Forumowicz od A do Z (gotowe alfabety) - Strona 2

Forumowe gry i zabawy, dział, w którym nie są naliczane posty.
Awatar użytkownika
franz
Ki(L)gore Trout
Posty: 3855
Rejestracja: 15 paź 2006, 16:58
Reputacja: 100
Lokalizacja: Miasto Kanibali

Post Wyświetl pojedynczy post autor: franz » 30 lip 2007, 1:48

Jak obiecałem tak i napisałem :wink: (wybaczcie błędy i żenująco niski poziom ale jest pierwsza w nocy a ja musze jutro wstać o 06:00 i ogólnie ['] :lol: )


A- jak alko… pewnie wszyscy spodziewali się, że od tego zacznę ale nic z tego! Postaram się złamać mym skromnym alfabetem mocno zakorzeniony na pilka.pl schemat usera pijaka, menela. Przecież nie wszyscy lubią pić alkohol (choć ja bardzo!) i czytanie o nim czy też o przygodach z nim w roli głównej i innych libacjach nie należy do ulubionych rozrywek ludzi porządnych(a szkoda). Zrezygnowałem z alkoholu a więc muszę znaleźć coś zastępczego na literę A. Tak więc chyba padnie na słowo anoreksja bo tak nazywała mnie wredna piguła(określenie szkolnej pielęgniarki jak by ktoś nie wiedział) z liceum. Nie wiem dlaczego wymyśliła tą nazwę. Może dlatego, że podczas szkolnego bilansu w 1 bądź 2 klasie liceum (dokładnie nie pamiętam, znów te przeklęte palimpsesty) przy wzroście 1m 78 cm ważyłem jakieś 60kg czyli chyba trochę za mało. Później trochę przytyłem (choć nadal raczej należę do osób szczupłych niż puszystych) ale ona nadal mówiła do mnie anoreksja albo kościotrup, nie wiem dlaczego, choć w sumie to chyba się domyślam pewnie robiła to bo sama miało lekko ze 50 kg nadwagi i wyglądała jak samica walenia(bez skojarzeń proszę!) w zawansowanej ciąży, tak więc może wyładowywała swoją frustracje na biednym(chudym) uczniaku.


B- bukmacherka. Lubię obstawiać i zadziwiająco często zdarza mi się coś wygrać. Nie jestem takim mistrzem jak Sebo-czesiek czy tam inni nałogowi hazardziści ale prawie nigdy nie jestem na minusie. Dobrze pamiętam swój pierwszy raz. A więc kiedyś postanowiłem pierwszy raz postawić swe kieszonkowe u buków i w tym celu wybrałem się tak na początku gimnazjum albo na końcu podstawówki do pobliskiego zakładu bukmacherskiego z myślą obstawienia kuponu za wielka wówczas dla mnie stawkę 5zł i wygrania miliona jak nie dwóch, lecz niestety, że byłem wtedy wzrostu miej więcej jak fieldy obecnie a na dodatek chudzielec był ze mnie straszny pani odmówił mi obstawienia kuponu(nie dobra jedna). Na szczęście mam starszego brata(głupek nie dość, że żeni się za młodo to jeszcze kibicuje Milanowi :lol: ) i kolegów i to z nimi gdzieś tak do końca gimnazjum chodziłem obstawiać, choć te moje obstawianie to zwykle były albo kupny z kilkoma pewniakami o magicznych kursach około 1,50 i to na dodatek grane za 2 zł, zwykle wyciągałem z takich kuponów po kilka bądz kilkanaście złotych ale i tak radość była wielka. Były też kupony „nie pewne” czyli takie na których znajdowało się nawet po 50-60 wydarzeń oczywiście grane za 2 zł a do wygrania nawet parę tysięcy! Jednak pechowymi zrządzeniami losu, lub też szkodliwym działaniem układu z żydo-komucho-pedało-murzyno-lewako-ubko-gejo-masonami na czele nigdy nie wygrywałem, choć kilka razy prawie przechytrzyłem szarą sieć(układ) i byłem naprawdę blisko!


C- jak nieco wulgarny wyraz – chlanie czyli częste i obfite spożywanie napojów alkoholowych głównie tych wysoko oprocentowanych. Ten temat musiał się pojawić i każdy o tym wie, tylko nie spodziewałem się, że tak szybko to dopiero 3 litera a ja już przechodzę do meritum sprawy i wystrzeliwuje wszystkie nab(p)oje. Otóż ja dziele spożywanie alkoholu na dwie oddzielene kategorie:
Pierwsza jest to picie dla smaku czy też przyjemności, większej towarzyskości czy może rozruszania drętwego gremium, tutaj spożywa się stosunkowo małe ilości alkoholu lecz za to o dość wysokiej jakości i znośnym smaku. Można wypić sobie jakieś dobre piwo(choć dla mnie każde jest dobre nawet „VIP” ze stonki) czy dobre winko(patrz piwo) lecz te artykuły najczęściej do najtańszych nie należą i procentów maja mało, a więc aby uzyskać efekt mocnego upojenia należy nabyć coś innego. Otóż gdy mam ochotę się tak po prostu ordynarnie upić, nachlać jak świnia, itd. (a bywają takie chwile choć ostatnio dość rzadko) to na pomoc przychodzą mi z pomocą koledzy, którzy posiadają w swych bogatych zasobach tzw. spiryt (tani, zdrowy i pyszny = Polecam!) albo też me własne zasoby robionych na tym, że spirycie mocnych domowych win, głównie z wiśni bo w mojej okolicy znajdują się sady z tym drzewem tak więc mam szeroki i powiedzmy darmowy dostęp. Co niektórzy dziwią się mą „mocną głowa” ja w sumie też. Nie należę do ludzi którzy pija często i dużo(ale to też zależy od tego co to dla kogo znaczy), a więc kwestia uodpornienia na alko mnie nie dotyczy. Nie jestem też osobą o dużej masie, a nawet można powiedzieć, że chudy jestem a więc alkohol powinien szybko rozchodzić się po my ciele i mocno uderzać do głowy a jednak tak nie jest, może to kwestia wadliwych genów albo mutacji po promiennych ale alkohol dość powolnie na mnie działa a szkoda bo było by taniej. Nie będę się chwalił ile to ja wypiłem i jak mocny ma łeb bo po co pisać jak i tak większość nie uwierzy a na dodatek czy jest się tu czym chwalić, poza tym na forum jest na pewno kilku mocniejszych odemnie zawodników i wszyscy wiemy kogo mam na myśli w tym momencie :lol: Temat alkohol uważam za zamknięty, uff mam to za sobą - nareszcie.


D- jak dziewczyny, kobiety. W moim życiu są obecnie cztery kobiety bardzo dla mnie ważne: moja babcia, mama, ma ukochana dziewczyna i ma malutka siostra Ania(kolejność od najstarszej do najmłodszej jak by się jakiś spryciarz nie domyślił). Wszystkie są cudowne i bardzo ważne dla mnie, nie wyobrażam sobie co by było gdybym którąś z nich nagle stracił, pewnie było by to coś w tym rodzaju: :suicide:


E- Emotki :D czyli takie mało smieszne :( i często nie potrzebne znaczki :? , które zwykle trochę mnie denerwują :won: , delikatnie mówiąc :angry: . Sam najczęściej używam tych trzech emotek :lol: :wink: :) a reszty raczej bardzo rzadko :) i bardzo dobrze że bardzo rzadko :lol: . Czasami trudno :roll: i dziwnie :roll: czyta się jakiś długi tekst, który autor nadział :wink: całą armią nie potrzebnych :P , głupawych emotek :badziewie: , tylko po co :?: czy słowa już nie potrafią wyrażać naszych myśli :think: (i musza na w tym pomagać jakieś debilne znaczki :lol: ), a może to my jesteśmy zbyt ograniczeni :idea: by je wyrazić i potrzebujemy do tego całej masy jakiś debilnych znaczków :oops: :cry: :płacze: , emotki to ZuO :twisted: (PS: Wiem że się czepiam ale trudno: jestem jaka jestem :lol: i nie mam o czym pisać to emotki „na tapetę” wstawiłem :wink: ) AAAA....... Emotki atakują mszczą się gady :pogrzeb: :bicz2: :won: :krzesło: :cegła: :red: :suicide:


F- jak filmy i nie chodzi tu o ten rodzaj „filmów”, które wam drodzy forumowicze (zwłaszcza ci z TS) zajmują większość dysków! Chodzi tu o prawdziwe dzieła kinematografii, które w przeważającej większości leżą nagrane na płytach bądź kasetach VHS w moim domku, wole je mieć nagrane bo oglądnie filmów w TV np. na TVN czy innym Polsacie to droga przez mękę(reklamy). Nie są to żadne „Szybcy się wściekli”, „American Pie” bądź „Hostel” albo tego rodzaju kupy. Temat filmy jest dla mnie szeroki jak Wisła czy tam inna Odra tak więc mógłbym pisać i pisać ale wiadomo to alfabet nie o filmach i brakuję czasu i chęci w sumie też. PS: Wiecie dlaczego nie biorę udziału w formowej zabawie „Czy coś ci to movie”? Odpowiedz jest prosta w tym dziale posty nie są naliczne, a wiec dla mnie zwykłego nabijacza temat staje się kompletnie nie ciekawy :lol: ! PS2: Bardzo lubię oglądać filmy z boskim Pawłem Małaszyńskim :lol: !


G- jak grzeszki, wady itd. Nie ma ludzi bez cech negatywnych ale ja mam ich szczególnie dużo. Moja główna wadą jest ogromne lenistwo. Od początków mojej edukacji w szkole aż do samego końca prawie wszytko odkładałem na później a zwykle kończyło się to tak, że np. prace domowe robiłem na przerwach albo przed lekcjami ale przeszkadzało mi to dostawać dość dobrych ocen, zabrałem się do roboty dopiero w 3 klasie LO. Dobrze, że teraz idę na studia bo tam się nic nie robi oprócz picia (alkoholu) i jedzenia zupek chińskich, raj po prostu jak dla mnie :lol: . Lenistwo nie dotyczy tylko mojej edukacji ale także innych czynności jak np. sprzątnie, drobne naprawy itd. Ogólnie straszny leń ze mnie ale mi z tym bardzo dobrze i wygodnie. Moją wadą (choć niektórzy twierdzą, że to zaleta) jest mówienie ludziom prawdy w oczy i „walenie prosto z mostu”. Jeśli coś mi się nie podoba albo przeszkadza to po prostu o tym mówię nie owijając w bawełnę i nie patrząc na ewentualne skutki, a czasem są one tragiczne. Jestem też dość kłótliwy i uparty czasami prowadzę bezsensowne dyskusje, bo ma być jak ja chcę i tyle, choć to mi już chyba powoli przechodzi. Z tych ważniejszych wad to chyba na tyle, żeby nie było ma też zalety, przy dużym szczęściu ze dwie może się znajdą.


H- humor czy też poczucie humoru. Podobno takowe posiadam, choć to dyskusyjna kwestia bo jest ono (jeśli w ogóle jest) dość dziwne. Z tym humorem to jest różnie bo niby lubię, dowcipkować, wygłupiać się i śmiać, lecz jednak większość humoru jaki serwują nam obecnie massmedia w ogóle mnie nie bawi a nawet doprowadza do rozpaczy momentami. Pewnie jest to wina(znowu ten alkohol jestem strasznie monotematyczny) tego, że obecnie mało jest ciekawych programów rozrywkowych, które prezentują wysoki poziom. Mistrzami humoru są dla mnie oczywiście ludzie z grupy Monty Pyton przyswoiłem sobie absolutnie wszystko co wytworzyła ta grupa i nadal mi mało, szkoda że ich czasy świetności już nie wrócą, tym bardziej, że znajdą się tacy którzy bardziej sobie cenią jakiś tam „Friends” choć ten serial też jest świetny jednak tego nie da się raczej porównywać.


I- Internet czyli wynalazek XX wieku od którego jestem najbardziej uzależniony(alkohol wynaleziono dużo wcześniej). W necie siedzę bardzo dużo, jest wiele ciekawych stron które przeglądam w miarę na bieżąco. Gdy pomyśleć, że gdzieś tam daleko żyją ludzie bez Internetu to aż trudno w to uwierzyć, przecież jako rzecze Św. Paweł „gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a Internetu bym nie miał, byłbym niczym” czy jakoś tak. Jest niezbędny do życia jak powietrze a może nawet bardziej. Wiadomo sieć czyli nie skończone źródło wiedzy, łatwy dostęp do kultury itp. itd. lecz do momentu rejestracji na forum pilka.pl nie kojarzył mi się z miejscem ciekawych dyskusji, tylko raczej jako miejsce pełne troli i dzieci neostrady (bez urazy dla dzieci, które mają neostrade) Jednak kilka miesięcy spędzone jako franz na www.pilka.pl/forum zmieniło moje zdanie na temat internetowych dyskusji i ludzi(serdecznie pozdrawiam z tego miejsca dyskutanta bellusa :) ), którzy biorą w nich udział (wcale nie na gorsze).


J- na tą literę zaczyna się słowo „JA”. Była taka piosenka (tylko nie pamiętam kogo, znów palimpsesty) „Ja to ja to proste jak dwa razy dwa”. A więc ja to ja czyli zwykły, spokojny, skromny itd., itp. 18 latek o wyglądzie really trÓ gimnazjalisty z problemami alkoholowymi. Jestem tym kim jestem i raczej dobrze mi z tym, jednak dla, niektórych to nie jest takie oczywiste: czyli krótko mówiąc będę was nudził moimi nędznymi wypocinami na temat definicji tzw. „prawdziwego ja”. Właśnie zdałem sobie sprawę, że kompletnie nie mam o czym pisać a więc trzeba lać wodę i jakimiś pseudointeligenckimi bzdurami zapełnić te wszystkie litery :lol: … Otóż wielu ludzi aby uzyskać akceptacje poparcie czy też sympatie innych, bądź jakieś korzyści materialne lub też nie materialne udaje kogoś kim nie jest, nie podoba mi się taka postawa i to nawet bardzo. W zależności od towarzystwa, grupy lub subkultury młodzieżowej w które dana osoba chce się „wkupić” udaje bądź eksponuje pewne pożądane w tej grupie społecznej cechy. Np. jeśli mówimy o grupie tzw. dresów to młody dres aby zdobyć ich respekt czy też sympatie chwali się ile to „dup wyjebał” bądź ilu „frajerów skroił’ czy też „mam zajebistą furę, mega tuning” i inne takie tam bzdury, choć w rzeczywistości jedyna kobieta jaką „miał” to pani z gazety playboy, największe przestępstwo to kradzież dwóch orzeszków ziemnych(z Gabonu koniecznie!) zaś jeździ starym i rozpadającym się maluchem. Tych danych nie jestem pewien bo w tego rodzaju środowiskach się nie obracam i nie mam z nimi nic wspólnego(kibic Legii, który nie ma nic wspólnego z głupimi dresami powiecie, że to jakiś nie smaczny żarcik a jednak to prawda!), lecz pewnie tak to w przypadku dresów wygląda i takie są ich priorytety. Pal licho dresów lecz gorzej jak takiego szpanującego osobnika, który udaję kogoś kim nie jest spotka się w swoim otoczeniu. Ostatnio miałem okazję prowadzić niezwykle pouczającą dysputę z młodym człowiekiem z 3 klasy gimnazjum (a może 1 liceum, tak raczej z pierwszej liceum) na temat muzyki, chłopak twierdził że świetnie się na niej zna i jest wielkim pasjonatem szczególnie w kwestii Rocka otóż dowiedziałem się od niego, że Pink Floyd to zespół z Los Angeles w U.S.A zresztą – uczcijmy to minutą ciszy i tradycyjną Mentosową świeczką [‘].
Nie wspominam już o dyskusjach na temat książek, filmów bądź polityki tam to dopiero zdarzają się kwiatki przez, które człowiek traci wiarę w ludzi i swoje pokolenie.


