Artykuły prasowe warte przeczytania - Strona 4

Muzyka. Literatura. Prasa. Film. TV. Krótko mówiąc - Kultura. Wszystko co się dzieje w Polsce i na Świecie jest warte skomentowania. Polityka i wydarzenia. Dyskusje tylko na wysokim poziomie.
Loco

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Loco » 27 lis 2006, 17:08

Ostatnio zmieniony 27 lis 2006, 17:22 przez Loco, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Martinho
Internetowy napinacz
Posty: 4676
Rejestracja: 21 lut 2006, 9:16
Reputacja: 0
Kibicuję: cloner

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Martinho » 27 lis 2006, 17:17

Ten link nie dziala, przynajmniej u mnie tak jest...

EDIT

Teraz OK ;) Heh dobre tylko tak jakby artykul sie urwal pozniej w polowie... A moze reszta artykulu jest w czasopismie...

Premo
Kluczowy Zawodnik
Kluczowy Zawodnik
Posty: 698
Rejestracja: 09 sty 2006, 21:55
Reputacja: 0
Lokalizacja: Kłodzko

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Premo » 29 lis 2006, 18:07


Loco

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Loco » 29 lis 2006, 22:23

Martinho pisze:
Ten link nie dziala, przynajmniej u mnie tak jest...

EDIT

Teraz OK ;) Heh dobre tylko tak jakby artykul sie urwal pozniej w polowie... A moze reszta artykulu jest w czasopismie...
Nie nie artykuł się nie urwał. kończy się tym pytaniem dziennikarza. to pytanie zrobiło na mnie największe wrażenie. dziennikarz chciał dać do zrozumienia, że ta laska jest "szlaufą" i on o tym wie.

Awatar użytkownika
Yukasz
Basket fan hooligan
Posty: 6363
Rejestracja: 27 sie 2005, 13:17
Reputacja: 0
Lokalizacja: Muzeum Ziemi Podlaskiej, ul. Alternatywy 4, Wiórkowo

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Yukasz » 04 gru 2006, 1:08

Przychodzi Aneta K. do posła Łyżwińskiego (Samoobrona)

http://www.gazetawyborcza.pl/1,75248,3770674.html

:rotfl4: :rozga:

I co Andrew na to...

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... 70675.html

:bicz2:

Awatar użytkownika
Duch
Entuzjasta Kraftu
Entuzjasta Kraftu
Posty: 9212
Rejestracja: 12 sie 2005, 10:26
Reputacja: 196
Lokalizacja: z Tych najlepszych

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Duch » 09 gru 2006, 15:05


Awatar użytkownika
franz
Ki(L)gore Trout
Posty: 3855
Rejestracja: 15 paź 2006, 16:58
Reputacja: 100
Lokalizacja: Miasto Kanibali

Post Wyświetl pojedynczy post autor: franz » 18 gru 2006, 20:27

http://www.gazetawyborcza.pl/1,75480,3326389.html

Artykuł otrzymał nagrodę Grand Press w kategorii reportaż prasowy roku.

Awatar użytkownika
Mentor
Zajebiaszczo
Posty: 16481
Rejestracja: 28 lut 2005, 13:15
Reputacja: 18

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Mentor » 26 gru 2006, 21:53

Postanowiliśmy wywlec wszystkie mroczne tajemnice kaca i opisać kilka sposobów na to, by nie dać mu się we władanie

Kiedy powstanie pierwszy lek na kaca? Niestety, nieprędko. Powody są dwa. Pierwszy i najważniejszy to obawa, że mając pigułkę na kaca, ludzie zaczną pić więcej. - Ba! Będą żłopać alkohol bez umiaru. Teraz do porządku przywołuje ich karząca ręka fizjologii. Przesadziłeś? To cierp i nie rób tego więcej! A gdy jej zabraknie? - martwi się Enoch Giordis z Państwowego Instytutu Problemów Alkoholowych w Bethesda (USA).

Drugi powód jest natury etycznej. Naukowcy wzdragają się przed doświadczeniami z udziałem ludzi. Bywało, że osoby zachęcane do picia alkoholu podczas eksperymentu kontynuowały później "badania" na własną rękę, w domu. Bywało też, że uczeni tracili kontrolę nad podopiecznymi, tak jak 30 lat temu w Londynie, kiedy podczas eksperymentu część z nich pobiła się, jęła tłuc szyby, dewastować sprzęt i pływać kraulem po podłodze.

CH3CHO, czyli co za dużo, to niezdrowo

By zapobiec skutkom, trzeba poznać przyczynę. Śledząc losy alkoholu w organizmie, ustalmy, która z jego pochodnych wyrządza największe szkody.

Etanol (C2H5OH) - podstawowy składnik każdego trunku - zostaje wchłonięty w przewodzie pokarmowym. Niesiony strumieniem krwi dociera do wszystkich zakątków ciała. Zaledwie niewielka jego część opuszcza organizm (z wydychanym powietrzem lub... moczem) w takiej postaci, w jakiej do niego trafiła. Większość ulega złożonej obróbce biochemicznej w wątrobie. Enzym zwany dehydrogenazą alkoholową przekształca trafiający tam etanol w - uwaga - trujący aldehyd octowy (CH3CHO). Nim acetoaldehyd zdoła nam zaszkodzić, zwykle zamieniany jest przez inny enzym - dehydrogenazę aldehydową - w stosunkowo niegroźny kwas octowy (CH3COOH).

Która z tych substancji ma związek z kacem? Biochemicy typują aldehyd octowy. To jemu należy przypisać pierwsze objawy nudności i bóle głowy nękające nas nazajutrz. Tę właściwość acetoaldehydu wykorzystano m.in. w lekach odwykowych aplikowanych alkoholikom - antabus lub esperal blokują dehydrogenazę aldehydową. To sprawia, że aldehyd octowy gromadzi się w coraz większych ilościach. Efektem są ostre bóle głowy, nudności i wymioty tak dotkliwe, że nawet długoletni pijacy decydują się na zerwanie z nałogiem.

Kolejne dowody obciążające acetoaldehyd pochodzą z Japonii. Połowa mieszkańców tego kraju ma niekorzystną wersję genu dehydrogenazy aldehydowej. Skutek? - Już po kilku czarkach sake przeżywają męki takie, jakby wszyto im esperal - mówi Wayne Jones z Instytutu Medycyny Sądowej w Linkoeping (Szwecja).

CH3OH, czyli teoria klina

Jones, uważany za weterana badań nad biologicznymi skutkami nadużycia alkoholu, przeprowadził wiele eksperymentów, z których wynika, że to nie pochodne etanolu są głównym sprawcą kaca, lecz metanol (CH3OH). Ten silnie trujący alkohol obecny jest nie tylko w denaturacie (podobieństwo słowa "denaturat" do słowa "denat" można więc odczytać jako niezamierzoną przestrogę), ale też w bardzo wielu napojach wyskokowych. Dlatego to, co się pije, jest równie ważne jak to, ile się pije.

Jones jest autorem frapującego doświadczenia, w którym pojąc ochotników różnymi trunkami, porównywał nękające ich nazajutrz dolegliwości. - Najgorsze męczarnie powodowały napoje o największej zawartości metanolu. Pierwsze miejsce zajął burbon - amerykańska whisky. Objawy kaca słabły w kolejności: koniak, czerwone wino stołowe, rum, markowe czerwone wino, whisky, białe wino, gin, wódka oraz czysty spirytus. Ten ostatni przyprawiał co najwyżej o lekki ból głowy.

