- No nie dziwie się. Bez ciebie nie byłbym tym samym zawodnikiem. Kadra nie miałaby przyszłości. Jak graliśmy z Angolami to gdybyś jeszcze był na boisku pewno bym strzelił ze dwa gole albo miał ze dwie asysty po podaniach do ciebie.
Obaj wybuchnęli śmiechem.
- No co ty Mariusz. Bez przesady. To ty nie wiesz ze ja "presingiem" potrafię jeszcze grac? Zabrałbym Gerrardowi piłkę prosto spod nóg jakbym się wkurzył, a powoli Angole wyprowadzali mnie z równowagi.
- Wiesz co Grześ? Ja chyba kończę bo prezes mi nie pozwala dzwonić za granice.
- Ale przecież to ja dzwonie.
- No tak.
Obaj wybuchnęli śmiechem. Grzegorz chrząknął 2 razy, poczym przestraszony odłożył słuchawkę, mówiąc jedynie "Musze kończyć Mariusz. Na razie!" Do salonu wkroczyła żona Grzegorza. Stara, brzydka i gruba kobieta z obwisłymi piersiami i zarostem na twarzy.
- Znowu Pawełek nie chciał cię powołać? Czy mam z nim osobiście porozmawiać?
- Kruszynko, wszystko w porządku. Niedługo jadę do Cardiff.
- No to Janas ma szczęście... A ty biegiem do łóżka bo się jeszcze przeziębisz. Zaraz do ciebie przyjdę mój ty Mały Orzeszku.

Odcinek trzeci

- Mr. Rasiak's house, can I help you?
- Grześ, no co ty, o czym ty do mnie rozmawiasz?
- Pan Janas? Dzień dobry trenerze. To było po angielsku, teraz gram na Wyspach.
- Słyszałem. Dzwonie, żeby cię przeprosić, że nie wysłałem powołania, ale nie wiedziałem gdzie mam je wysłać, a teraz jest już trochę za późno. Słyszałem, że w ostatnim meczu miałeś asystę.
- Tak. Chciałem uderzyć piłkę i nagle z ziemi wyszedł kret, piłka się odbiła od kopca no i sama poleciała do drugiego napastnika. A ja się potknąłem i wleciałem na bramkarza. No i tak to było.
- No to fajno. A jak przyjęli cię kibice?
- Są fantastyczni. Wywiesili na trybunach ogromny napis "Go Forrest". Nie wiem co to znaczy, ale to chyba miłe.
- Chyba tak- na twarzy trenera pojawiła się rezygnacja-chcę tylko żebyś widział, że będę z tobą "Na dobre i na złe". Na następny mecz z Erytreą na pewno cię powołam. Trzymaj się Grześ.
- Do widzenia trenerze.
Piłkarz odłożył słuchawkę, na jego twarzy zarysował się uśmiech...

Odcinek czwarty

- Mr. Rasiak's house, can I help you?
- Grześ, no co ty, o czym ty do mnie rozmawiasz?
- Pan Janas? Dzień dobry trenerze. To było po angielsku, już raz mówiłem.
- AAAno, przypominam sobie. To taki wasz wyspiarski język. No jak tam, trenujesz? Mecze tuż tuż.
- Spoko majonez trenerze. Jest dobrze, oglądam wszystkie mecze w lidze mistrzów, kilka zagrań nagrałem, spróbuje wykorzystać w meczu ligowym.
- Dobrze, dobrze - mruknął z zadowoleniem trener.
- Trenerze...?
- Słucham cię mały?
- A podczas zgrupowania będę miał znowu pokój z Mario Lewandowski?
- Załatwię to, nie martw się. Ty tylko trenuj. Zajmę się wszystkim.
- Dzięki trenerze. muszę kończyć. Chłopacy podjechali pode mnie. Jedziemy do fryzjera. Wie trener, muszę zmienić fryzurę na jakąś taką typowo angielską. Ta się nie przyjmie w klubie.
- Uważaj na siebie. Do zobaczenia.
- Pa trenerze.
- Papa smyku.

Odcinek piąty

Dzwoni telefon, Gelo odbiera:
- Rasiak is speaking...
- Oj Grzesiu znowu się wygłupiasz i nic nie rozumiem, to znowu ja wujek Paweł.
- Ja też nic nie rozumiem ale jakoś tak się tu mówi, czy cos się stało?
- Przypomniałem sobie w związku z tym co mówiłeś dziennikarzom, żebyś, Grzesiu, z tą Premiership to się nie wygłupiał. Tam grają ponoć ostro i kopią mocno po nogach, a wiesz ze twoje "pierwsze nóżki reprezentacji" są delikatne.
- Tak wiem, wujku Pawle, ale ostatnio tata mi polakierował piszczele, teraz drewno moich nóg nabrało ładnego połysku. Nie boję się
- Nie zgrywaj bohatera gówniarzu! Wiesz, że dla mnie jesteś najważniejszy i kocham cię takiego jakim jesteś i nieważne gdzie grasz reprezentacja jest twoim królestwem, także przyjeżdżaj mi szybciutko na zgrupowanie i nie zapomnij tego wspaniałego żelu poślizgowego
- Dobrze wujku nie zapomnę, znowu pobawimy się razem w szatni?
- Przyjedź a na pewno wujek Paweł zrobi Ci jakąś niespodziankę. Papa buziaki.
- See You!
- Przestań!
- Przepraszam, pa wujku