K- Książki czyli jedna z moich ulubionych rozrywek i sposób na spędzanie wolnego czasu.
Czytam już od bardzo dawna(gdzieś tak od 5 roku życia: „Plastusiowy pamiętnik”, „Przygody kota Filemona”, „Jak Wojtek został strażakiem” i ” Legendy polskie dla maluchów” rządzą!) Gdy jadę autobusem lub pociągiem(i nie mam piwa :wink: ), bądź gdy znudzony siedziałem na lekcjach matmy, fizyki czy chemii czy innej biologii zawsze sobie czytam książki (ciekawe czy to przez to miałem obniżone zachowanie). Gdyby świat upodobnił się do tego z „Fahrenheit 415” Raya Bradbury (tzw.”kumaci” wiedzą o co chodzi) to było by dla mnie lipnie a nawet bardzo lipnie, na pewno nie został bym strażakiem :lol: . Ten temat jest podobny do muzyki czy filmów bo znowu jest szeroki jak rzeka i nie ma czasu ani miejsca aby go dokładnie opisać, tak więc postaram się przekazać to w jakimś dużym a nawet bardzo dużym skrócie. Moja fascynacja literaturą może dzielić się na kilkanaście a raczej nawet kilkadziesiąt etapów w zależności od autora bądź tematyki itp. Z powodu moich poglądów politycznych ludzie czasami posądzają mnie o uwielbienie dla niejakiego Waldka Łysiaka albo oberredaktora Ziemkiewicza, Rafcia zresztą. Zgadza się przeczytałem parę dzieł tych panów(„Stulecie kłamców”, „Rzeczpospolita kłamców – Salon”, „Alfabet szulerów - Salon 2” Łysiaka a z Ziemkiewicza tylko „Michnikowszczyzna”) i nie jestem jakoś szczególnie zachwycony, treść niby może być ale styl to istna tragedia, to nie jest to czego szukam w literaturze, no i monotematyczność tych panów może nudzić bo ile można czytać o „różowym salonie” zwłaszcza gdy ktoś tak mocno jak ja nie znosi różowego koloru! Wracając do głównego nurtu litery K postaram się wymienić kilku tych autorów albo to jakoś skwalifikować. Kurt Vonnegut i już wszystko jasne albo i nie? Choć był niestety (podobno) socjalistą a w porywach nawet lewakiem i tak uważam go za absolutnie genialnego pisarza posiadający cudowny styl, przeczytałem WSZYSTKIE jego ksiązki, zbiory opowiadań i esejów. Niestety biedakowi ostatnio się zmarło wielka szkoda, że już nic nie napisze. Przed Vonnegutem mocno interesowałem się literaturą fantasy, science-fiction itp., (wiadomo błędy młodości). Stąd mój temat na maturze. Miałem też okres fascynacji literaturą rosyjską, zaczęło się od „Mistrza i Małgorzaty” w początkach 2 klasy liceum. Potem wiadomo Fiodor Dostojewski „Zbrodnia i Kara”, gdy już zapoznałem się z twórczością tych panów na tyle mnie zainteresował literatura rosyjska, że sięgnąłem po takich autorów jak: Władimir Nabokov, czy Aleksander Sołżenicyn (polecam wszystkim szczególnie „Archipelag GUŁag”) W gimnazjum czytałem też ksiązki Władimira Bogdanowicza Riezuna piszącego pod pseudonimem literackim Wiktor Suworow, ale to już całkiem inna historia. Swego czasu mocno interesował mnie też literatura czeska czyli np. (autorzy): Milan Kundera, Bohumil Hrabal, Josef Škvorecký. Jest oczywiście jeszcze cała masa autorów i nurtów a o literaturze mógłbym gadać godzinami, zapisywać stron tysiące ale jak na ten alfabet to już chyba wystarczy po co mam się produkować jak i tak większości nazwiska czy tytułów będzie kompletnie obca. Przecież to nie temat „moje ulubione ksiązki” tylko alfabet forumowicza no i kto dziś czyta ksiązki, tylko jacyś frajerzy i łże elity.


(L)- Legia czyli chyba jedyny klub który tak na naprawdę kibicuje. Co prawda lekko sympatyzuje też z innymi klubami (Real Madryt, Arsenal Londyn) lecz to zdecydowanie nie to samo. Wszyscy przez to, że mój tata jest z Warszawy i kibicuje Legii (choć, niektórzy na forum mego ojca utożsamiają z pewnym kibicem Wisły Kraków a to błąd albo nawet wielbłąd jak mawia spocony Jasiu), i to właśnie na mecz Legii przy Łazienkowskiej zabrał mnie pewnego pięknego dnia mój tata gdy jeszcze w wczesnym dzieciństwie mieszkałem w Warszawie. Potem wyprowadziliśmy się ze stolicy ale ja nadal byłem, jestem i będę kibicem Legii.
PS: Jestem piknikiem!


M– jak miłość oczywiście, a tak serio to przy tej literce w moim przypadku mógł znaleźć się tylko jeden rzeczownik a konkretniej mówiąc jest to muzyka. Muzyka to naprawdę bardzo ważna rzecz w moim życiu, słuchawki mam na uszach od czasu gdy dostałem dawno temu swojego pierwszego Walkmana (dla tych co nie pamiętają tych czasów jest to taka mała skrzyneczka odtwarzający kasety, czyli coś na czym ludzie dawniej słuchali muzyki, jeszcze zanim pojawiły się płyty i mp3) aż po dziś dzień kiedy muzyki słucham przeważnie przy pomocy mojej wypasionej ultra mega nowoczesnej mp4(a co tam trochę lansu nigdy nie zaszkodzi czyż nie?) Muzyka zajmuje 95% mojego bardzo pojemnego dysku, mam setki płyt, kaset a nawet staromodnych płyt winylowych odziedziczonych po rodzicach, głownie są to orginały choć wiadomo jak to jest, na to zawsze brakuje pieniędzy i ostatnimi czasy kupuje tylko oryginalne płyty, które sobie na to szczególnie zasłużyły swą świetna zawartością. Nie będę ukrywał że jeśli chodzi o gatunki muzyczne to w tej kwestii wyjątkowo nie jestem otwartym człowiekiem i bardzo wolno się do czegoś przekonuje. Nigdy nie przekonam się (wykluczając sytuacje gdy wypiłem więcej jak 10 piw czy też ich równowartość, wtedy nawet przy techno można się dobrze bawić choć w takiej sytuacji muzyka jest do zabawy raczej nie potrzebna) do disco-polo, technoszajsu(i wszystkich jego dennych odmian dance, srance i co tam jeszcze te mózgi w komputerach wymyśliły). Pewnie gdzieś tam daleko istnieje jakaś wartościowa muzyka elektroniczna ale to nie moja bajka, no i w zalewie ogólniej tandety pewnie ciężko ją odnaleźć. Choć zdarza mi się czasem słuchać czegoś poza rockiem to jednak nie jest to jakieś szczególnie częste zjawisko. Jeśli słucham czegoś innego niż szeroko pojęty rock to jest to głównie klasyczne dobre reggae, albo HH (czy tam Rap albo jak te gadanki się zwą) w wykonaniu Łony czasem Eldo (choć był tez okres kiedy lubiłem moleste dawno temu to było, ale do dziś mogę ich posłuchać bez większej frustracji) bądź starego i pewnie nie znanego co młodszym użytkownikom forum zespołu Kaliber 44, reszta rapu czy to polskiego czy też tego z U.S.A(no może oprócz kilku piosenek Beastie Boys ale to chyba nie HH) mnie zbytnio nie interesuje. Po prostu denerwują mnie „bity” bo to nie mój rodzaj muzyki a gdy jeszcze oprócz denerwującego bitu pojawia się żenująco głupawy momentami przypominający wywód lirycznego troglodyty tekst o bezsensie egzystencji, „życiu na ulicy” paleniu blantów i walce z „psami” YOŁ! ELO! POZDRO PIŃCET! to ja „wymiękam” po prostu taki rodzaj bardzo prostego (nawet prostackiego czasami) przekazu do mnie nie trafia. Widocznie nie jestem ziomkiem z bloków i jest mi z tym dobrze a nawet bardzo, po prostu cytując klasyka „jestem pierdolonym indywidualistą i dobrze mi z tym” Hej!
Jeśli chodzi o HH to pewnie generalizuje i ulegam stereotypom i powinienem lepiej poznać ten gatunek ale szczerze mówiąc jak pomyśle że aby znaleźć coś wartościowego (a takie coś oprócz Łony i Kalibra pewnie by się znalazło) musiałbym przebić się przez takie klasyki jak HempGru czy inne gangsta(BANsóji Dzifko) jak Dzej Zi, Ajs Kjub czy tam inne Snup Dogi to po prostu nie ma na to ochoty. Dla mnie szeroko pojęty ROCK rządzi i nic tego nie zmieni, jest to według mnie najlepszy rodzaj muzyki i tyle w tym temacie. Jeśli chodzi o Rocka i ogólnie mówiąc gitarowe brzmienia to moja przygoda z tym gatunkiem zaczęła się od początków gimnazjum a może nawet końca podstawówki w każdym bądz razie dawno temu to było i trwa na szczęście do dziś. Oczywiście wszystko zaczynało się stopniowo zarówno jeśli chodzi o jakość jaki i ilość zespołów a także wiedzy na temat nich oraz samego gatunku. Mogę się szczycić, że swoja przygodę z prawdziwą muzyką zaczynałem między innymi od zespołu takiego jak np. Kult (duży sentyment pozostał do dziś) a nie jak większość dzisiejszej młodzieży od Mandaryn, Tokio Motel, czy innych Dodów i całego tego badziewia z Bravo czy tam Popcornu. O muzyce, zespołach, stylach mógłby pisać i mówić godzinami nawet stworzyć w tym celu osobny alfabet ale wiadomo czas na to nie pozwala a i ta zabawa polega na czym innym tak więc ku ogólnemu zadowoleniu umęczonych czytelników na tym kończę i po prostu wymienię listę artystów, którzy ostatnio goszczą na mej play liście(Uwaga wystąpi duża rozbieżność gatunkowa od indie rocka przez hardcore punk do nu metalu jednak wszystko można podpiąć pod szeroko pojęte gitarowe brzmienia, kolejność przypadkowa): The Killers, Turbonegro, Kaiser Chiefs, Radiohead, Black Flag, Joy Division, The Sex Pistols, Muse, Partia, The Clash, Komety, Kazik, Beatsteaks, Raise Against, Ramones, Iggy Pop, Rancid, Dead Kennedys, The White Stripes, The Beatles, Pink Floyd, Coldplay, Franz! Ferdinand, KoRn, Placebo, Arctic Monkeys, Metallica, Interpol, System of a Down, Pearl Jam!!!, Rage Against the Machine, The Cure, więcej nie chce mi się dalej wymieniać a trochę jeszcze tego jest.


