Ja to widzę tak. Isakowicz idzie do Dziwisza, rozmawiają na temat lustracji (aha, zapomniałem dodać, że wg. wizji to powinno wyglądać tak od początku badań Isakowicza-Zalewskiego), porozumiewają się co do stworzenia komisji. Informują o tym media i na tym kończy się kontakt danych księży z prasą. Podczas trwania badać powinni dostać zakaz udzielania wywiadów, po ich zakończeniu wysłać listy (nie informująć o tym mediów) i po zakończeniu pracy nad publikacją, za zgodą Dziwisza przekazać ją dalej. Media powinny wiedzieć że prace trwają i powinny znać tylko końcowy ich wynik, nie uważam że informowanie krok po kroku pomaga sprawie.Jestem niemal przekonany, co do tego, że nie było innego sposobu. W Kościele nie byłoby cichej lustracji. Niestety, przynajmniej moim zdaniem, panuje muratorium na rozliczanie się z przeszłością. Bez presji wiernych (którzy są kościołem) sprawy by nie było. Z kolei presji wiernych nie byłoby bez szerokiego informowania o oporze co do lustracji księży.
Co do sprawy listów, wysłanie ich to nic ... poinformowanie o tym opinii publicznej stwarza nacisk, więc myślę że Isakowicz wiedział co robi, niemniej nie powinien...