Odcinek szósty - odprawa

Nadchodził już poranek, Janosik jednak nie mógł spać, zbyt wiele myśli kłębiło się w jego myśliwskiej głowie.
Stojąc koło tablicy gdzie dzień wcześniej wyrysowywał 13 nowych schematów na mecz z Walią nie mógł powstrzymać się od szelmowskiego uśmiechu. Był z siebie niezmiernie dumny, w końcu kolejny z jego cwanych pomysłów wypalił. Jeszcze raz myślami wybiegł do victorii nad Austriakami. Żałował jedynie że nie mógł zagrać Mario szmaciany ludzik - pacynka ale miał już kolejną koncepcje która kołatała mu się po głowie.
- Grzesieeeek !!!! - wydarł się przez cały hol.
W tem z oddali dobiegło dudnienie jakiegoś drewna obijanego o podłogę. Za moment w drzwiach sali rozbłysła twarz Grzegorza.
- O co chodzi wujku ?
- Budź wszystkich będziem robić odprawę do meczu z tymi walijczykami i co ty masz znowu na głowie ?
- To nowa fryzura, rzekł Rossi, przeczesując zażelowane włosy do tyłu, od kiedy gram na wyspach musiałem zmienić fryc na angielski bo śmieli się ze mnie że wyglądam jak jakiś Włoch he hee.
- Dobra nie ważne, zakładaj kapcie bo poobijasz całą posadzkę i biegiem po chłopaków.
Kwadrans później wszyscy siedzieli już w sali na swoich miejscach, prawie wszyscy...
- Gdzie Radosław maharadża ??!! Ryknął Janosik
- Nigdzie nie idzie bo wszystkich by tu pozabijał... A poza tym powiedział że nie musi chodzić bo i tak zagra. - wyrwał się nie pytany Barszczu
- No dobra zmiękł Janosik, walnął bramę to mu trochę popuszczę...
- Słuchajta, mam nowego pomysła, z wyspiarzami musimy zagrać jeszcze ostrzej niż z tymi Australijczykami, szkoda że nie zagra Arek kosiarz Radomski, ale poradzim sobie.
Potrzebny będzie mi jakiś chłop na skwał, coś w stylu Pudziana albo podobny - rozejrzał się po sali, i na gębie pojawił się uśmiech...
- Lewy !!! Mordo ty moja! Podejdź no tu do mnie, a wiec tak środek mamy już zaklepany - powiedz Mariuszku z kim chciałbyś zagrać na środku ?
Levandinio rozejrzał się po pokoju ale nigdzie nie dojrzał wypatrywanej czerwonej czupryny.
- Najbardziej to z Mariuszem laleczką ups.. tzn. pacynką.. tfu. Kukiełką no ale go nie widzę..
- Wiem wiem - westchął Janosik - też mi go brakuje... Trudno zagrasz z macharadżą - po odprawie idź i powiedz mu na ucho, tylko nie za głośno żeby się nie obudził
- Dobra, to na bramie Dudi, w obronie Bączek i reszta, pomoc w zasadzie tez ustalona, teraz napad.
- Aha jeszcze raz chciałem oficjalnie podziękować za ostatni mecz najlepszemu zawodnikowi spotkania, Grzesiek wstań jak do ciebie mówię!
- Ee tam wujku przestań... - machnął ręką Grześ - nie ma za co, robiłem to co umiem najlepiej.
- No właśnie chciałem podkreślić wielkie zaangażowanie Grzegorza i chciałem żebyście brali z niego przykład, chłopak harował na całym boisku za czterech, zamęczył obrońców którzy nie wiedzieli co się dzieje i kręcili się w koło Grześka zastanawiając dlaczego tylko raz i to łokciem przez ponad godzinę dotknął piłkę.
- Franek, mam nadzieję że podziękowałeś już Rossiemu, bo tak zajeździł obrońców że ty właściwie musiałeś tylko dostawić nogę.
- Dobra wracam do tematu bo trochę sięm zapędził, no wiec co do składu - ci wyspiarze to wielkie chłopy potrzebny będzie jakiś wysoki, dobrze zbudowany znający brytyjski futbol zawodnik.. hmm...
- Grzesiek !!! No właśnie - jakie to szczęście że to właśnie nasza reprezentacja ma takiego snajpera!
Dobra to mamy wszystko ustalone, zagrasz powiedzmy z Żurawiem, no a Franek ty jesteś zdecydowanie za mały - dam ci słonecznika to usiądziesz sobie na trybunach i poskubiesz.
Dobra zbiórka skończona, zmykać do łóżek, - tylko nie budźcie mi maharadży !!
- Nie, Grześ ty zostań jeszcze na chwile...