N- jak Natalia bo tak pięknie ma na imię moja ukochana, strzelę se emotke :love: a co mi tam :lol: . Dopóki jej nie poznałem nie wierzyłem w żadną teorie drugiej połówki i inne miłości kierowałem się prostą zasadą: Każdy ma gdzieś swoją drugą połówkę... moja mrozi się w lodówce! Lecz od kiedy poznałem Natalie mój pogląd na tą sprawę uległ znacznej zmianie i to na lepsze, o wiele lepsze :)


(O- o) jak ortografia, nie jestem clonerem a więc nie będę wam wytykał błędów ortograficznych bo wiadomo prawie każdy je częściej bądź rzadziej popełnia, lecz strasznie wkurza mnie dość dziwny (debilny) sposób pisania, który stosuje duża liczba reprezentantów tzw. młodzieży a fuj. Chodzi mi o tzw. „mŁ0dię!Erz0wY StAjL WraJtofaNia” (młodzieżowy styl pisania). Ostatnio często można spotkać się z takimi wyrazami jak np. „nie qmam”, „niekcesz”, „kcesh”, „mowish”, „mash”, „polkikash” itd. Nie mam pojęcia skąd to się wzięło czyżby warunkiem przyjęcia do gimnazjum było posiadanie dysleksji i dysortografii. Zwykle piszą tak na swoich „bL0gAskAh” lub na gg czy tam innych czatach. Lecz pojawiają się już ciekawsze przypadki, mama mojego kumpla uczy polskiego w gimnazjum(biedna kobieta) i jeden z jej uczniów napisał wypracowanie właśnie z takimi ciekawymi wtrąceniami, miałem niezły ubaw gdy to zobaczyłem. Jednak zwykle gdy osobiście się stykam z takim stylem pisania to zamiast śmiechu z moich ust wydobywają się najgorsze przekleństwa znane ludzkości w wypowiadane w sześciuset sześćdziesięciu sześciu językach a także sprzeczne z moją naturą pacyfisty groźby okrutnego mordu poprzedzonego szczególnie brutalnym gwałtem.


P- Pearl Jam jedyny w swoim rodzaju, absolutnie cudowny, niesamowity i świetny(czyli w dużym skrócie zajebisty) zespół, choć niektórzy o nim nawet nie słyszeli i twierdzą że LP jest o wiele lepsze(dlaczego twierdza, że LP jest lepsze skoro o zespole Pearl Jam nawet nie słyszeli?) no cóż o gustach się nie dyskutuje (podobno). Polecam każdemu oprócz bandy technoprzypa… słuchaczy tachno oczywiście :wink: .


R- jak „rozkurwiel” bądź „rozkurwielek” bo tak zwę mojego kota (choć reszta rodziny nazywa go „Lot”, „Lotek”)
Jest to kot rasy “Maine Coon” szczególnie wielkie bydle jest 2 razy większy(jego całkowita długość ciała spokojnie przekracza metr) i 3 razy silniejszy niż zwykłe koty. Ma też inną dużo bardziej muskularną budowę ciała, a także bardzo gęste futro i inny kształt głowy niż tzw. koty dachowe. Jest fajny bo można go spokojnie zostawić bez opieki i wyjechać o on sobie poradzi śpiąc pod drzewem w ogrodzie i samodzielnie poprzez polowanie zapewni sobie codziennie świeże mięsko. Wszystkie okoliczne myszy, szczury, ptaki, krety, koty, małe psy i inne zwierzątka już dawno zostały zabite i zjedzone (bądź zabite i pozostawione bo mój kot czasem zabija dla samego zabijania nawet jak nie jest głodny) albo ze strachem w swych małych oczkach czekają na nieuchronną śmierć, którą w końcu zada im mój kotek. Mimo jego natury mordercy dla domowników i ludzi, których bardzo dobrze zna jest bardzo miły i towarzyski. Jednak nie ma on litości dla wrogów ludu i obcych. Wszyscy moi kumple się go boją, zawsze jak do mnie przychodzą rozkurwiel zaczyna się stroszyć, wydaje jakieś przerażające dźwięki, szczerzy swe wielkie kły a z jego dzikich oczu można z łatwością wyczytać „zaraz skocze ci do gardła i przegryzę tętnice, zginiesz na miejscu wstrętny bydlaku(lewaku :lol: )”. Nie daje się dotknąć czy nawet podejść na bliższą odległość mojej dziewczynie mimo, że ta już od paru ładnych miesięcy jest regularnym gościem u mnie w domu, dobrze że choć nie chcę jej wydrapać oczu jak reszcie moich znajomych. Gdy go kupowałem prawie 4 lata temu właściciel hodowli mówił, że to rasa mało agresywna i bardzo spokojna, ma gość poczucie humoru albo mój kot jest nienormalny.


S- Szkoła czyli instytucja której serdecznie nie znoszę. Nie znoszę jej od pamiętnego 1 września gdy po raz pierwszy się tam wybrałem. Wybitni ludzi zwykli mawiać „człowiek rodzi się mądry a potem idzie do gimnazjum” i mieli racje. Moja edukacja rozpoczęła się rok wcześniej niż moich rówieśników ponieważ nie wiadomo po co dość wcześnie nauczyłem się pisać, czytać i liczyć tak więc rok wcześniej ku mojej „wielkiej radości” wysłano mnie do szkoły.
Od początku do końca mojej edukacji czułem wielką nie chęć do tej instytucji. Ma ona swoje plusy jak np. możliwość poszerzenia wiedzy czy też poznanie nowych czasem fajnych ludzi lecz minusów jest znacznie więcej. Jak np. zmuszanie do uczenia się tego co mnie kompletnie nie interesuje albo daleko idący kretynizm, niektórych nauczycieli. Na szczęście zakończyłem już moją edukacje w reżimowej szkole publicznej i na głupie pomysły ministra(idioty) Romka i tej całej wrednej nauczycielskiej bandy mam wyłożone.