Już w 1987 r. Jones zauważył, że kac utrzymuje się długo po wydaleniu ostatnich produktów rozpadu etanolu. Nasila się zaś proporcjonalnie do ilości spożytego metanolu. Wykazał, że choć dehydrogenazy alkoholowa i aldehydowa uczestniczą w przemianie obu alkoholi, to jednak etanol rozkładany jest dziesięciokrotnie szybciej. Co więcej, okres metabolizowania metanolu zbiega się z najbardziej przykrymi objawami kaca. Jak je osłabić? Strzelić klina. Dostarczenie organizmowi niewielkiej dawki etanolu zahamuje na pewien czas rozkład metanolu. Dlaczego? Bo obie dehydrogenazy priorytetowo traktują etanol; dopiero gdy się z nim uporają, biorą się do metanolu. Z tego względu etanol stosuje się jako odtrutkę przy zatruciach metanolem. Klin sprawia, że metanol rozkładany jest stopniowo, dzięki czemu najbardziej szkodliwy produkt jego metabolizmu - kwas mrówkowy (HCHO) - gromadzi się w mniejszych ilościach. To zaś łagodzi objawy kaca.

Jones zwraca uwagę również na inny związek blokujący przemianę metanolu. To 4-metylopirazol, chyba najbardziej niedoceniany środek zapobiegający objawom kaca. Jak skuteczny? W 1993 r. uczeni z uniwersytetu w Monachium zażyli niewielką dawkę tego specyfiku i popili go sporą ilością wiśniówki. - Było jej wystarczająco dużo, by "uziemić" nas na tydzień. Skończyło się niewielkim bólem głowy - wspomina Thomas Gilg, jeden z uczestników eksperymentu.

SHCH2CH(NHCOCH3)COOH, czyli teoria Pliniusza

Za jeden z najlepszych środków na kaca uchodzi dostępna na receptę N-acetylocysteina - SHCH2CH(NHCO-CH3)COOH - (NAC). Neutralizuje ona wolne rodniki tlenowe, które wydzielają się podczas rozkładu alkoholi.

Wolne rodniki to cząsteczki zachowujące się jak komórkowi chuligani. Skutkiem ich działania jest 50 najróżniejszych dolegliwości. Jednym z unieszkodliwiających je związków jest glutation. Po alkoholowej libacji jego moce przerobowe bywają jednak niewystarczające. Jeśli NAC w porę pospieszy z odsieczą, skutki przepicia bywają dużo łagodniejsze.

- Słyszałem o przypadkach, kiedy jeden-dwa gramy tego specyfiku w 20 minut przywracały jasność umysłu - mówi Carl Waltenbaugh z Northwestern University w Chicago.

NAC działa w sposób zbliżony do... sowich jajek. Pozostanie tajemnicą, w jaki sposób Pliniusz Starszy już 20 wieków temu wpadł na pomysł, by stosować je na kaca. Dopiero niedawno okazało się, że zawierają sporo cysteiny, aminokwasu niezbędnego do syntezy glutationu.

Hormon antydiuretyczny, czyli dlaczego suszy

Nieodłącznym elementem porządnego kaca jest szaleńcze pragnienie, z którym budzimy się następnego dnia. To efekt działania alkoholu na przysadkę mózgową. Jedną z jej funkcji jest pobudzanie wydzielania wazopresyny - hormonu antydiuretycznego (ADH). Wazopresyna przeciwdziała odwodnieniu organizmu. Gdy organizm musi zatrzymać wodę, ADH zwiększa przepuszczalność kanalików zbiorczych w nerkach, dzięki czemu znaczna ilość wody ulega wchłonięciu.

Alkohol drastycznie zaburza wydzielanie wazopresyny. Jej niedobór upośledza wchłanianie wody, czego pierwszym symptomem jest konieczność częstych wizyt w toalecie. Pomimo że wciąż popijamy, utrata płynów nie jest rekompensowana przez wodę zawartą w trunkach. W efekcie dochodzi do znacznego odwodnienia. Przejawem tego jest suchość w gardle i kurczenie się... mózgu. To zaskakujące odkrycie nie budzi wątpliwości naukowców. Twierdzą, że podejmując rozpaczliwą walkę z odwodnieniem, organizm "pożycza" wodę z tych organów, które mają jej najwięcej. Do takich należy mózg. Choć sam nie jest unerwiony, pokrywa go warstwa tkanki łącznej zwana oponą twardą łącząca się z czaszką za pomocą wrażliwych włókien. - Kiedy objętość mózgu się zmniejsza, opona twarda ulega zniekształceniu, włókna zostają podrażnione. To może być jedna z przyczyn tępego bólu głowy - twierdzi prof. Waltenbaugh. Część uczonych jest zdania, że to nie kurczenie się mózgu, lecz raczej towarzysząca odwodnieniu utrata ważnych jonów, jak sód, potas, wapń i magnez, zmusza nas do aplikowania sobie zimnych kompresów.


C6H12O6, czyli teoria osłabienia

Nie mniejszy zamęt alkohol czyni we krwi. Zmniejsza ilość znajdującej się w niej glukozy (C6H12O6), prowadząc do groźnej niekiedy hipoglikemii. Ponieważ glukozy potrzebują wszystkie komórki ciała, wszelkie zakłócenia jej ilości odczuwamy niemal natychmiast (od podaży glukozy uzależnione są zwłaszcza komórki mózgu, które same glukozy nie magazynują i przestają funkcjonować już w kilka minut od przerwania jej dostawy). Stąd tak różnorodne objawy hipoglikemii: ogólne osłabienie, przyspieszone tętno, drżenie rąk, a niekiedy drgawki wszystkich mięśni. Stąd też charakterystyczne dla kaca poczucie obcości własnego ciała - bezsilnego i rozedrganego jak galareta.

Zbiór trzeźwych rad

Co zatem zrobić, by uniknąć syndromu dnia następnego? Nie pić? W sylwestra? Nie, to żadne rozwiązanie. Najlepiej zastosować się do 'zbioru trzeźwych rad", który przygotowaliśmy, korzystając z bogatego bagażu własnych doświadczeń i wybranych publikacji naukowych.

Przed

Na bal najlepiej staw się wyspany i wypoczęty.

Jeśli palisz, tego dnia powinieneś sięgać do paczki dwukrotnie rzadziej - nikotyna potęguje zatrucie alkoholowe.

Godzinę przed wyjściem najedz się porządnie (najlepiej tłusto) i popij obficie (ale nie alkoholem). Dzięki temu proces przyswajania etanolu zacznie się później i będzie rozciągnięty w czasie.

Zaplanuj, co i ile będziesz dziś pił. Pierwsze uchroni cię przed ciężkim kacem, drugie - przed spiciem się na umór.

W trakcie

Kolejne drinki wychylaj nie częściej niż co 20 minut, bo tyle bowiem potrzebuje organizm na wchłonięcie alkoholu.

Nie przytrzymuj alkoholu w ustach. Delektowanie się daje taki sam efekt jak picie przez słomkę. Alkohol przyjmowany w ten sposób szybciej (bo z pominięciem wątroby) uderza do głowy.

Nie mieszaj alkoholi! Mając do wyboru - postaw na gin lub wódkę. Unikaj ciężkich gatunkowych trunków. Nigdy nie przepijaj piwem ani szampanem. Zawarty w nich dwutlenek węgla przyspiesza wchłanianie etanolu.

Po

Dwie szklanki wody przed pójściem do łóżka (by uniknąć odwodnienia),

rano: kogel-mogel lub jajecznica (niekoniecznie z sowich jaj), puszka bogatego w jony napoju izotonicznego (np. Izostar albo Dynamic), szklanka obfitującego w potas soku pomidorowego (chyba że ktoś woli banany), herbata z cytryną (kwas askorbinowy unieszkodliwia wolne rodniki) i co najmniej dwiema łyżeczkami miodu (zawarta w nim fruktoza przyspiesza rozkład szkodliwego aldehydu octowego).

Uważaj z paracetamolem, który nasila uszkadzające działanie alkoholu na wątrobę,

nie nadużywaj środków przeciwbólowych aspirynopochodnych (np. Alka-Prim, Alka-Seltzer, które zmniejszając ból głowy, nadwerężają i tak już podrażnioną przez alkohol śluzówkę żołądka).

A gdyby sępy nadal krążyły nad twoim łóżkiem, przemóż się i wychyl jednego głębszego.

Wiesz już wszystko? No, to szampańskiej zabawy!