Odcinek siódmy - trening

- Zbiórkaaaaa!!! - wrzasnął ile sił w płucach Janosik.
Dziarsko choć leniwie z murawy zaczęli podnosić się pierwsi zawodnicy. Dostojnym krokiem zmierzali w kierunku trenera.
- A gdzie Maharadża? - zmienił ton na bardziej miękki Janosik.
- Jeszcze nie dojechał bo odsypia wczorajsza nockę w haremie. - odpowiedział Levandinio po czym czmychnął za plecy Grzesia.
- Ok, niech śpi - odpowiedział Janosik - dobra chłopoki, teraz śmigać po piłki i strzelamy na bramkę, Dudi szykuj się!
Dudi właśnie kończył popołudniową herbatkę, jednak wrzask trenera wybił go z błogiego nastroju. Włożył swoje szczęśliwe rękawice, pokazał jeszcze środkowego palca Majdanowi i udał się we wskazane miejsce.
Janosik patrzył przez chwile na swoje pociechy, w myślach błądząc już po boisku w cardiff, zastanawiał się czy faktycznie dobrze robi iż w ogóle się tam wybiera...
- Grzesiu ostrożnie, nie chce żebyś złapał kontuzje! - krzyknął trener wyrwawszy w ten sposób większość swoich podopiecznych z letargu.
- Spokojnie wuju - odpowiedział Rossi, po czym huknął jak z armaty na bramkę Dudiego. Dudi mętnym wzrokiem odprowadził futbolówkę która przeleciała dobre 15 metrów nad bramką.
W tym momencie na stadionie pojawili się "Pacynka" z Maharadżą. Obaj chwiejnym krokiem udali się w stronę trenera.
- Mario! - wrzasnął Janosik do "Pacynki" - jak ty wyglądasz?! W takim stanie przychodzisz na trening!!! Masz szczęście że przyszedłeś tu z Maharadżą bo inaczej bym cię wyrzucił. Przebieraj się i galopem 10 okrążeń za karę w koło stadionu! A Ty Maharadża... A ty.. widzę że jesteś trochę przemęczony, to weź sobie usiądź na trybunach i popatrz na chłopaków, jak coś to podpowiedz im jak zagrać bo ja wszystkich nie dopilnuje... Aha jak tam BMW się sprawuje?
- W porzo... - odparł Maharadża, po czym wyjmując z kieszeni butelkę z resztkami klinowego piwa udał się na trybuny.
Tak upłynęła godzina w przeciągu której cała zbójecka banda Janosika bawiła się setnie. Wspólne żarty, przepychani, przekleństwa i opluwania siebie nawzajem integrowały drużynę. Jak zwykle znalazł się jeden, który był niejako maskotką drużyny. Tę funkcje pełnił "Franek" wobec którego Janosik był nieufny. Trochę za mały jak na zbójeckie wypady na Anglie czy Austrię, choć nigdy nic nie wiadomo.
- Dobra chłopoki - wrzasnął ponownie Janosik - koniec treningu, wszyscy pod prysznic, a ty Grzesiek zostań, mam do ciebie małą sprawę... Aha maharadża, mam prośbę... dasz mi się przejechać swoim nowym BMW?

Odcinek ósmy - Polish piłkę - historia Janusza i wesołej ferajny

Januszek podenerwowany chodzi w kółko.
- Co ja mam zrobić, Barszcz ma kontuzję nosa, Kaczor jak kulał w Lechu tak i u mnie. Kogo wstawić? Kajtek się zbyt często majta, Kłosek zbyt wolno przebiera....Zaraz zaraz, Kajtek do mnie, daj paczuszkę fajek z przemytu, i nie pal tyle przed meczem, bo niestety zagrasz, ale nie przejmuj się, więcej tego błędu nie popełnię-obiecał Januszek.
Gdy złapał dymka w płucko wpadł na genialny pomysł. Zwołał całą kadrę do świetlicy.
- Panowie, panie i inne zwierzątka, mam pomysł na skład. Dudzik ty jak zawsze w bramce, tylko skorzystaj teraz z obydwu rąk jak cię bozia stworzyła.
-Yes, yes, yes my boss - zaaferowany odezwał się Dudzik z makaronem w nosie.
- Obrona będzie taka, na prawej zagra Kłosek. W środku zagra Kajtek... Kajtek, wywal z pyska tego peta! - gromi herszt bandy - obok niego zagra Bączek bez rączek, lataj i kąsaj ale nie puszczaj...
-Na lewej zagra Rzęsiński. Tak wyglądałaby obrona.
- Ale panie tlenerze, a gdzie ja zaglam - krzyczy Lewatywa.
- Ty w ataku z Rysikiem, bo będą potrzebne nam dwa słupy - załamał ręce coach Januszek.
- Koncepcja na pomoc jest taka, z prawej będzie rządził i dzielił Żurek
- Ale trenerze, ja nie chcę.
- Ja też nie chcem ale muszem was trenować - odpowiedział filozoficznie Januszek.
- Środek pomocy Metalkałuża i Żelfix, tylko ostrzegam was, jak się będziecie przewracać od ciężaru własnych głów, tak jak w sparingu , to je wam zetnę. Na lewej zagra Kozik. to wszystko , macie jakieś inteligentne pytania?
- Chce trener fajkę? - odezwał się Kajtek.
- Panie tlenerze papiel mi się skończył - krzyczy z kibla Lewatywa.
- Pomóżcie, głowa mi się przykleiła do podłogi - krzyczy Żelfix.
- Trzeba było tyle żelu nie dawać na głowę - gani Metalkałuża.
- Zamknij się ty podróbo robokopa - odpysknął Żelfix.
Januszek całkowicie zadowolony wyszedł ze świetlicy słysząc w tle radosne okrzyki swoich podopiecznych.
- Żurek, polewaj... Bączek nie puszczaj... - i dobiegający śpiew Dudzika -Mam dwie ręce, hmmmmm to już było.......

Odcinek dziewiąty - Poranek Rasialdo

Słońce leniwie wstawało nad Cherclakiem. Grzegorz R. leniwie otworzył jedno oko, pobłądził nim po hotelowym pokoju... "W mordę jeża, gdzie ja jestem???" pomyślał i w zakamarkach mózgu począł gorączkowo szukać odpowiedzi na to pytanie. Postanowił otworzyć drugie oko, podniósł się. W polu jego widzenia znalazło się drugie łóżko, ktoś na nim leżał!!! Grzegorz R. ze skupieniem wpatrywał się w twarz śpiącego... "Kurde, ja go już gdzieś widziałem... hmmmm... te ponętne usta, wysokie czoło, i... Tak!!! Nie mogę się mylić!!! Te czerwone maliny na policzkach!!! Lewandinho!!! Ufff!!!" Nadzwyczajny wysiłek umysłowy sprawił że Grzegorz R. padł spocony i ponownie zasnął słodkim snem niemowlaka, szepcąc przez sen .."Majnejmis Gregory, ajem from Polend, okej?"...