T- jak towarzysze, przyjaciele, znajomi, koledzy itd. mam ich dość dużo zwłaszcza towarzyszy, tych z jedynie słusznej partii, która jest przewodnia siłą narodu i prowadzi nas ku lepszej socjalistycznej przyszłości, bliższych i dalszych kolegów i znajomych. Jak mówi stara mądrość masonów, liberałów i cyklistów: „Boże(wersji dla ateistów nie ma przykro mi Chłopaczek :( ), chroń mnie przed przyjaciółmi, bo z wrogami sam sobie poradzę” w moim krótkim życiu kilka razy przekonałem się co do słuszności tej maksymy. Na szczęście paru (trzech) prawdziwych przyjaciół jeszcze mam i mam nadzieje, że jeszcze długa tak będzie.


U- kraj leżący nad Dniestrem i Dnieprem na tę literę jest mi bardzo bliski(info. dla debili chodzi o Ukrainę) Część mojej rodziny pochodzi z pięknego Lwowa, lecz po drugiej nieudanej próbie samobójczej podjętej przez cywilizacje musieli opuścić swoje domy i wyjechać do Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Jednak jeden z braci mojego dziadka został w USRR (przemilczmy jego haniebną komuszą przeszłość) a jego potomkowie żyją tam do dziś i noszą takie samo nazwisko jak ja, zresztą świetnie się z nimi dogaduje. To właśnie dzięki nim dobrze poznałem ten piękny kraj. Chodzi tu oczywiście o prawdziwą Ukrainę a nie o tzw. niebieski wschód który jest wybitnie (pro)rosyjski, ten teren omijam szerokim łukiem bo nie mam ochoty mieć do czynienia z Homo Sovietus (Człowiek Radziecki) a ci jeszcze tam nie wyginęli a nawet mają się bardzo dobrze!
Ukraina ma wiele zalet jak np. piękne zabytki, niskie ceny, dużo taniego i dobrego alkoholu, fajne dziewczyny i wiele, wiele innych choć są również wady. Jednak nie mogą one przysłonić zdecydowanie liczniejszych zalet!


W- jak włosy. Oczywiście chodzi mi o te włosy, które rosną bądź nie na ludzkiej głowie. Lubię mieć nietypowe fryzury :afro: :peace: choć ostatnio jestem stale przy jednej i to dość banalnej. Moja pierwsza dziwną i pewnie ostatnią idiotyczną fryzurą pod koniec 2 klasy gimnazjum był tzw. „irokez” i nie chodzi tu o Indianina z Ameryki Północnej ani o taki krótki nażelowny pasek włosów na środku głowy, który obecnie noszą fani „muzyki” techno. Do dziś pamiętam miny mojej rodziny gdy pierwszy raz mnie zobaczyli w tej fryzurze. Jako, że z noszeniem tej fryzury wiąże się określone ryzyko (czytaj. Skini, Ziomki, Dresy itd. chcą cię zajebać) a także problemy w szkole i pretensje nauczycieli, tak więc postanowiłem się pozbyć mego pięknego Iroka. Po gimnazjum gdy już trochę zmądrzałem (choć nie do końca) sciełem iroka i rozpocząłem zapuszczanie włosów to znaczy nie zapuszczałem ich tylko po prostu przestałem chodzić do fryzjera. Efektem tego była wielka „szopa” na mojej głowie która nosiłem przez całe liceum.
Ostatnio a dokładnie już w wakacje z wielki żalem pozbyłem się mych długich włosów a złożył się na to kilka czynników. Po pierwsze jak wiadomo z długimi włosami jest wiele problemów, trudności itd. i dużo wygodniej jest mieć włosy krótkie zwłaszcza w upalne lato. Po drugie chciałem zobaczyć jak to jest mieć bardzo krótkie włosy bo już dawno takiej fryzury nie miałem, no i stara mi się znudziła. Po trzecie podobnie tak jak Irokeza długich włosów tez nie akceptowali(bardzo łagodnie powiedziane) co niektórzy ludzie(głównie łysi i napakowani). Byłem już trochę zmęczony stosowaniem taktyki: kopnij w jaja z glana i spieprzaj, bądź gdy przeciwnik jest wyjątkowo silny i wygląda na gościa odpornego na ból i na dodatek szybkiego stosowałem taktykę: tylko spieprzaj (dziadu!). Jako, że jestem bardzo szybki w biegach na krótki dystans i mocno kopie zwykle obydwie taktyki działały. Choć zdarzało się, że za „cfaniakowanie” w długich włosach miałem niezłe obity ryj. No cóż taki już „urok” naszego kraju i mentalności ludzi w nim żyjących, ale nic to bywało gorzej mogli by np. wprowadzić prohibicję to by dopiero była by tragedia.


Y- jak yyyyyyyyyyy………. yyyyyyyyyy nie mam o czym pisać tutaj. Choć jednak są dwa słowa w naszym języku które mogły by się tu znaleźć: Yeti i Yukasz oczywiście jako, że pomiędzy nimi nie ma żadnej większej różnicy nie będę ich o(PiS)ywał, jacy Yeti i Yukasz są (bardzo fajne chłopakY, a w porywach nawet młodzi wilcY) każdy widzi.


Z- jak zakończenie w którym serdecznie przepraszam za marną jakość mojego alfabetu czym pewnie zawiodłem swój elektorat no cóż po następnych wyborach a wszystko wskazuje na to, że bedą szybko trzeba będzie odejść od koryta(chyba, że jak zwykle piwus je zafałszuje). Alfabet pisałem mając bardzo mała ilość czasu, pieniędzy i przede wszystkim alkoholu a na dodatek doskwierał mi brak większości w sejmie i w sumie w senacie też. Nie można też przeoczyć FAKTu, że w ostatnich dniach(cały lipiec) głównie pracuje (bardzo tego nie lubię, nie jestem „ludziem pracy” po prostu) a więc jestem wykończony zarówno fizycznie, psychicznie a także mój wątpliwy intelekt gdzieś w tej robocie został. Tak więc czuje się usprawiedliwiony i jak zwykle bezkarny. Dziękuje za uwagę.

Na koniec cytat z klasyka:
Pozdrawiam 8)

Awatar użytkownika
Bonso
Kapitan
Kapitan
Posty: 2918
Rejestracja: 09 kwie 2005, 10:07
Reputacja: 0
Lokalizacja: Raszyn

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Bonso » 20 sie 2007, 18:57

Jako człowiek bez zajęć i obowiązków, napisałem alfabet już teraz, o!

Astygmatyzm – nie, nie zacznę od alkoholu :] Astygmatyzm, jest to wada wzroku którą posiadam. I chociaż teraz nie orientuje się ile dioptrii mam na lewe, a ile na prawo oko, to wiem jedno. Bez okularów nie przeczytam nic, co jest oddalone o więcej niż półtora metra. Nie zmienia to jednak faktu, ze na codzień w okularach nie chodzę. Zakładam je, kiedy idę do kina, obejrzeć mecz, czy teraz kiedy siedzę przed komputerem. Nie dbam o swój wzrok, do okulisty bardzo rzadko, ale nie jest tak źle. Alfabet mogę dokończyć.