Awatar użytkownika
cloner
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 62979
Rejestracja: 08 mar 2005, 11:33
Reputacja: 8205
Kontakt:

Post Wyświetl pojedynczy post autor: cloner » 02 sty 2007, 13:53

Grande Marco :

Superbohater roku, czyli wszyscy szaleją za Markiem

Nie był ani najlepszy, ani najgorszy, ale gdybyśmy za milion lat mieli oddać ducha futbolu AD 2006, opisując jednego jedynego piłkarza, wybór byłby oczywisty.


Marco Materazzi - nazywany m.in. zbrodniarzem i zwierzęciem - reputację miał utrwaloną. To Brudny Harry nie tylko włoskiej piłki, bo i podczas epizodu w Evertonie swoje narozrabiał (raz zdyskwalifikowano go na osiem meczów) - rywale woleli nie wchodzić mu w drogę, a w lidze angielskiej na taką opinię niełatwo zasłużyć. Niełatwo też opisać jej przyczyny. By zrozumieć, o co chodzi z tym całym Materazzim, najlepiej byłoby pogadać z kośćmi Szewczenki, Inzaghiego, Del Piero czy Ibrahimovicia i jeszcze kilku gwiazd, bo trochę ich sponiewierał.

Wygwizdywali go kibice na wszystkich stadionach Serie A, a ci z Milanu wydali DVD z kolekcją najbardziej krwawych epizodów z jego udziałem. Atmosfera wokół niego tak tężała, że wiosną jego ojciec publicznie prosił o wstrzemięźliwość. Nawet powołanie na mundial trudno mu było fetować, bo każde dziecko w Italii wiedziało, że Materazzi równa się nieszczęście.

A jednak obrońca Interu był w tym roku wszędzie, gdzie coś się działo. Robił rzeczy najwspanialsze, najokropniejsze i najbardziej kuriozalne. Był jak cały współczesny futbol, w którym sportowa klasa występuje niemal wyłącznie wespół z gangsterstwem lub szwindlem. Bożyszcza tłumów strzelają fenomenalne gole, a chwilę potem przewracają się w polu karnym, by wymusić karnego, okłamując przeciwnika na oczach milionów ludzi.

Zidane był zarazem bohaterem i antybohaterem tylko przez moment, podczas mundialu. Materazzi działał cały rok.

Rundę wiosenną zamknął dziwacznym - ale też pięknym - samobójem, podarowanym Empoli imponującym strzałem z połowy boiska. Ten wolej naprawdę ładnie wyglądał, a Włoch miał wyraźnie dużą frajdę, kiedy zagrywał do niczego nie spodziewającego się własnego bramkarza. Na mundialu wyjście z grupy dało Włochom zwycięstwo nad Czechami, którym strzelił pierwszego gola. W 1/8 finału dostał czerwoną kartkę. W finale to on spowodował rzut karny, pozwalając Francji objąć prowadzenie. To on wyrównał. To on sprowokował Zidane'a do uderzenia z byka, co być może przesądziło o triumfie w serii jedenastek. To on skutecznie wykonał jeden z decydujących rzutów karnych.

Jesienią wciąż szalał. Pod każdym względem, także zdecydowanie pozytywnym, bo mundial go odmienił, dał solidnego kopa jego karierze i pewności siebie, uczynił czołowym stoperem w Europie. Wdzięczni fani z całego kraju odśpiewywali "Tutti pazzi per Materazzi" (Wszyscy szaleją za Materazzim), a obrońca Interu zbierał kartki i wyprowadzał z równowagi przeciwników, w tym trenerów. Kiedy Bruno Giordano z Messiny schował piłkę za plecy, by opóźnić wykonanie rzutu z autu, potężnie zbudowany Materazzi objął go za tułów rękami i futbolówkę mu zabrał. Wściekły szkoleniowiec klepnął go w tył głowy i... został wyrzucony przez sędziego na trybuny. Naprawdę niewiarygodne przyszło jednak dopiero po przerwie - Materazzi strzelił wspaniałego gola akrobatyczną przewrotką sprawiającą wrażenie, jakby wykreowali ją na komputerze spece od hitów ze Spidermanem. Jesienią zresztą trafiał aż czterokrotnie (skuteczniejszym obrońcą w Serie A jest tylko Oddo, ale on strzela karne), w tym do siatki Milanu. W derbach Mediolanu wyleciał zresztą chwilę potem z boiska, bo w ekstazie zerwał z siebie koszulkę i zobaczył drugą żółtą kartkę.

I jak tu zapomnieć Materazziego?
zrodlo : gazeta wyborcza

Awatar użytkownika
franz
Ki(L)gore Trout
Posty: 3855
Rejestracja: 15 paź 2006, 16:58
Reputacja: 100
Lokalizacja: Miasto Kanibali

Post Wyświetl pojedynczy post autor: franz » 08 sty 2007, 22:30

http://www.gazetawyborcza.pl/1,75475,3834224.html

Artykul na tremat Zbigniewa Cybulskiego, który zginął dokładnie 40 lat temu, goniąc pociąg na wrocławskim dworcu. Na swiecie pisali o nim polski James Dean.

Awatar użytkownika
Berele Lewartow
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 5880
Rejestracja: 10 wrz 2004, 19:30
Reputacja: 689
Lokalizacja: zza Firewalla

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Berele Lewartow » 08 sty 2007, 22:32

http://maciejrybinski.salon24.pl/3789,index.html

Polecam,szczególnie ostatni akapit
Nadal niepewny jest los Kazimierza Marcinkiewicza, który jako fizyk nie nadaje się na prezesa banku. Gdyby był grafikiem, mógłby chociaż podretuszować bilans. Ja osobiście żałuję, że w czasie premierostwa Marcinkiewicz nie załatwił sobie święceń kapłańskich. Mógłby teraz w trybie nagłym zostać arcybiskupem metropolitą warszawskim i w czasie ingresu mieć życiową satysfakcję - prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz musiałaby go pocałować. Wprawdzie tylko w pierścień, ale zawsze.

Awatar użytkownika
Mentor
Zajebiaszczo
Posty: 16481
Rejestracja: 28 lut 2005, 13:15
Reputacja: 18

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Mentor » 16 sty 2007, 23:15

Paktofonika
Lidia Ostałowska 26-12-2001

O hiphopowym zespole Paktofonika i jej legendarnym liderze Magiku pisze Lidia Ostałowska

Koniec Paktofoniki. Ostatni koncert, płyta, klip. Była muzycznym paktem trzech przyjaciół. Zostało dwóch.

Muszą na nowo sprawdzić, co to jest przyjaźń i muzyka.

Nowiny

W technikum elektronicznym w Bogucicach (stara dzielnica Katowic) uczył się Piotrek, ksywka Magik. Na przerwach jarał w kiblu fajki. Tak samo Wojtek - Fokus. Tam kilka lat temu się poznali.

Magik miał kumpli w Mikołowie (schludne miasteczko pod Katowicami). Po lekcjach okupowali kwadratowy rynek. Rymowali, tańczyli, śmiali się z przechodniów. Wśród nich był Sebastian - Rahim.

Przed paktem każdy miał osobne życie.

Najbardziej zwariowane Magik. Na Śląsku znali go wszyscy chłopcy w kapturach, w szerokich spodniach, z ogolonymi głowami. Nawet tacy, co nic nie wiedzieli o marihuanie, potrafili zaśpiewać:

"Gdzie? Kto? Kiedy? Gdzie? Kto? Kiedy?
Skąd to się bierze?
Czterdzieści i czterej mej Pani rycerze?
Dym z moich ust, który spływa na Ciebie
Czy potok słów, mówisz: nie, jeszcze nie wiem!
Więc podejdź bliżej, niech Twój mózg opuści klatkę
zrozumiesz wszystko, kiedy poznasz moją Matkę
Me słowo, mój miecz, Jej Magia i życzenie
Wcieramy w Ciebie wszystko na Jej postanowienie!
Więc chodź, jeszcze tylko jeden raz
To jest, to jest Zakon Marii, czy teraz nas znasz?
Zakon Marii do boju!
Zakon Marii."