... Ponownie obudziło go głośne walenie w drzwi. Zerwał się z wytrzeszczem w oczach. Jak to dobrze że to był tylko sen, pomyślał... W pamięci wracał senny koszmar: ...Siedział na ławce rezerwowych gdy trener Jonasz wywołał go do wyjścia, szybkimi ruchami zdjął bluzę i spodnie od dresu i wbiegł na boisko, z przyjemnością zauważył że tłum reporterów rzucił się w jego kierunku... Ale potem... Szydercze spojrzenia przeciwników, salwy śmiechu na trybunach, opadnięte szczęki kolegów z drużyny a szczególnie blade lico Jonasza uzmysłowiły mu że coś jest nie tak... O w mordę jeża pomyślał!!! Zrozumiał że zamiast koszulki i spodenek miał na sobie damską bieliznę w której wczorajszego wieczoru zabawiał się przed lustrem! Jego różowe stringi lśniły w blasku jupiterów"

Odcinek dziesiąty - tajny plan

Więc wtedy minąłem austriackiego piłkarza i popędziłem lewą flanką, po drodze rozdając uśmiechy wiwatującym kibicom. Wpadłem w "16", położyłem 2 obrońców jednym zwodem, podbiłem sobie piłkę i z przewrotki strzeliłem gola. W ten sposób skompletowałem hat-trick... Tu Grzegorz zmuszony był przerwać pisanie gdyż w tym momencie drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Giani z petem w zębach
- Siema Drewno, co słychać?- zagaił Tomek
- Aaaa...piszę list do mamy, wiesz, nie mieli prądu w sobotę i postanowiłem zrelacjonować jej przebieg meczu...-odparł Rasialdo pospiesznie chowając list do szuflady.
- Dokończysz później, Janosik woła na trening. Rossi szybko przebrał się w sportowe ciuchy i wraz z Gianim zeszli na boisko treningowe. "Kołcz" akurat pokazywał Włodarczykowi jak uderzać łokciem żeby sędzia nie widział, gdy ujrzał nadchodzącą dwójkę.
- Grzesiu!- ryknął Janas
- Wujku!- zripostował Pinokio
-G rzesiu, jesteś wreszcie. Trening kurcze mamy. To tak, ja chłopakom kurcze wyłuszczę taktykę, a ty ..... i tak jesteś genialny i nieszablonowy, więc na grzyba ci taktyka, poćwicz sobie "szczały" z dystansu...
- Duuuudi! Po chwili, gdy Rossi i Dudek ćwiczyli na bocznym boisku, Jonasz dyskutował z resztą drużyny.
- Więc tak, kurcze Szkoci to niewygodny rywal...
- Walijczycy-poprawił "Żuraw"
- Mówię przecie... Więc to bardzo trudny rywal, będą nam rzucać kłody pod nogi...
- Wołałeś mnie, wujku?- zawołał Rasialdo z bocznego boiska
- Nie, Grzesiu, ćwicz, ćwicz. - odparł Janas - Jak już mówiłem, to będzie trudny mecz. I zacięty. Wiecie, gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą...
- Mówiłeś coś do mnie, wujku? - ponownie zawołał Rossi
- Nic, nic Grzesiu. Strzelaj, strzelaj - odkrzyknął trener
- Dobra, starczy opowiadania, poćwiczymy sobie drybling. Kamil - zwrócił się Janosik do Rui Kosy - skocz do magazynu, przynieś pachołki...
- Chcesz coś ode mnie, wujku? - ponownie dał się słyszeć głos Rossiego
- Nie, nie, to nie do ciebie - zaryczał w odpowiedzi "szefu" - A co ty kurcze robisz, Dudi?! - Zawołał Janas do Dudka, który oparty o słupek wertował słownik polsko - angielski.
- Szlifuję angielski. Jak Rossi strzela, to jedyny moment, kiedy nie muszę nic robić - odparł Liverpool'czyk
- Och Dudi, Dudi, ciebie się zawsze żarty trzymają...- bagatelizował sprawę nerwowym uśmiechem Janas, słysząc szyderczy rechot "Franka", który skubiąc zgodnie z Janasowym zaleceniem słonecznika przycupnął nieopodal. Nagle, gdy Rossi składał się do woleja, potknął się i upadł na zada.
- Grzegorz! - zawołał Janas- Nic ci nie jest?
- Spoko spoko! - dzielnie uśmiechnął się Grzesiu - Drobne stłuczenie, posmaruję się "Pronto" i będzie OK!
- To dobrze - odparł trener. - Musisz być gotowy na Irlandię...
- Walię - podsunął Żurawski
- No chyba tak mówię - żachnął się Janosik. - Ale zaraz, zaraz, gdzie jest Radek Maharadża?
- Śpi - powiedział Levandinho. - Całą noc testował nowe założenia taktyczne na FIF-ie 2005.
- Aaaaaa... To ładnie z jego strony. Dobra, koniec treningu, do łóżek, jutro musimy być gotowi na Walię!!!
- Na Walię... Ooo, przepraszam - w porę zreflektował się "Żuraw"
- No przecie mówię, że na Islandię! - zmitygował Janosik snajpera Wisły. - Wynocha do pokojów, ja jeszcze mam dużo roboty! Myślicie, że tak łatwo jest przemycić paczkę papierosów na stadion?!? - dodał polski Mourinho na odchodne. Janosik zamknął drzwi do swojego pokoju, podszedł do szuflady i wyjął swój nieodłączny trenerski notesik. Zamierzał spędzić nad nim większą część nocy. Oczywiście oszukał chłopaków, sposób na przemycenie papierosów na murawę miał już dawno opracowany - przed każdym meczem przytwierdzał pełną paczkę do ławki w boksie trenerskim jeszcze podczas oficjalnego treningu. Ilekroć myślał sobie o swoim genialnym pomyśle, przepełniała go duma - sam Giani nie wymyśliłby tego lepiej. Przyczyna, dla której Jonasz zdecydował się zarwać całą noc była niebagatelna - plaga kontuzji zmuszała go do wyszukiwania nowych zawodników do kadry. Nie mógł skorzystać z Olego, Pacynki, Niedzielana, Zinedine Radomski pauzuje za kartki, a najgorsze jest to, że teraz wypadł jeszcze Levandinho. Zamierzał znaleźć zastępstwo i to w trybie natychmiastowym. Otworzył notes i jego zbójecki wzrok od razu przykuło jedno nazwisko - PIOTR JACEK. Żarty się skończyły, pomyślał boss. Czas sięgnąć po moją tajną broń. Pierwotny plan zakładał co prawda powołanie Jacka dopiero na mecz z galacticos z Azerbejdżanu, jednak okoliczności były wyjątkowe. Jeszcze dziś zamierzał zwrócić się o pomoc do byłej gwiazdy Lukullusa. Tylko czy Jacek zechce przyjechać? Janas aż wzdrygnął się na wspomnienie reakcji Jacka gdy poprosił go o przyjazd na mecz z Anglią. Do dziś dzwonił mu w uszach szyderczy śmiech piłkarza, i jego wypowiedziane z wyższością słowa, że na mecze z takimi rywalami to on, Jacek, nie będzie sobie butów zdzierał. Jednak Janas miał zamiar odwołać się do patriotycznych uczuć gwiazdora i miał nadzieje, że tym go przekona. Dalsze pozycje w notesiku `kołcza' zajmowali Piotr Plewnia, Marcin Drajer, Jerzy Podbrożny i Norbert Tyrajski, jednak oni powinni zgodzić się na przyjazd. Janas, nieco uspokojony, zaczął rozpatrywać kolejne warianty taktyczne na mecz. W końcu wybrał ten, który wydał mu się najlepszy- z Jackiem Bąkiem w ataku i Jerzym Dudkiem w środku pola, którego miejsce w bramce miał zająć Tyrajski. Boss pościelił sobie łóżko, umył zęby, przebrał się do spania i zgasił światło. Jednak sen nie nadchodził. A co jeśli Jacek go oleje? Jeśli jutro ktoś jeszcze złapie kontuzje? Pytań było tak dużo...I wtedy trenerowi stanęła przed oczami twarz Grzegorza Rasiaka.
- Rossi... przecież z nim nie możemy nie wygrać... - wyszeptał Janosik i chwilę potem spał już tak mocno, jak Rasialdo podczas meczu z Austrią.