Bartek – moje imię. Dokładnie Bartosz i podobnie jak Krzysztof Jarzyna, nienawidzę jak ludzie mylą je z Bartłomiejem. Podoba mi się moje imię, jestem z niego zadowolony i nie zmieniłbym je na żadne inne. Nawet na Raul :]

Champions Sports Bar – najsłynniejsza knajpa w sportowej Polsce, od zeszłego roku, odwiedzam ją niemal co tydzień, jednocząc się z innymi warszawskimi madridistas, oglądając popisy naszych ulubieńców. W Championsie poznałem czym jest prawdziwa radość ze zwycięstw ukochanej drużyny. Poznałem również wielu ciekawych ludzi, czy to kibiców Realu, czy Barcelony. Jedyne co mnie denerwuje, to odległość od mojego domu do baru, chociaż ta godzina jazdy, najczęściej jest bardzo opłacalna ;). Z tego miejsca pozdrawiam Bieniasa i rkoemana, czyli dwóch kibiców blaugrany których poznałem w czempie :]

Dzieciaki – do pewnego momentu, najfajniejsze istoty pod słońcem, po którym staja się potworami. Przeżywam to teraz, z racji rodzeństwa. Moja siostra ma niecałe 3 latka, uwielbiam ją, jest przezabawna, mądra i kochana...z tym, ze kilka lat temu taki sam był mój brat, dzisiaj prawie 9 letni, który potrafi mnie zdenerwować jak nikt inny. Czasami mam ochotę zrobić mu krzywdę, i modlę się, żeby siostra taka nie była. Wiem, ze z tego wyrośnie, tylko kiedy... Boję się jak to będzie jak będę miał własne dzieci. Do pewnego czasu będę je kochał, a później nienawidził ? Nie wyobrażam sobie tego :lol:

eLO – dokładnie LXV Liceum Ogólnokształcące im. Gen. Józefa Bema w Warszawie :] Szkoła do której uczęszczam, gdzie w pierwszym roku miałem beznadziejne wyniki w nauce, gdzie poznałem wielu fajnych ludzi, do której lubie chodzić prawie tak bardzo jak lubię z niej wychodzić. Mimo, ze oceny w zeszłym roku były żenujące, to wiem, ze mimo tego sporo się nauczyłem. A na ten rok, chce mieć lepsze oceny. Sporo lepsze.

Football Manager – czy to 2005, czy 2006, czy może też 2007, każdy mnie wciągał, grałem kilka sezonów jakimś klubem, wygrywałem wszystko, a potem... nie grałem dopóki nie wyszła nowa część :] Najlepiej wspominam chyba część pierwszą, w której Realem przez 3 sezony wygralem wszystko co mogłem, a HSV przez 5 sezonów zdobyłem 3 mistrzostwa Niemiec, 3 wygrane w Lidze Mistrzów i coś tam jeszcze. I szczerze mówiąć do od FM zaczeła się moja sympatia do Joaquina. Chciałem zobaczyc na zywo pilkarza, który przez 3 sezony z rzedu nie schodził ze srednia not ponizej 9 :] No i zobaczylem i się zakochalem J

Grono.net – ot, taka stronka, gdzie można pośmiać się ze zdjęć innych osób i przy okazji pokazać siebie, żeby i kto inny miał powody do radości. A przy okazji jeden z lepszych informatorów o zbliżających się, wszelakich imprezach.

Hip – Hop[/b] – ulubiony rodzaj muzyki, najbardziej lubie Eldo, O.S.T.R., Moleste i młodego, mało znanego wykonawce – Kubsona. W sumie, nie wiem za co lubie tą muzykę. Po prostu lubię i już, czy to się komuś podoba czy nie.

Internet – zaczeło się lata temu, do modemu, przez który nic nie działało, sciągneło się pełno wirusów, i komp zamulał, ale potem przyszło stałe łącze, no i zaczęło się poznawanie wirtualnego świata. Rejestracje na forach, pierwsze posty, które kiedy teraz czytam, wydają mi się żenującymi farmazonami. Jednak dzisiaj mogę powiedziec, że internet znacząco wpłynął na moje życie. Rozmowy z niektórymi ludźmi z internetu, spotkania z nimi w prawdziwym życiu, forumowe dyskusje i spory. Fajna sprawa :] Poza tym jestem od interentu uzależniony, kiedy ostatnio zepsul mi się monitor, przez 4 godziny siedziałem u kumpla w sieci :]

Joaquin - :*:*:* uwielbiam go, jak już pisałem, wszystko zaczeło się od gry internetowej, w której był moim najlepszym zawodnikiem, w jakiej drużynie by nie grał, potem pierwsze filmiki, kompilacje, oglądanie meczów z jego udziałem. Do dzisiaj 17, jego numer na koszulce w Betisie, jest moją ulubioną liczbą. Nie rozumiem co on robi w Valencii, dlaczego nie przeszedł do Realu. Liczę, ze jeszcze kiedyś zobaczę go w królewskich barwach, bo że grałby świetnie, nie mam wątpliwości.

K***a – cóż, niezbyt to ładne słowe, ale w moim wykonaniu bardzo częste. W zasadzie przeklinam z przyzwyczajenia, próbuje się powstrzymywac, ale niezbyt dobrze mi to wychodzi. Mam nadzieje, ze kiedys uda mi się ograniczyc przeklenstwa, ale jak na razie niestety nie daje rady.

Legia Warszawa – ukochany klub w kraju, kibicuje Legii odkąd sięgam pamięcią, zreszta jak może być inaczej, skoro majac już 2,3 lata ojciec zabierał mnie na mecze. Dzisiaj żal mi patrzeć na protestujących kibiców, na puste miejsca na żylecie, czy na kibiców wyklinających włascicieli, o idiotach z Wilna nie wspominając. Bo Legia to dla mnie zawsze była niesamowita atmosfera na trybunach, wielka radość z wygranych i dodawanie otuchy po porażkach. Konflikt mam nadzieje, zostanie zażegnany szybko, a wyniki...a wyniki jeszcze długo będą takie jak teraz ;) Cieszą 4 zwycięstwa z rzedu, a styl...Styl jest słaby, ale i tak pozwala na zwyciestwa, wiec co to będzie jak cos się w Legii ruszy ? Legia Mistrz, Mistrz, Mistrz J

Madryt – miasto marzeń i snów, miasto które chce kiedyś odwiedzić, do którego ciągnie mnie od ładnych 8 lat, czyli od momentu, w którym poznałem Real. Fontanna La Cibeles, Estadio Santiago Bernabeu, ach...wierzę, że w niedalekiej przyszłości dane mi będzie odwiedzić to cudowne miasto.

Niemiecki język, ogólnie języki zagraniczne. Nie mam do nich talentu zupełnie. I to nie chodzi o to, ze się nie ucze, olewam, nie chce mi się. Bo naprawdę się uczę, staram się, a wychodzi jak wychodzi. Angielskiego uczę się od około 10 lat, może i bym porozumiał się z kimś, ale naprawdę mam z tym spore problemy. Mylenie czasów, których uczyło się już 100 razy, zapomnieć słówka, które się wkuwało i wkuwało. Z Niemieckim jest jeszcze gorzej, podstawy jako tako, ale nic wiecej. Chce się uczyc, siedze nad ksiazkami, mam dodatkowe lekcje... efekty takie same. Boli mnie to, ze każdy uwaza ze po prostu mi się nie chce. A mi się naprawde chce. Ale nie wychodzi :/

Olek, właściwie Aleksander – mój tata. Ma swoje wady, ma swoje zalety, ale jest człowiekiem, którego darzę ogromnym szacunkiem.

Piwo - ;] napój jak napój. Kiedyś kazda butelka to było przezycie, teraz kazda butelka to zawsze o jedna za mało. Mam 17 lat i chociaż to nie jest wiek, do picia alkoholu, to jednak chyba normalną sprawą jest, ze w moim wieku się pije. Szczerze mówiąc alkohol mnie nie pociąga. Lubię się napić czasem piwa, od czasu do czasu czegoś mocniejszego, ale być w stanie kompletnie nietrzeźwym nie lubię. Jakoś tak dziwnie. A co do piwa... Kró(L)ewskie, Żywiec i Carlsberg. Tyle.