Magik był słynnym MC, hiphopowym wokalistą. Razem z braćmi Joką i DaBem nagrali płytę "Księga tajemnicza. Prolog", psychodeliczną podróż po swych upalonych umysłach.

Fokus: - Kiedy pierwszy raz usłyszałem Kaliber 44, właśnie zaczynałem szkołę średnią. Zabiło mnie. k****, można to robić po polsku!

"Księgę" wypromowała piosenka Magika "+ i -". Śpiewał o swoim teście na AIDS.

"Czy grzeję doktorku?
Nie, w żyłę nie daję, marihuanę palę, ścierwa też nie walę
Pytania, odpowiedzi, to jest jak spowiedź, ja
Ja już nie mogę, tak bardzo się boję
I modlę
I cokolwiek
I biegnę i gonię życie swoje!
O nie, nie!
Nie zabijaj teraz mnie!

- Dzień dobry. Numer pańskiej karty?
- 255
- Hm, no cóż, na przyszłość powinien pan bardziej
- Wynik, wynik.. Jaki jest wynik?
- Jest to minus, jednak na przyszłość powinien pan bardziej uważać".

Podobno Magik w Kalibrze 44 był najlepszy. Najszczerszy. Najodważniejszy. Najbardziej rozpoznawalny. Jego głos, rym rzucały czary.

Oczarował Rahima: - Poznałem go z rok przed pierwszym albumem Kalibra. Zaczęliśmy się spotykać. Pokazywałem mu, co wykrzesałem w muzyce. Obserwowałem jego poziom. On chodził, ja raczkowałem. Czerpałem z niego energię. Podnosił moją poprzeczkę, nikt inny tego nie robił.

Na schludnym rynku w Mikołowie powstała grupa 3XKlan. Nagrali "Dom pełen drzwi" - swą jedyną płytę. Rahim - MC składu - wystąpił gościnnie u Kalibra. Utwór nazywał się "Psychodela".

W tym samym czasie Fokus zerwał z techno, którego słuchał na okrągło przez dwa lata: - Techno to *******, nie ma treści. A hip hop to historie nie z dupy wzięte, tylko bliskie. Można się wypluć, z wnętrza wyrzygiwać. Jak chcę o dziurze w zębie - to o dziurze. Hip hop łatwo robić, nie trzeba grać na instrumentach. Muzykę składałem u ludzi. Masz komputer? To ja se usiądę. Chodziłem z paczką dyskietek. Uczyłem się rymować. Rozumowałem tak. Jak koleś, co jara z tobą w kiblu szlugi, może tworzyć, to i ty możesz. Musisz tylko chcieć. Chciałem, i to bardzo.

Kaliber 44 pracował nad kolejną płytą "W 63 minuty dookoła świata". To już żaden psychorap. Czysta hiphopowa radość. Liryczne sample i trąbki jak w jazzie, luz, inteligentna zabawa językiem.

Magik odszedł z Kalibra zaraz po nagraniu płyty. Nie wystąpił nawet w promocyjnym teledysku "Film". Mocno się o coś z Joką i DaBem skłócili. Ci, którzy byli blisko, nie chcą o tym mówić. Może poszło o interesy? Magik nie znał się na tym. O muzykę? Prędzej. O przyjaźń? Bracia DaB i Joka pochodzili z dobrego domu. Mama Magika sprzątała w bibliotece, tata pracował w hucie. Czyżby z tego kpili?

Gustaw, wytwórnia Gigant Records, wydawca Paktofoniki: - Kpili, bo zazdrościli. Mieli kompleks. Magik rzucał zwrotkę i ta zwrotka w umysł się wbijała. Nie myślał komercyjnie. Dla niego tylko uczciwość w sztuce się liczyła. W emocjach szedł na całego, nigdy na pół gwizdka. Żeby w Kalibrze była jedność, tego chciał.

Po odejściu Magik podobno ćpał i tułał się. Miał obsesję, że już nic nie stworzy.

Tymczasem w Bogucicach Fokus robił z kumplami Kwadrat Skład: - Kiedyś podczas imprezy w Mikołowie, w tamtejszym Salonie Gier, rozmawiałem z Rahimem. "Co byś powiedział, jakby w jednej grupie było trzech najlepszych MC ze Śląska?". Spytałem, kogo ma na myśli. "No ty, ja, Magik..". Rahim i Magik, kolesie z drugiej strony membrany. Nadludzie! Widziałem ich na szczycie listy. Rozstałem się z Kwadratem. Zacząłem łapać swoją wartość. Miałem plan twórczy: pozabijam wszystkich lirycznie i *******!

Wydawca Gustaw: - Pewno to Rahim wyciągnął Magika z dołka. Tak obstawiam.

Wkrótce Magik dokonał artystycznej zemsty. Nazywała się "Nowiny".

"Okej, teraz go zarymuję
Są nowiny
sku******... dziewczyny...
Są nowiny
Z wykopaliska mej skamieliny
Już wyrok wydali
Wyrok wykonali
Żywcem pogrzebali
Mnie to wali
Na fali, sku******
Co? Kpiny? To nowiny!
Czyżby zrzedły wam miny?
Dźwięki maszyny z powrotem na szyny
eM A Gie I Ka
Powoli na wyżyny
I przypomnę wam styl
W którym jestem jedyny
Raz, dwa, trzy, no i wy
sku******
Brak tematów czy podziały ponad porozumieniem
Tak czy tak, miło było
Dla was wszystkich być natchnieniem
Bo za te wszystkie lata
Tu jest rekompensata".

Paktofonika - PFK - powstała w 1998 roku. Magik i Rahim mieli wtedy po dwadzieścia lat, Fokus osiemnaście. Otaczali ich przyjaciele.

Bambus - Sebastian - nie umiał rapować, za to go ciągnęły adaptery. Zarabiał na nie w piekarni. Wie, że ludzi śmieszy czasem jego zawód. No to co. Bambus wierzy w Boga, służy mu, piekąc chleb. Dla Bambusa najważniejsza jest rodzina. Ma żonę Asię i synka Remika. Zajmuje się nim trzy razy w tygodniu, jak Asia idzie do szkoły wieczorowej. Chciałby, żeby w przyszłości Remik też został didżejem.

Sot - Marcin - ustami naśladował dźwięki, które Bambus wydobywał z płyt. Ćwiczył w pracy. Nikomu to nie przeszkadzało, jeździł wózkiem widłowym po hurtowni materiałów budowlanych. Był mistrzem kierownicy. Wyliczył, że rozładował tysiąc tirów. Tata Sota reżyseruje filmy animowane. Złości się, że syn skończył tylko zawodówkę. Ale tata mieszka w Warszawie, a Sot w Mikołowie z mamą. Sot to zgrywus, serce towarzystwa. I rzadki w Polsce spec od human-beatboksu. Z tą techniką dołączył do PFK.

Żeby skład dobrze się bawił na imprezach, Patryk, technik geodeta, podjął rolę barmana: - Co piątek albo co sobota imprezowało się w Łaziskach na hawirze u kolegi. Przychodzili muzycy, grafficiarze. Powstało PFK Kompany. Grupa przyjacielsko-twórczo-towarzyska.

Sot pamięta świetnie ich n****: - Spaz, taki nasz kumpel grafficiarz, spił się za szybko w sylwestra i usnął. Dostał karę. Do opaski na głowie przywiązało mu się buty. Do majtek z przodu wsadziliśmy mu kurczaka, a z tyłu fajkę, jakby d*** jego kurzyła. Jeszcze pastą do zębów pomalowaliśmy go na klacie. Spaz nic. Wreszcie budzi się, siada, buty koło uszu mu dyndają. Nie zwraca na to uwagi i mówi: "Wszystkie samochody sportowe są na baterie. Prostota jest sama w sobie doskonała".

"Nawet jeśli wszyscy już w ciebie zwątpili
Pokaż, że się mylili
Nie czekaj ani chwili
Dłużej
Życie to nie zawsze droga
Na niej róże
Duże PFK, raz na dole, raz na górze
Tym, co się odwrócili
PFK nie są mili
Jak Milli Vanilli
Czyli
Zapraszam sku******
Na me narodziny"

- ogłaszał triumfalnie Magik.