Odcinek 11- NO NAME
Grzesiu R. radośnie w podskokach wybiegał z szatni na murawę boiska. Z daleka było słychać wrzawę na trybunach i ogromne emocje wśród piłkarzy. Po raz kolejny na spotkanie będące częścią światowego turnee zepołu Polska Galacticos, prowadzonego przez trenera Pawła, przyszło dziesiątki tysięcy kibiców. Kapitanem i najjaśniejszą gwiazdą drużyny był właśnie Grzesiu R., biegnący teraz i z dumą spoglądający na swoją kapitańską opaskę. Wszyscy koledzy z zespołu a także piłkarze przeciwnej drużyny znajdowali się już na boisku. Jedynie Grzesio R. zwlekał z wbiegnięciem na murawę. Jak zwykle delektował się chwilą kiedy wszyscy na widowni skandują jego nazwisko a koledzy wpatrują się z przejęciem kiedy Grzesio przekroczy linię boczną. Grzesio R. Stojąc wciąż przy lini wpatrywał się z dumą na kolegów z reprezentacji Galakticos.

Na bramce rozgrzewał się imiennik Grzesia R. czyli Grzesio S. Grzesio S. Był całkiem dobrze zapowiadającym się golkiperem w Polskiej Lidze. Niestety jego prostolinijny, osiedlowy, szczey do bólu sposób wypowiedzi uczynił go osobą nie chcianą w jakimkolwiek klubie w polskiej lidze. Potem Grzesiu S. wyjechał do Austrii i tam z początku szło mu dobrze, ale dobre występy skończyły się kiedy bystry Grzesio S. nauczył się kilku wyrazów w języku niemieckim. Udzielił paru szczerych wywiadów i stracił pracę. Po Austrii Grzesio S. próbował pracy w wielu krajach ale wszędzie kończyło się tak samo. Grzesio S. miał globus na których kolorował sobie państwa w których ma już zamknięte drzwi do wytepów w klubach. Na globusie Grzesia S. było coraz mniej białych plam. Ostatecznie Grzesio S. mając do wyboru grę w pierwszej lidze Zimbabwe i występby w Polska Galakticos u trenera Pawła wybrał to drugie. Dzięki temu obaj Grzesiowie razem podbijali światowe boiska.

Dostępu do bramki Grzesia S. broniła trójka obrońców. Obaj boczni: Kamilek K. młodszy i daruś D. byli młodymi, pełnymi fantazji chłopcami. Konkurowali ze sobą w szybkiej jeździe samochodami pod wpływem alkoholu i celowaniu do przechodniów maskami swoich wozów. Na razie Daruś wykazał lepzsego cela, ale Kamilek K. młodszy był chłopcem ambitnym.Niemniej obaj zdecydowli się na występy w drużynie Pawła bo Prezes Związku Michał obiecał im wypasione bryki.