Real Madryt – miłość życia, od 8 lat zapełniająca serce coraz bardziej. Emocje towarzyszące przez ten czas są niezapomniane. Pamiętam finał Ligi Mistrzów z Bayerem, kiedy na wycieczce szkolnej, wszyscy oglądali skupieni mecz, przed mały telewizorem, wtedy pierwszy raz poczułem magię Realu, potem się to wszystko kumulowało, od sezonu 2003/2004 przeżywanie porażek, ciągłych kryzysów, zmian na stanowisku trenera...to wszystko nie było przyjemne. Wszystko jednak idzie w niepamięć kiedy przypomne sobie wydarzenia tak niedawne. Nie pamiętam innych tak emocjonujących sytuacji. Końcówka sezonu, mecz z Saragossą, z jednej strony kibice Realu, z drugiej Barcelony. Eksplozje radości to z jednej, to z drugiej strony i szczęście po ostatnim gwizdku. Mecz z Majorką, w około grubo ponad 50 madridistas, przegrywamy, łzy w oczach i magiczna końcówka. To jest Real, za to kocham ten klub, za emocje które są nie do zapomnienia, za chwilę, które można wspominać do końca życia. Hala Madrid!

Spóźnialstwo – nienawidzę, sam się nie spóźniam i nie lubię jak inni się spóźniają. Nie rozumiem ludzi którzy się spóźniają, zawsze można wyjść z domu 10 minut wczesniej, zawsze można wszystko tak zaplanowac, że się zdąży. Czasami niespodziewane okoliczności, są zrozumiałe, ale przeciez są ludzie, którzy spozniaja się niemal zawsze. Nie lubie tego i nie będę tolerował.

Tsubasa – kto oglądał ten wie. Kiedyś oglądałem każdy odcinek, dałbym wszystko, żeby teraz jakas stacja powtorzyła wszystkie. Cudowne zwody Tsubasy, super strzały Kojiro, współpraca braci Tachibana, wielka przyjaźń Tsubasy z Misakim, czy nieszczęśliwa choroba serca, Misugiego, zawodnika który był chyba jeszcze lepszy nic Tsubasa. Poza tym cudowni bramkarze, Wakabayaschi i Wakaschimizu. Był czas, kiedy potrafiłem po kilka godzin siedziec na youtube i oglądac poszczególne odcinki. Ech... naprawdę swietna rzecz.

Uwagi w dzienniczkach – generalnie fajna sprawa. Niby powodem do dumy to nie jest, ale absolutnie nie uważam, żeby był to powód do wstydu. W podstawówce, było z tym różnie, pamiętam, ze na koncu dziennika wklejony był zeszyt, gdzie każdy miał dwie strony dla siebie. Z tego co pamiętam, to nie było roku, kiedy moje nie byłyby zapełnione. W gimnazjum wpisywalo się uwagi na koncu dziennika, pamiętam za na koniec 2 gim, miałem bodajże 25 uwag, a mimo to dobre zachowanie. W LO, jest powrót do podstawówki, tez osobny zeszycik, i co dziwne, nie zapełniłem nawet jednej strony. Czemu o tym pisze ? Absolutnie nie po to, żeby się pochwalić, jaki ja niegrzeczny jestem w szkole. Jestem niegrzeczny, mądrze się, jestem arogancki i niekiedy chamski. Ale jeśli taki jestem, to dlatego, ze wiem ze mam rację. Nie lubię sprzeciwu, jestem egoistyczny i uparty, ale potrafię przyznać rację. A, ze najczęściej to ja mam rację, to kończy się to uwagami. Niekoniecznie tylko w dzienniku.

Warszawa – na wstępie trzeba napisać, że nie jestem z Warszawy. Moja wioska, Raszyn jest tuż koło Warszawy. W zasadzie między znakiem, koniec Raszyna i początek Warszawy, jest około 15 metrów :] Z Warszawą łączy mnie liceum, Champions, znajomi i kilka miejsc do których często jeżdżę. W sumie do centrum mam około godzinki jazdy ode mnie. Ale Warszawe uwielbiam, nie wyobrażam sobie życia w pobliżu innego dużego miasta w Polsce. Może to przyzwyczajenie, może co innego, ale po prostu kocham to miasto. No a poza tym : „Urodziłem się w Warszawie, Legię kocham, Legię sławie” :]

Yippi-kay-ay, motherfucker – bez tego nie mogło się obyć. Sama kwestia z nieśmiertelnego Die Hard, w kazdej wersji, te słowa wypowiadane przez Bruce’a Willisa są powalające. Zresztą samo Die Hard to jeden z tych filmów, po których człowiek zaczyna interesować się filmami i chce obejrzeć, drugi taki jak ten. Nie obejrzy, bo w kategorii film sensacyjny/film akcji, nie ma lepszego. A poza tym film. Dużo oglądam, sporo wiem, aczkolwiek sporo też nie wiem. Mam swoje ulubione, przez wielu uważany za słaby „Efekt Motyla”, jeden z najlepszych w historii „Skazani na Shawshank”, stary Tarantino „Pulp Fiction”, nowy Tarantino „Death Proof”, czy druga już z adaptacji Kinga „Lśnienie”. Niestety, czasem jestem strasznie nieobiektywny w ocenianiu filmów, w którym graja moi ulubieni aktorzy. Scarlett Johanson, Lindsay Lohan, Kirsten Dunst, czy Bruce Willis, Josh Hartnett, albo Jason Statham. I o ile wiem, ze nie wszyscy oni sa aktorami swietnymi, niektórzy, sa nawet po prostu slabi, ale mimo to ich lubie i nie poradze na to nic :] Ostatnio często myślę, o studiowaniu czegoś związanego z filmem, ale jak na razie to tylko dalekie plany.

Zagubieni, vel Lost – serial stulecia, nie obchodzi mnie, ze niektórzy wolą Twin Peaks, innym podoba się Sopranos, a jeszcze innym Prison Break. Oglądam naprawdę sporo seriali i nie spotkałem się z tak świetnym jak Lost. Uwielbiam Zagubionych, nie mogę się doczekać lutego i jest ok. A co do innych seriali. Pierwszy sezon PB, był swietny, drugi to kaszana. Heroes stało się w pewnym momencie nudne i taki poziom utrzymało do końca. Jericho miało słaby start i rewelacyjna końcówke, czekam na drugi sezon. Dexter, to serial świetny, ale w pierwszym sezonie zdenerwowało mnie, ze przewidziałem zakończenie 5 odcinków przed końcem, obejrzałem 2 pierwsze odcinki drugiego sezonu – rewelacja.

Więcej mi się nie chce pisać już. Zakonczyłem Filmem i Serialami, wiec moimi kolejnymi po piłce nożnej fascynacjami :]

Dziękuję, za uwagę, pewnie i tak nikt nie będzie czytał. Pff :P

pozdrawiam

Awatar użytkownika
kaczy
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 7933
Rejestracja: 01 cze 2004, 10:04
Reputacja: 466

Post Wyświetl pojedynczy post autor: kaczy » 22 wrz 2007, 10:59

Po przeczytaniu tego tekstu zobaczycie że kaczy "pika-pika" to też zwykły człowiek taki jak wy który ma swoje uczucia ... ma swoje życie .



A : Arbuz , czyli jeden z moich ulubionych owoców ... uwielbiam zimny z lodówki ... zawsze !