Jestem bogiem

Od września 2000 do wiosny imprezowali pod hasłem "no drugs". Z początkiem roku szkolnego zrobili to postanowienie. Niektórzy palili ukradkiem. To wychodziło na jaw i był żal.

Pracowali nad płytą. Miał się tam znaleźć kawałek "Ale się zmachałem". Dwuznaczny. Rahim zaprotestował: - Nie będę propagować narkotyków. Szkoda mi dzieci, co tego słuchają.

Sot: - Na paleniu się kończy. Nic innego nie wchodzi w grę.

Rahim: - Jestem przeciwny wszystkim dragom. Popiera mnie Burak. To grafficiarz-ministrant, ma ksywkę Niebiorę.

Płyta Paktofoniki powstawała w Mikołowie u Rahima. Jego mama znosiła hałas z cierpliwością anioła. Rahim studiował zaocznie marketing, pracował jako informatyk. Wracał do domu po szesnastej. Przed klatką czekali już Fokus i Magik.

Po technikum elektronicznym Magik kilka razy próbował znaleźć pracę, choćby dorywczo. Ale nie nadawał się do rygorów. Żył z muzyki, całkowicie się jej poświęcał.

Fokus nie lubił się ze szkołą. Zmieniał ją po podstawówce siedem razy, żadnej nie skończył. Jego tata ma etat w sferze budżetowej, popołudniami sprzedaje bilety w kolekturze. Haruje dwanaście godzin. Po zawale dał synowi wolną rękę. Fokus pracuje całe noce, wstaje w południe. Robi babci zakupy i znów siada przy komputerze. Obsesyjnie boi się, że może stracić słuch. Wszystko postawił na muzykę.

Rahim: - Byłem środkowym, a obok dwa super ega. O jakąś głupią zwrotkę potrafili się kłócić tygodniami. Fokus - zbuntowany gnojek z osiedla, a Magik - weteran. Demonstrował postawę: "Co mi tu będziesz podskakiwał?". Obaj byli w stanie podnieść dupy, ****** za sobą drzwiami i dziękuję. Z Fokusem szło się dogadać. Magik był uparty jak cholera. Sztuka, dzieło - to się dla niego liczyło. Honor Paktofoniki. Milion razy słuchał własnych tekstów, pokazywał je ludziom. Szukał usterek, chociaż ich nie było. ***** mnie. Wszystko zrobione idealnie, a on: "Chciałbym jeszcze raz nagrać tę zwrotkę. Daj mi, proszę. No zgódź się, niech chociaż spróbuję". Próbował i pierwotna wersja zostawała. Magik się wściekał: "k****, nie umiem rapować".

Ciężko go było przekonać.

Rozmowa o piosence "Ale się zmachałem" podobno wyglądała tak.

Rahim: - Nie będzie tego kawałka na płycie.
Magik: - *******!
Rahim: - I tak nie będzie.
Magik: - *******...
Rahim: - Nie będzie!
Magik: - Ale to najlepsza moja zwrotka.

Ustąpił w zamian za inny kawałek.

Kiedy Magik rymował, kiwał się. Wyglądał, jakby dopadła go choroba sieroca. Ale nie zważał, czy ktoś na niego patrzy, czy wypada. Jeśli spodobał mu się jakiś bit, to słuchał go bez przerwy. Tworzył zwinięty w kulkę, która się rytmicznie poruszała. Do przodu i do tyłu, przód i tył.

Rahim: - Darzyliśmy go zaufaniem. Umiał być tłumem. Z tego na scenie przeistaczał się w tego po drugiej stronie barierki.

Któregoś dnia Magik oświadczył chłopakom: - Jestem bogiem.

Usłyszała to jego matka. Skomentowała: - Ale samozwańczym.

Rahim: - Mówił nam o boskości, jakby przenikał się z Biblią. Cuda, akty sakralne opanowały mu psychikę.

Chyba podejrzewali, że to przez marihuanę.

Sot: - On dużo palił. A jak ktoś dużo pali, miesza mu się w głowie. Wiem po sobie.

Rahim miał z chłopakami trochę kłopotów przez trawę: - Wracam z pracy, chcę nagrywać. A ci idioci się zjarali. Wygłupy, zabawa, Magik nie ma ochoty rymować. W końcu ustaliłem, że sesja nie impreza. Zamykamy się we trzech i nikogo nie wpuszczamy. Wtedy ten głupi Sot zaczął przyjeżdżać na rowerze. Magik wyglądał przez okno: "O, Sot, idę z nim pogadać". No i walili lufę.

Uśmiechnięty Sot kiwa głową.

Więc kiedy Magik zaczął opowiadać o boskości, przestraszyli się, czy mu nie odwala. A jemu chodziło o to, żeby tworzyć i uwierzyć w siebie.

"Mam jedną ****** schizofrenię
Zaburzenia emocjonalne
Proszę puść to antenie
Powiem ci że to fakt
Powiesz mi że to obciach
****** cię
I tak rozejdziesz się po łokciach
Bo ja jestem Bogiem
Uświadom to sobie
Słyszysz słowa
od których włos jeży się na głowie
O rany rany
Jestem niepokonany
Ha I Pe Ha O Pe
Bez reszty oddany
****
Potencjał niewyczerpany
Chyba w DNA on był mi dany
Czekaj Fokus, Rah
Jeszcze oszaleją wszystkie pizdy
Gdy poznają mój urok osobisty
Duszę artysty
To jaki jestem skromny i bystry
Szczery do bólu
Że aż przezroczysty
I wiesz co mnie boli
Że w głowach się ******
Zakłócony pokój ludziom dobrej woli

Jestem Bogiem
Uświadom to sobie
Ty też jesteś Bogiem
Tylko wyobraź to sobie".

Wkrótce zakapturzone tłumy śpiewały to na koncertach z PFK.

Rób, co chcesz

Dla Paktofoniki czas podzielił się na dwie strefy: przed i po płycie.

Przed płytą Rah był pełen energii i szczęścia: - Czułem, jak przez moje żyły płynie miłość. Gdy coś zrobiłem, biegłem do Magika i Fokusa. Przecież to moi bracia! Tworzyliśmy, wspieraliśmy się, dawaliśmy sobie przyjaźń. Od grupki ludzi wokół nas też zajebiste ciepło biło.

Przed płytą Magik pracował nocami. O szóstej rano dzwonił do Fokusa, żeby mu zarymować przez telefon.

Gustaw też miał go na linii od świtu.

Wcześniej Magik radził się żony. Justyna: - Smacznie śpię i nagle światło. "Posłuchaj!". Otwieram oczy, mówię mu, że fajne. "Ale posłuchaj! Nie słuchałaś". Nawet moja ciocia Marysia, co ma sześćdziesiąt lat, stwierdziła, że z Piotrka prawdziwy artysta. Bo osobowość, wygląd, filozofia, żeby robić to, co w sercu. Muzyka to dla niego powietrze i chleb.

Przed płytą Fokus woził się z kumplami po osiedlu. Szli do knajpy, rozwalali się przy stołach i rzucali teksty z "Psów". To go cieszyło.

"Łapię chwile ulotne jak ulotka
Ulotne chwile łapię jak fotka"

- śpiewał to z głębi siebie. Zachwyt budził w nim każdy zwariowany moment: - Pamiętam, siedzę u Magika na kanapie. Wyciąga kartkę, długopis. "Pisz swój kawałek". Chodziło mu o utwór "Ja to ja". Dobra, jest już tekst i muzyka. Wtedy Magik: "Co sądzisz, żeby Gutek zaśpiewał refren?". A ten Gutek robi w reggae. Chłopie, zwariowałeś? Magik nie słucha. Dzwoni do Gutka: "Przyjeżdżaj". Gutek wyśpiewuje:

"Od A do Zet, od Zet do A
Ja to ja to jasne jak dwa razy dwa
Lata lecą, a ja to wciąż ja
Od A do Zet, od Zet do A
Ja to ja to jasne jak dwa razy dwa
Paktofonikę Gutek już zna".