Filarem defensywy i środkowym obrońcą był Radek K. Z Radkiem to było trochę tak, że jego ulubionym zajęciem było siedzenie. Najlepiej na ławce rezerwowych, a jeszcze lepiej na trybunach. Oczywiście to siedzenie musiało być wysoko płatne. Paweł z trudem namówił Radka na występy w jego drużynie. Musiał zapewnić mu astronomicznę gażę ( z pomocą przeszedł Prezes Związku Michał). Ponadto radek postawił warunek, żę musi grać z pierwszym składzie. Bo o ile siedzenie na ławce w wielkim klubie zagranicznym to sama przyjemnośc, to jednak nie mieszczenie się w pierwszym składzie jakichś tam Polaczków to ujma i dyshonor.Dlatego Radek miał pewne miejsce w wyjściowej jedenastce. Radek uparł się też, żę ma grać w obronie, a nie jako pomocnik. W pomocy jest za dużo biegania i za dużo uciążliwych pojedynków główkowych z mierącymi metr czterdzieści przeciwnikami.Dlatego radek grał na obronie. Zaraz po rozgrzewce z uśmiechem wyjął spod koszulki składany stołek i rozłożył go na 16tym metrze od bramki Grzesia S. Rozsiadł się wygodbnie i poprawił kolczyki. Teraz mógł jednocześnie wykonywać swoje ulubione zajęcie czyli siedzenie, a także być jednocześnie na boisku w pierwszym składzie drużyny. Aby zaimponować kibicom, Radek wyjął z kieszonki spodenek niemiecką gazetę (nie czyta jakichś tam [polskich szmatławców) i zaczął ją czytać. Uważny obserwator zwróciłby uwagę, że Radek czyta tylko te strony gdzie jest dużo obrazków.

W środku pola, zamiast Radka, w pojedynki główkowe mieli angażować się dwaj defensywni pomocnicy, znani na całym świecie jako duet Mariuszków. Pierwszy z Mariuszków, czyli Mariuszek L. to piękne chłopię z rumieńcami. Mariuszek L. był całkiem zdolnym obrońcą jednakże trener Paweł zdecydował że jeszcze większe możliwości drzemią (a raczej są w stanie śpiączki, czy nawet śmierci klinicznej) w Mariuszku L. jeśli chodzi o rozgrywanie. Gra Mariuszka L. jako środkowego pomocnika gwarantowała jedno: wszystkie ewentualne akcje ofensywne Galakticos będą rozgrywane skrzydłami. Ponadto strategia zespołu opierała się, aby unikać dogrywania piłek do Mariuszka L. Niemniej jednak Paweł przed każdym meczem był przekonany, żę właśnie teraz ekspolodują drzemiące w Mariuszku L. mozliwości. A jak nie teraz to może nastepnym razem?

Drugi z Mariuszków czyli Mariuszek K. był piłkarzem dobrym, ale jednostronnym. Charakteryzował się ustawicznym graniem piłek do tyłu. Najczęściej do Radka. Problem jednak był w tym, że piłki do radka musiały być dogrywane na tyle wolno, żeby Radek zdążył się zorientować, odłożyć gazetę, wstać ze stołka i przyjąć piłkę. Niestety czasami te piłki rozgrywane były na tak wolno, że zanim docierały do Radka to przejmowali je piłkarze przeciwnika i atakowali bramkę Grzesia S. Czasami dochodziło do takich sytuacji, żę radkowi naet nie chciało się wstawać do podań Mariuszka K. i piłka turlała się dalej, w kierunku bramki Grzesia S. Na szczęście GrzesioS. większość z tych piłek wyłapywał zanim wpadły do siatki.

Nie mniej jednak największy potencjał drużyny Pawła to ofensywa. Prawym pomocnikiem był Tomek I. Tomek przez lata gonił za sławą , pieniędzmi i splendorem. Kiedyś miał pretensje, że trener Jerzy nie powołał go na mistrzostwa świata, mimo jego ogronych zasług dla reprezentacji. Przy okazji udało mu się zepsuć atmosferę w drużynie. No bo w końcu jak to jest, że on Gwiazda Zagraniczna (grająca co prawda ogony w lidze) ma ustepować miejsca w składzie jakimś polskim, krajowym kopaczom? Było minęło. Po latach, emerytowany juz Tomek I. Za skroną opłatą zgodził się reprezentować drużynę Galakticos.

Po drugie stronie boiska grał inny piłkarz cierpiący na syndrom gwiazdy zagranicznej czyli Kamilek K. starszy. Grzesio R. bardzo lubił grać z Kamilem K. starszym, bo w bogatym repertuarze zagrań Kamila oprócz dośrodkowan donikąd i strzałów na wysokość dziesiątego piętra były dośrodkowania, które trafiały w głowę Grzesia R. i odbijały się od niego w kierunku bramki rywali i napedzały stracha bramkarzom rywali.Z Kamilkiem K. starszym był jednak taki problem, żę Kamilek lubiał przsiadywać w kasynie i przed każdym meczem przegrywał tam swoją cenną reprezentacyjną koszulkę. Koledzy wpadli na genialne rozwiązanie i aby uniknąć takich problemów (że Kamilek K. starszy znowu nie ma w czym grać) i teraz malowali Kamilkowi cały tors na biało. Z kolei Grzesio R. czerwonym pędzelkim wymalował Kamilkowi na plecach numer pięć. Co prawda koledzy się trochę śmiali że to nie pięć tylko liter S', ale Grzesiowi to nie przeszkadzało bo w końcu wielcy artyści nigdy nie byli doceniani przez maluczkich.