O k****! Puszczaliśmy to ludziom, kupa radochy z tego była.

Płytę postanowili nazwać "Kinematografia". Każda piosenka to osobny film.

Rahim: - n****, melanże, k****. Co mnie to obchodzi? Gangsterski rap niech sobie inni uprawiają. Śpiewamy o hardkorach, które w nas zachodzą. Każdy ma problemy z sobą. Czemu o tym nie mówić? Albo czemu nie szukać w sobie radości? To na maksa trudne, bo dajesz w utwór własne wnętrze. Nie handlujesz produktem, tylko sobą.

Fokus: - Nastąpiła kobieta, która rzuciła mnie jak zużytą ścierkę. Odbiło się to na kolejnej. Rozmówiłem się z nią na ulicy. Akurat miałem przy sobie dyktafon.

Rahim: - Posłuchaliśmy sobie tego. Pasowało do "Rób co chcesz". Powstał pomysł, żeby dograć wstawki.

Fokus: - A jak ona zacznie się burzyć?

Rah: - Odbyła się krótka rozprawa sądowa. Winna! Wyrok wydany, wykonany.

"Rób co chcesz". Na płycie zamiast ciszy studia dźwięki miasta.

Ona piskliwie: - Ja chcę smoka.
On: - Co się mówi?
Ona chlipie: - Przepraszam.
On: - Mówi się błagam o przebaczenie.
Ona: - Błagam cię o przebaczenie.
Płacz.
On: - Dlatego nie lubię szmat...
Ona: - Nie jestem szmatą.
On: - Jesteście gotowe zrobić wszystko...
Ona w szloch: - Nie jestem szmatą.
On: - A wiesz, czym się różni szmata od kobiety? Tym, że kobiety się szanuje.

Teraz zaczyna się rap, zwrotka po zwrotce.

"Dwa tysiące loopy
Dwa miesiące zupy
W taki upał każda głupia d*** da ci dupy
Spójrz, ej, na jej ruchy
Ujrzyj
Jak się męczy
Weź ulżyj jej
Sprawdź jak jęczy
Pod tobą".

Zdania przecina pisk dziewczyny:

- To był przypadkowy kumpel! Jezus Maria, to był przypadkowy kumpel!
On: - Przypadkowy kumpel cię po dupie macał? Spoko.

"O, o, otóż to
Poznajesz ją
I serca K.O.
Czeka cię bo
Zadurzony po
Uszy swe o
Każdej porze to
Pozytywne flo
Wszystko inne w tło
Dziennie planów sto
Słodkich akcji gro
Boli
Nie słuchaj bo ******
Nie jesteś pierwszym
Którego szkoli".

I tak dalej. Na koniec znów dźwięki miasta.

On: - Boli? Wiesz, mnie to już nie obchodzi, że ciebie boli, bo ja cię już mam w dupie. Było mi miło spędzić z tobą dwa lata. Możesz iść do domu. Do widzenia. Dobranoc.

Fokus: - Pojechaliśmy hardkorowo. Ale myślę do dziś, jakie ch** jej zrobiłem.
Codziennie...

Kilka miesięcy przed płytą Magik mocno ograniczył palenie. I nie używał żadnych innych narkotyków. Próbował pogodzić się z żoną, tęsknił za synkiem. Szukał stałej pracy i mieszkania.

Justyna: - To była miłość od pierwszego wejrzenia. Poznaliśmy się osiem lat temu w katowickim Mega Clubie na imprezie rockowej. Wtedy miał długie włosy i kolczyki, wyglądał ekstrawagancko. Później tygodniami kręciłam mu dredy. Nocami wskakiwał do mnie przez okno. Żyliśmy jak w bajce. Nigdy się z nim nie nudziłam. Wpadał o szóstej rano: "Idziemy na spacer na hałdy". Albo: "Ładna pogoda, piknik trzeba zrobić". I jeździliśmy pociągami nie wiadomo gdzie, włóczyliśmy się po jakichś chaszczach. Najpierw sami, a jak się urodził Filip, to z wózkiem. Ale nim się urodził, Piotrek wstawał i od razu włączał telewizor. Uczył się piosenek o krasnoludkach, śpiewał mi do brzucha. Jak nie wiem co, kochał Filipa. Później zrobiło się Piotrkowi tak ciężko, tak źle, że nie umiałam mu pomóc. Trzeba było się rozstać, żeby kiedyś móc wrócić do siebie. Zdecydowałam się na separację, wspomniałam nawet o rozwodzie. Piotrek odmówił. Tłumaczyłam mu: będziesz wolny. Odpowiedział: "Wiesz, że każdy nasz czyn ma ogromny wpływ na cały świat?". Poradziłam, żeby myślał o sobie, nie o całym świecie. Ale to on, skubany, miał rację. Dobro - uśmiech, podanie ręki - rozchodzi się jak fala. Zło tak samo. Człowiek jest częścią świata. Ma udział w tworzeniu jego przyszłości.

"Kinematografia" trafiła do sklepów płytowych rok temu, tydzień przed Bożym Narodzeniem.

W drugi dzień świąt o szóstej piętnaście rano Magik wyskoczył z okna bloku w Bogucicach.

Nie ma mnie dla nikogo

Niedługo po śmierci Magika warszawska dziennikarka robiła wywiad z Rahimem i Fokusem. Ustawiła kamerę pod mostem Grota. Spytała, jak teraz płyta się sprzedaje. Bo śmierć podobno dobrze robi na promocję.

Fokus rzucił się na nią z pięściami. Robak go powstrzymał.

Łukasz Robak jest przyjacielem i menedżerem Paktofoniki. Od jesieni na prośbę Gustawa pomagał chłopakom. Kończyli właśnie "Kinematografię", a on miał ją reklamować. Gdy nagrywali w częstochowskim studiu, mieszkali kątem właśnie u Robaka.

W drugi dzień świąt wcześnie rano Robak dostał esemesa od Rahima: "MAGIK ODSZEDŁ": - Pomyślałem, że jak zwykle pożarli się o jakąś bzdurę. Że to kolejna sprzeczka, która znów dobrze się skończy. Odpisałem: "ODSZEDŁ Z PAKTOFONIKI". A Rahim: "MAGIKA NIE MA MAGIK NIE ŻYJE". Podcięło mi nogi. Nie, to żart. Oni mają specyficzne poczucie humoru. Ale czemu Rahim miałby o świcie żartować?

Przez pierwsze dni po świętach często się spotykali. Rozmów było mało, więcej płaczu. Sporo czasu minęło, nim powiedzieli sobie, co czują. Dali dupy. Wywalili w internecie oświadczenie: Paktofonika nie istnieje. Koniec.

Gdy minął szok, pomyśleli, że przecież ta płyta i do Piotrka należała. Coś nią udowadniał sobie, innym. Czy chciałby, żeby leżała na półce? Oni sami też kochali tę muzykę. Ludzie podsunęli im pomysł: na koncertach partie Magika odtworzą ze ścieżki dźwiękowej. Reszta będzie na żywo.

Ogłosili światu, że znów są.

Robak: - No i zaczęło się. Dziennikarze z uporem wypytywali. Jaką śmiercią zginął Magik? Czy był naćpany? Pijany? Nie był! Świadomie i na trzeźwo zrobił to, co chciał. Ale wtedy nawet między sobą myśmy nie rozmawiali na te tematy. Jeszcze nie. Dziennikarze grzebali w ranie. Prosiłem ich, by pytania nie bolały. By były ciepłe. Czasem żądałem nawet listy pytań.

Zdarzenia nabrały tempa. Teledysk, trasa koncertowa, autografy.

Rahim: - Mikołów to małe miasto, wszyscy się znają. Oblegaliśmy kwadratowy rynek. Wtedy mało ludzi nosiło szerokie spodnie i każdy mógł dołączyć na kwadracik. Graliśmy w karty, w kości, w koszykówkę, leżeliśmy na ławkach. Czasem ktoś przybiegł, brał drugiego na bok i rymował. Jak ktoś zaprosił na chatę, to na chatę. Jak na imprezę, to impreza. Robiliśmy muzykę, to nas trzymało. Nie urodziłem się gwiazdą.

Fokus: - Też jestem wariat z osiedla, a nie Natalia Kukulska. Upaćkane spodnie, ostre teksty - lubię tę stylówkę. Nagle Fokusa pokazują w MTV. Zajebiście! Ale już nie mogę rozwalony w knajpie siedzieć. Bo każdy taki gest ludzie odbiorą jako egocentryczny, cwaniacki, gwiazdorski.

Rahim: - Po płycie świat obrócił się do góry nogami.

Wielką trasę, którą zaplanował Robak, otwierały dwa ważne koncerty, w Krakowie i Warszawie.

Robak: - Ciężkie były te nasze początki. W Krakowie Rahim padł, bo się upił. A następnego dnia w Warszawie przepadł Fokus. Denerwowałem się o niego. Wreszcie dzwoni. Upalił się, nie może trafić. Pytam: gdzie jesteś? Podaj jakiś charakterystyczny punkt. A Fokus, że tu nie ma punktów charakterystycznych, same bloki. Wrócił blady. W niedzielę przyjechaliśmy do Częstochowy. Przy jednym piwie na głowę, bez trawy gadaliśmy całą noc. Wytłumaczyłem im, że tak nie może być. Problem się skończył.

Ale zaraz pojawił się inny. Płyta sprzedawała się jak szalona. Każdy z Paktofoniki wierzył w sukces, lecz nie na skalę kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy.

Robak: - Zamość, Legnica, Bartoszyce... Wszędzie witają nas tłumy. Szok! Ludzie szaleją, tańczą, wdrapują się na scenę. Chłopaki kończą koncert przyciśnięci do ściany. A po występie setki autografów, ktoś skacze po alkohol.

Rahim: - Jakbym siedział zamknięty i nagle wszedł w wielki las. To niebezpieczne, bo łatwo można się zmienić. Muzyka nie daje immunitetu. To bilet wstępu w chaos i rozgoryczenie.

"Nie ma mnie dla nikogo...
Nie ma mnie dla nikogo...
Znasz to, nie?"

Fokus: - Dzwoni do mnie Eldo z Grammatika, czy wystąpię na jego płycie. Głupi jeszcze byłem. Ktoś mi podszepnął: "Spytaj, ile kasy dostaniesz?". Spytałem. Aha, powiedział Eldo i odłożył słuchawkę. Po miesiącu spotkałem się z nim. "Stary, słuchaj, żałuję, że ci tak pojechałem i nie będzie mnie na tej płycie". Cały czas trzeba się kontrolować.

Rahim: - Magik dostawał listy, miał fanki, ale panował nad tym. Teraz hip hop zrobił się modny i na chama pakują go ludziom do głów. Gdzie tajemnica i fenomen, tam media chcą biegać. A to sprzeczne z hip hopem, żeby być u ludzi na językach. Jego krwią są nielegale. Po co robić z tego biznes? Hip hop to bycie na przekór.

"Za dużo sytuacji które szybko nużą
Za dużo ruchów które niczemu nie służą
Dużo za dużo akcji które wszystko burzą
Które źle wróżą, tak jak cisza przed burzą
I łżą jak psy
****** trzy po trzy
Ej, ej, ej Ty
Trzeba było myśleć gdy...
Po fakcie łzy zalały ci oczy i
I tak przez siedem dni
Dzień w dzień ten sen się śni"

Fokus: - Dla mnie tydzień koncertów to trzy miesiące szkoły życia. Bo każdy koncert to rozmowa z organizatorem, hajc, spotkanie z przedstawicielami sceny w mieście. Trzeba uważać na każde słowo. Jak się dupniesz, ktoś powie o tobie: to ch**. I oczy dookoła głowy trzeba mieć, bo inaczej cię wyruchają. A po koncercie młoda redaktorka pyta, kto nam teksty pisze. My sami. Patrzy zdziwiona. Skąd umie pisać ten idiota? Czuję się przez to wszystko, jakby kolory wyblakły. Nie potrafię się rozluźnić bez browaru, rano wpieprzam śniadanie trzęsącą się ręką.

"Witam cię dniu z poziomu fotela
Z wnętrzy M3
Witam cię, dniu niewdzięczny
Tu, po tej drugiej, złej stronie tęczy
Witam bez kwiatów naręczy
Bez zastrzeżeń dzień, który przede mną piętrzy
Jeszcze większy
Cień nad światem wewnętrznym
Witam, choć z dnia na dzień bardziej niezręczny
Jest tenże gest - nikt mnie nie wyręczy".

Rahim: - Coraz mniej we mnie wiary. Świat wydaje mi się zły, otoczenie zepsute. Coś wyszło nie tak. Walczymy, próbujemy zachować dawne zasady, rytuały. Potem patrzymy na siebie - nieufni, spięci, podejrzliwi. Sława nas przerosła. Miałem w życiu porządek: praca, szkoła, muzyka. I wyszła płyta. W pracy zadyma, w szkole się **** - gówno. Nie mam o co się zaczepić. Jakbym w pustym pokoju odbijał się od ściany do ściany.

Ze wszystkich grup hiphopowych Paktofonika koncertowała najczęściej i za niewielkie pieniądze. Taki był zamysł. Każdy weekend gdzie indziej, w tygodniu jeszcze występy na Śląsku. Chodziło o to, by dotrzeć do fanów. Trasa miała trwać do końca roku, skończyła się we wrześniu. W pół roku zagrali ponad sześćdziesiąt koncertów.

Robak: - Rahim zadzwonił, że już nie są w stanie. A przecież kochają słuchaczy, mają z nimi kontakt przez internet. Na okładce "Kinematografii" podałem swój telefon. Dzwonią młodzi ludzie z całej Polski, wysyłają esemesy: "TYLKO WALKMAN I PAKTOFONIKA UTRZYMUJĄ MNIE PRZY ŻYCIU". Serce się kraje, jak dzieciaki mają czasem w domu przechlapane. Staram się je podtrzymać na duchu. Nie mówię o tym chłopakom. Sami sobie nie radzą, a nieustannie biorą odpowiedzialność za innych. Na koncertach panują nad tłumem. Kiedy śpiewają "Ty też jesteś Bogiem", nie patrzą w przestrzeń. Wyciągają rękę do konkretnego człowieka. Myślę, że swoim słowem parę ciepłych dusz ukształtowali. Te młode kobiety, ci mężczyźni mogli pójść w zupełnie inną stronę. Teraz damy im drugą i ostatnią płytę: "Archiwum kinematografii". Stare nagrania z Magikiem. Pożegnanie. Ale bez teledysków, tras, wywiadów. Chcemy uniknąć ciulatych opinii, że na kumplu kasę zbijamy. Zrobimy za to wielki koncert dedykowany Magikowi. Ze slajdami, z tworzeniem graffiti i z całą PFK Kompany. Tu, na Śląsku. Będzie to ostatni koncert PFK.

Rahim: - Ziarnko zakiełkowało, przebiło się przez ziemię, dwa razy wydało owoce i przekwitło. Zostanie wysuszony korzeń.

"Nie ma mnie dla nikogo...
Nie ma mnie dla nikogo...
Znasz to, nie"?

Ja to ja

Cały ten rok Magik pracował z chłopakami. Nie dlatego, że na koncertach odtwarzali jego ścieżkę (za to dostawał dolę, forsę dzielą zawsze na trzy kupki). Wciąż czegoś od nich żądał, wciąż się spierał.

"O nie! Nie zależy mi na tym by być kanonizowany
Ja to ja, więc jako ja chcę być znany
Prawdziwy jak prawdziwek, nie jak sweter z anilany
Jedną zasadą wciąż motywowany
Bądź własną osobą
Bądź co bądź sobą
(...)
Oblicz pole podstawy jaką jest oryginał
Lub działania poletko, jeśli jesteś marionetką".