Jako środkowy pomocnik, a jednocześnie główny rozgrywający wystepował Piotrek Ś. Była gwiazda zagraniczna o którą biły się europejskie kluby. Niestety po rozdrobnieniu się na opakowania Gorących Zupek z Piotrka Ś ulotnił się ten wielki (?) talent i nie mógł sobie znaleźć klubu w jakim by się załapał do sładu. Jedynie przeciętny polski ligowy zespół dał mu taką możliwość. Potem było goraz gorzej i Piotrek Ś ostatecznie wylądował w swoim starym klubie (S.N.S.) i czasami łapał się do pierwszej drużyny zespołu w IIIciej lidze. Było w sumie nieźle, ale Piotrek Ś. Pobił jakiegoś chama który obsmarował go w miejscowej gazetce szkolnej. W rezultacie Piotrek Ś. Wolał jeździć po świecie z drużyną Pawła niż włóczyć się w kraju po sądach.

I w końcu atak! Partnerem Grzesia R. w tej formacji był Igor S. najlepszy grecko-polsko-szwedzki piłkarz wszechczasów. Igor S. był najfajniejszym facetem w ekipie i jego dowcipne opowieści rozkręcały towarzysto podczas wspólnych imprez. Dowcipy owe sprawiały, że słuchacze tarzali się po ziemi słuchając Igorka. Problem był innego rodzaju. Kiedy Paweł zdecydował się powołać Igorka, to doktor z Zakładu, skąd Paweł zabrał piłkarza postawił warunek, żę Igorek może poruszać się tylko w kaftanie bezpieczeństwa. Paweł poprosił Prezesa Związku Michała i ten załatwił Gorkowi biały kaftan z fantazyjną 11' na plecach. Paweł stwierdził, że piłka nożna to nie koszykówka ani piłka ręcznna, a w ogóle to gra rekami to co najwyżej zagrożenie czerwoną kartką, dlatego nie miał nic przeciwko temu, by Igorek w takim właśnie stroju wystepował w reprezentacji Polska Galakticos.

Tak, to oni wszyscy Polska Galakticos i ja najlepszy piłkarz i kapitan drużyny - z rozrzewnieniem Grzesio szepnął sam do siebie. Już miał wbiegać na boisko kiedy nagle stała się rzecz NIESŁYCHANA!

Podeszło niego dwóch łysych dresiarzy i przemocą najpierw go szarpnęło do tyłu a potem zdarło z niego koszulkę i o zgrozo, opaskę kapitańską. Cały stadion zamarł.
Kolejnych dwóch dresiarzy przyprowadziło pod ręce jakiegoś bezwładnego typa. Po trybunach rozniósł się zapach alkoholu. Dresiarze siłe założyli pijanemu koszulkę i opaskę Grzesia R. Puścili nastepnie puścili go. Facet zaczął sie zataczać.
- Wojtek, w tamta stronę, w tamtą stronę - Paweł popchnął Wojtka w kierunku boiska. Zataczając się, odbijając od piłkarzy i sędziów Wojtek wgramolił się na boisko.

Tak, to był On. Wojtek K. największy polski talent ostatniego ćwierćwiecza. Wspaniały piłkarz i jeszcze lepszy pisarz.Trybuny wybuchły nową wrzawą. Sędzia gwizdnął i zaczął się mecz. Wszyscy zapomnieli o Grzesiu R.

A Grzesiu? Najpierw spojrzał na Pawła. W jego spojrzeniu nie było już tej czułej dobrotliwej ojcowskiej miłości. Ale dlaczego? Ze zdziwienia Grzesio R. po prostu ZDĘBIAŁ. Z adidasów zaczęły mu wychodzić korzenie i zapuszczać się w murawę. Na ramionach zaczęły pęcznieć listki.

Minęło tysiąc lat. Po wojnie nuklearnej przed laty rasa ludzka uległa zniszczeniu. Zapomniano o piłce nożnej. A Grzesiu dalej kołysze konarami, szeleści liśćmi i zastanawia się, dlaczego Paweł nie wystawił go w tamtym meczu.


NIE JEST TO MOJE DZIEŁO.
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEZONE

Awatar użytkownika
Mazi
Kluczowy Zawodnik
Kluczowy Zawodnik
Posty: 1184
Rejestracja: 07 sie 2004, 17:28
Reputacja: 0

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Mazi » 07 lis 2004, 18:09

fajne:D

pinys
Rezerwowy
Rezerwowy
Posty: 167
Rejestracja: 20 wrz 2004, 16:16
Reputacja: 0

Post Wyświetl pojedynczy post autor: pinys » 07 lis 2004, 21:04

żałosne - tak to wszyscy sie śmieją z rasiaka a jak w anglii zacznie strzelać to wtedy bedzie że rasiak najlepszy.

XBiT
Skład B
Skład B
Posty: 155
Rejestracja: 05 lis 2004, 20:34
Reputacja: 0

Post Wyświetl pojedynczy post autor: XBiT » 07 lis 2004, 21:19

pinys pisze:żałosne - tak to wszyscy sie śmieją z rasiaka a jak w anglii zacznie strzelać to wtedy bedzie że rasiak najlepszy.
Wiem ze Rasiak jest dobry, ze jak jest w formie to potrafi zawojowac cala Europe, ale to jest smieszne...

Awatar użytkownika
Tomusmc
Juventino
Posty: 39070
Rejestracja: 31 maja 2004, 18:33
Reputacja: 4832
Lokalizacja: Gdańsk

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Tomusmc » 07 lis 2004, 22:00

pinys pisze:żałosne - tak to wszyscy sie śmieją z rasiaka a jak w anglii zacznie strzelać to wtedy bedzie że rasiak najlepszy.
Zgadzam sie z Pinysem. Fakt faktem tekst jest dosyć śmieszny, ale nie mozna tak pisac na piłkarza. Ja tez go nie lubie i twierdze, ze jest słaby, ale własinie w Derby zaczął sie odnajdywać i strzela bramke za bramka.