Fokus: - We dwóch decydujemy za trzech. Nagle wszystko na naszej głowie. Teraz jestem rozerwany. Muszę myśleć za siebie i trochę za niego, żeby to dało trójkę. Ale jak? Przecież nieraz zgadzałem się z Rahem, mieliśmy większość. A Magik: ale ja się nie zgadzam, *******. Rahim: - Gdy przedstawiło mu się argumenty, umiał je przełknąć. Ale że chcemy, bo chcemy? To co? Stawiał dwadzieścia pytań pomocniczych i wykańczał człowieka. A potem tylko: no widzisz? Teraz nie pyta. Więc czasem idziemy na łatwiznę, chyba lekko go oszukujemy.

Magik nigdy by się nie zgodził na komercję. Dlatego odmówili swemu wydawcy, gdy proponował im wykorzystanie "Ja to ja" w reklamie. Gustaw na to, że nie ma sprawy, spoko. Na drugi dzień nalegał, by podpisali z nim umowę na kolejną płytę ("Archiwum kinematografii"). Zrobili to. Na trzeci w telewizji ich muzyka promowała lody.

Gustaw nie przejął się publiczną awanturą. Uznał, że warto zagrać rolę złego. Dzięki temu fani jeszcze bardziej pokochają PFK. Chłopaki odmówili przyjęcia forsy za reklamę. Wytłoczył im za te pieniądze czarną, winylową "Kinematografię". Pogodzili się z losem.

A Magik by Gustawa zabił.

Niedawno w Częstochowie u Robaka była impreza. W schyłkowej fazie, tuż nad ranem, Fokus wska-zał Robakowi jego miejsce. Nie on, to inny. W końcu jest tylko menedżerem. A Robak to przyjaciel i rówieśnik. Fokusa ruszyło sumienie, zaczął się plątać. Powiedział coś takiego: "Sprawdzałem cię. Jesteś w porządku. Trzeba wiedzieć, z kim się pracuje".

Robaka trudno doprowadzić do łez. Fokusowi się udało.

Rahim nie był świadkiem tej sceny, ale prędko się o niej dowiedział. Wysłał Robakowi esemesa: "QREWSKIE PIENIĄDZE ******* LUDZI GINIE PRZYJAŹŃ JA CIĘ KOCHAM BRACHU MOJA RĘKA ZAWSZE WYCIĄGNIĘTA".

Fokusa otoczył mur. Do swojej dziewczyny Moniki napisał: "TU OGÓLNIE JEST SUPER ALE SZCZEGÓŁOWO NIE CHCIAŁBYM ŻEBYŚ TU BYŁA:-(((".

Więc Monika przyjechała: - Powiedziałam mu, że takim zachowaniem sam sobie wyrządza krzywdę. Zmusza przyjaciół, by odsunęli się od niego. Nie ceni tego, co ma. Nie potrafi okazać uczuć.

Fokus z nikim już o tym zdarzeniu nie gadał. Za to dał oświadczenie na swoim blogu w internecie: "Przepraszam wszystkich za to, że żyję. Chciałbym zniknąć, aby nie widzieć i nie być powodem waszych spojrzeń w stylu: >zawiodłeś mnie<. Nie zniknę. Przepraszam za to, że mnie nie rozumiecie. Przepraszam za to, że nie jestem taki mądry jak wy. Dla was to WSZYSTKO jest przecież takie oczywiste. Przepraszam, k****, że jestem taki uparty. Że ta muzyka jest dla mnie wszystkim. Że nie możecie mieć jej bądź mnie w całości dla siebie. I przepraszam, że piszę takie brednie, kiedy chce mi się wyć... no, już mi lepiej, nie ma to, jak się porządnie wyrzygać:)".

To rzyganie na końcu wkurzyło ich jeszcze bardziej.

Rahim: - Zarozumiały gówniarz! Dostałby od Magika po dupie.

Może? Magik uznał kiedyś, że Fokus lży go w tekście. Wycięli ten kawałek. Teraz Fokus to śpiewa, Magik nie pogrozi mu już palcem. Rozmowy Rahima z Fokusem wyglądają tak.

Rahim: - Ty czekasz na kopa od życia. Dostaniesz go, jeśli tak wybierasz.

Fokus: - Ja to muszę dostać i przeżyć. Ja o życiu nie mam pojęcia.

Rahim: - Życie ci przyjebie raz i będziesz miał pozamiatane. Kto ci pomoże? Nie poradzisz sobie. Tyle czasu ci tłumaczę, a ty nic.

Berenika, dziewczyna Raha, rozumie, o co w tym chodzi. Rahim boi się, że przyjaciel sprzeda duszę dla kariery i pieniędzy. Próbuje go przed tym uchronić. Rah zbawia świat, taki charakter. A Fokus chce dorośleć. Normalna kolej rzeczy, z chłopaka wyrasta facet. Fokus musi działać na własną rękę, nawet jeśli spieprzy sprawę.

Więc może jednak Magik stanąłby po stronie Fokusa?

Przed nimi wiele planów. Własna nowa grupa Pokahontaz, współpraca z częstochowskim składem Ego, projekt "Pijani powietrzem" z udziałem PFK Kompany.

Kiedyś śpiewali we trzech:

"Mamy po dwadzieścia lat
Przed nami świat
Przed nami cały życia szmat".

Teraz muszą iść swoją drogą, bez Magika.

Justyna: - Czuję, że jest. Z początku wpadałam w doły, był gniew. Chodziłam do psychiatry i do psychologa. Brałam pigułki. Fajnie się czułam, nic nie czułam. Lekarze mi ściemniali. Mówili: było, minęło, nie oglądaj się za siebie. To mnie obrażało. Na dziesiątym spotkaniu kazali mi wymyślać cechy przyszłego partnera. Jakbym szła spotkać kogoś na dyskotece! Podziękowałam za terapię: "Ja już mam faceta!". Kocham go. Byłam jego życiem. Niech mi nie chrzanią, bo wiem, co się stało. Odrzuciłam lekarstwa, wtedy wrócił. Dzieli nas coś, ale nie ma bariery nie do ominięcia. Noce spędzamy razem. Spotykam go w snach. Wolę to, niż o nim zapomnieć. Są w domu Piotrka zdjęcia. Filip wie, że to tata. Nie pyta już, czemu nie przychodzi. Filip ma takie poczucie humoru, że rozwala. Wie, czego chce. Stuprocentowy facet. Powiedziałam mu: "Jak będziesz duży, pójdziesz do przedszkola". To przestał jeść. "Jak nie będę jadł, nie urosnę".

*Współpraca: Marcin Babko
*Wszystkie śródtytuły są tytułami piosenek PFK. Wykorzystano je za zgodą autorów.

Lidia Ostałowska 26-12-2001
www.gazeta.pl

Awatar użytkownika
franz
Ki(L)gore Trout
Posty: 3855
Rejestracja: 15 paź 2006, 16:58
Reputacja: 100
Lokalizacja: Miasto Kanibali

Post Wyświetl pojedynczy post autor: franz » 23 sty 2007, 19:32


Awatar użytkownika
Baqu
Warrior of Light
Warrior of Light
Posty: 1197
Rejestracja: 28 maja 2004, 15:43
Reputacja: 0
Lokalizacja: Festung Breslau

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Baqu » 24 sty 2007, 15:06

nie znalazłem tematu o neostradzie wiec wrzucam tutaj

poczytajcie sobie :
Obrazek

Awatar użytkownika
petru
Administrator
Administrator
Posty: 11826
Rejestracja: 05 lis 2004, 22:37
Reputacja: 680
Kibicuję: Konstytucja
Lokalizacja: 4 lipca 1921, hotel Overlook/ ultima Thule

Post Wyświetl pojedynczy post autor: petru » 26 sty 2007, 16:58

Artykuł może nie to nie jest, ale daje to pewien obraz jak się bawią w Ameryce :shock::
http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34254,3877743.html

ODPOWIEDZ

Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”