Awatar użytkownika
Wtajemniczeni_wiedzą
Pierwszy Skład
Pierwszy Skład
Posty: 385
Rejestracja: 21 paź 2004, 18:17
Reputacja: 0
Lokalizacja: po co wam wiedzieć ??

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Wtajemniczeni_wiedzą » 07 lis 2004, 22:19

Nie wiem czemu wszyscy sie nabijaja z Rasiaka jak gral dobrze i strzelal gole to wszyscy byli nim podekscytowani a jak mu nie idze to wszyscy sie z niego smieja.....co napewno mu przeszkadza. mysle ze Grzesiek znowu sie odbuduje i jeszcze pokaze kto jest najlepszym napastnikiem w Polsce.!

Awatar użytkownika
Kift
Podawacz Piłek
Podawacz Piłek
Posty: 3
Rejestracja: 16 wrz 2004, 10:27
Reputacja: 0

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Kift » 08 lis 2004, 10:02

Nie no nie bulwersujcie sie tak przecie Rasiak jest jak Maradona super szybki, zwrotny, blyskotliwy, dobrze wyszkolonuy technicznie, i do tego super gra glowa tylko patrzec az real bedzie chcial wylozyc kazda sume za niego !! To ze od kilku lat nic mu nie wychodzi to nic on sie przelami jeszcze on pokarze klase !!



---------------------------------------

Rasiak sprobuj na bramce moze tam bedzie ci lepiej !!

Awatar użytkownika
Mazi
Kluczowy Zawodnik
Kluczowy Zawodnik
Posty: 1184
Rejestracja: 07 sie 2004, 17:28
Reputacja: 0

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Mazi » 08 lis 2004, 13:09

ja nawet jak Rasiak bedzue w reprezie strzelał to go niepochwale...nielubie go i tyle. bede sie cieszyl tylko ze Polska wygrywa a nie ze Rasiak bramki strzela...

Awatar użytkownika
17_7
Skład C
Skład C
Posty: 79
Rejestracja: 18 lip 2004, 1:21
Reputacja: 0
Lokalizacja: z domku baby jagi :P

Post Wyświetl pojedynczy post autor: 17_7 » 08 lis 2004, 13:38

ludzie co wy gadacie !!?? to cienias jakich malo i drewno jakich malo !! niech zostanie krolem strzelcow to wtedy gadajcie sobie !! ale zagral kilka dobrych meczy i juz jest mistrz ?? dla mnie Franek czy Kryszalowicz sa o WIELE lepsi

Awatar użytkownika
neo007
Rezerwowy
Rezerwowy
Posty: 188
Rejestracja: 27 wrz 2004, 21:47
Reputacja: 0
Lokalizacja: matrix

Post Wyświetl pojedynczy post autor: neo007 » 08 lis 2004, 15:53

Rasiak byl najlepszy jak grau w ODRZE :!: :!: :!:

Awatar użytkownika
Kotek
Kluczowy Zawodnik
Kluczowy Zawodnik
Posty: 1025
Rejestracja: 16 lip 2004, 22:21
Reputacja: 0
Lokalizacja: ArenA
Kontakt:

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Kotek » 08 lis 2004, 15:56

Rasiak: George the Wooden Legs :P

Awatar użytkownika
Robben
Pierwszy Skład
Pierwszy Skład
Posty: 636
Rejestracja: 20 sie 2004, 13:53
Reputacja: 0
Lokalizacja: ..........

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Robben » 09 lis 2004, 15:18

Grzegorz Rasiak ist the best.

PS:Najlepszy Polski piłkarz.

Awatar użytkownika
olek j
Kluczowy Zawodnik
Kluczowy Zawodnik
Posty: 917
Rejestracja: 25 maja 2004, 21:40
Reputacja: 0
Lokalizacja: Zabrze

Post Wyświetl pojedynczy post autor: olek j » 13 lis 2004, 21:42

Rasiak :arrow: raczej jednak pomyłka

Awatar użytkownika
radeq
Skład B
Skład B
Posty: 121
Rejestracja: 09 gru 2004, 21:37
Reputacja: 0
Lokalizacja: Radom

Post Wyświetl pojedynczy post autor: radeq » 09 gru 2004, 21:50

Nic nie mam do Rasiaka jako piłkarza bo uważam ze jest to jeden z niewielu polskich pilkarzy który ma szanse przebić sie do naprawde dobrego zachodniego klubu ale dostawałem qwry ja patrzyłem że janas powołuje tego zawodnika na mecze( który nie gral w zadnym klubie przez 6 miesiecy ) gdy np. tomasz frankowski strzelał bramke za bramka. Jednak dzieki Bogu janas poszedł po rozum do głowy i przestał go powoływać. A Rasiak niech jeszcze troche pogra w Derby a dopiro pózniej zajmie sie reprezenatcjć.

Awatar użytkownika
Andreyew
Kluczowy Zawodnik
Kluczowy Zawodnik
Posty: 824
Rejestracja: 10 lis 2004, 18:15
Reputacja: 0
Lokalizacja: 3MIASTO - Gdańsk

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Andreyew » 09 gru 2004, 22:53

Robben pisze:Grzegorz Rasiak ist the best.

PS:Najlepszy Polski piłkarz.

Napewno nie, do Rasiaka osobiscie tez nic nie mam ale zeby "najlepszy polski piłkarz" napewno nie. Dudek, Krzynowek, Kosowski, Frankowski, Zurawski......to jest czołowka(wedlug mnie)(nie wazna kolejnosc)

ODPOWIEDZ

Wróć do „Polska”