B : Browar - nie jestem oryginalny , ale co mialbym napisac ... basseball czy też babcia ? heh , najbardziej lubie naszego Polskiego Żywca . ot.tyle na temat ;P


C : Cztanie - Zaczęło się calkiem niedawno kiedy przeczytalem 'Hebana' od Kapuścińskiego ... tak sie dziwnie stało że po 3 miesiacach obcowania z jego ksiazkami a trakcie czytania jednej z nich Ryszard zmarł :/ ... od tamtej pory regularnie czytam ... zdążyłem min. zaliczyc 'Ojca Chrzestnego' ... teraz czytam kolejną powiesc Mario Puzo 'Głupcy Umierają' - polecam



Edukacja : Uczęszczam do Technikum Morskiego - 'tech. mechanik okrętowy' ... po studiach na Akademi Morskiej w Gdyni zaczynam prawdziwe życie 'tu i tam' nie osiedle sie na stale w jednym miejscu , ale będe podróżował po świecie


f : fajki - No wiec mimo mojego młodzienczego wieku jestem uzależniony od nikotyny .... ale sądze że spora część moich równieśnikow ma ten sam problem .
Zacząłem dosyc wczesnie bo w 6 klasie podstawówki.
Nie bede się zbytnio rozpisywać na ten temat bo dużo by tego było , ale wspomniec moge o tym że starsi 'koledzy' zawsze kradli mi papierosy , i wtedy znalazłem metode taką że przeżuciłem się na 'męskie' ktore nie miały zbyt wielu degustatorów i spokojnie moglem chodzic za szkołe z czystym sumieniem .
A kiedy Mama wyczuwała odemnie tytoniowy zapach to kazała mi palic na siłe ... skonczylo sie na 13 sztukach kiedy to zarzygałem caly kibel (przez 2 tygodnie nie tknąłem tego gowna)
aha... no i teraz pale tylko i zawsze Camele ;D


G : Głodówka - Jestem dumny z mamusi gdyż jest ona inna niż wszystkie ;P jakis czas temu przeszła głodówke leczniczą dzieki ktorej piła samą wode przez równe 4 tygodnie ... (zero jedzenia) gdyby człowiek spróbował wszamac np. schabowego w tym czasie skonczylo by sie to dla niego smiercią gdyz organizm jest tak jakby uśpiony ... co tu gadac , nie jest to spowodowane anoreksją , odchudzaniem itd. lecz oczyszczeniem . niedowiarką proponuje zajrzec tutaj ;) http://www.glodowka.pl/

H : HOla - Hola Me llamo Patryk , Vivo en Kolobrzeg idt. ;P jak sie naprawde nudze to czytam książki edukacyjne do J. Hiszpanskiego lub przeglądam stronki na ten temat ...
Dzieki wiedzy którą sam sobie zdobyłem potrafie całkiem sporo jak na amatora ;D .
Dla przykładu powiem , że gdy codziennie czytam se artykuły z AS'a to wiem o co biega .. tzn. nie rozumiem słowo w słowo , ale bez problemu wiem o co chodzi .


I : Imię - Mam na imię Patryk



Jogging : ostatnio ze względu na nauke troche sobie odpuściłem , ale staram sie praktykowac ten rodzaj relaxu codziennie tzn po 22 w dresikach wypadam w nadmorski park i wzdłóż brzegu morza robie kilka ładnych kilometrów do Mola i Spowrotem .



Kołobrzeg : Moje Miasto :D Tu sie urodziłem , i tu mam zamiar wrócic na starosc . Mieszkam zaledwie ok. 500 metrów od morza Bałtyckiego . W wakacje bywa że usłyszec można tu tylko "Sprechanie" :/ kiedys wsiadlem do Pociągu ktory miał mnie zawiesc do Szczecina ... siedze sobie i jak to z nudów czlowiek przywykł robic , wsłuchuje sie w innych ... "co jest !?" caly przedział z 15 osób zapełniony Niemcami , co najdziwniejsze konduktor dyskutuje razem z nimi :| przestraszyłem sie że na Berlin jedziemy albo kto wie co jeszcze :/



L: Londyn - Piekne Miasto . Byłem tam na początku roku , aczkolwiek z Niemcami łatwiej mi sie dogaduje po Angielsku niz z samymi Angolami



M : Movies - lubie oglądać filmy ... ale jeszcze bardziej lubie je ściągać . Wiem że to nielegalne ale niedawno kupilem sobie 100 czystych cd oraz konto Rapidshare na miesiąc ... ale miałem frajde , co chwila cos wypalałem , tworzyłem sobie spisy videoteki . Tylko z tego wszystkiego wyszlo to , że brat popożyczał sporo filmow i się w tym wszystkim pogubiłem



P: Przeznaczenie - Otóż jako życiowy cel wyznaczylem sobie obecność na wszystkich imprezach piłkarskich , Euro i Mundialu . Bylem w 2006 roku w Niemczech , mam Bilety na 3 mecze w Austrii za rok (dowiem sie jakie to spotkania dopiero po losowaniu) RPA 2010 nie mam zamiaru opuścic ale to już zorganizowaną grupką najlepiej na mecz naszych Rodaków ;)



P : Patologia - tu też zarzuce swoje 5 groszy i wspomne wam o moich 2 wujkach ... jeden (moj chrzestny) jest Recydywą ... aktualnie siedzi teraz w areszcie w Goerlitz (Zgorzelec po stronie Niemieckiej) starczy wspomniec o jego przeszłości w ktorej to bawił się w chowanego na 'Nysie' i wyszlo na to , że w drodze do Szwecji zamkneli go i Deportowali wlasnie do Niemiec gdzie czeka na sprawe za wydarzenie z przed 4 lat :/
A o drugim powiem tyle że był UBekiem


O :Ojciec i Matka - Mama ma na imie Beata jest pielęgniarką na Dializie , a tata to Jacek , który jest mechanikiem na statku ... a dokładnie Chiefem Enginierem czyli drugi zaraz po Kapitanie ;)



s : Sny - Ostatnio bardzo często prześladują mnie conajmniej dziwne sny :/ przytocze wam tekst z mojego pamiętniczka ;)
"Kur*a!! , co drugi dzien ostatnio mam sny związane z "Wielką Falą"

Biegne sobie po drodze rowerowej do Podczela ... biegne , biegne , biegne .. Stop! , zatrzymuje sie bo slysze jakis dziwny szum . Odwracam się w lewo .... A tam jakies 500 metrow od brzegu Plynie Gigantyczna 40 Metrowa fala Tsunami ... Nie wiedzialem co robic wiec zacząłem uciekac odruchowo w prawo . Pełno krzaków , drzew , i Wszystkiego , gdzie nagle wypatrzyłem jakis domek , Ukryłem się w nim , zamknąłem od środka drzwi na wszystkie zamki ....
- Kilka godzin poźniej udało mi sie wydostac z tego jakże ciasnego pomieszczenia ... to co potem ujrzały moje oczęta przechodzi ludzkie pojęcie ... Był to sufit mojego pokoju ..."

natomiast ostatnio mialem taki inny nietypowy :
Oglądam sobie mecz Realu jakis tam , nie wiem nawet jaki (sami wiecie jak to jest w tym świecie snów) , no i ludzie zaczynają zwiewać z trybun jak to mialo miejsce 2 sezony temu w meczu z Sociedad chyba , kiedy to niby bombe podłożyli na Santiago Bernabeu ... i tak sobie oglądam aż wkoncu obraz się trzęsie ... widać wybuch , a po 2 sek. urywa się sygnał i TV zaczyna szumiec :/ Może się to wydawać absurdalne ale gdy się obudziłem naprawde dużo czasu spędziłem na przemyśleniach ....
Min. planuje dzienniczek snów założyc albo cos w tym stylu ...




W: Jak wiernośc "do FIFY" - zabrakło mi literki f wiec wciskam to tutaj . Jestem wierny fifie od 2001 części . Nie przeżuciłem sie na żadnego PESA czy isspro grywam w każdą część z seri EAsports ... a teraz nie moge sie doczekac 28 Wrzesnia kiedy to nadchodzi premiera Fify 08




To tyle co byłem w stanie napisać ...

Dziwnie sie teraz jakos czuje .

pzdr.

Awatar użytkownika
Akarin
Bundesliga ToNi Liga
Posty: 4539
Rejestracja: 16 paź 2005, 11:59
Reputacja: 45
Lokalizacja: Bolesławiec

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Akarin » 30 mar 2008, 15:09

Trochę to długo trwało zanim zabrałem się do napisania tego alfabetu, ale lepiej późno niż wcale :P

A- jak (oczywiście) alkohol. Większość od tego zaczyna to nie będę się wyłamywał :wink: . Trunki wysokoprocentowe towarzyszą mi, z pewnymi przerwami, od mniej więcej 15 roku życia. Nigdy jednak nie uważałem ich za podstawę moje egzystencji (vide Mentor :P ) piję dla
przyjemności a nie po to, aby poczuć się fajnym :P ostatnio jednak, za sprawą sąsiada, z którym jeżdżę na rowerze po każdej jeździe wpadamy do baru „Za Bobrem” na jednego browara. Podobno to też dobrze działa na organizm jak się po dużym wysiłku wypije jedno małe piwo. Ja tam żadnej różnicy nie poczułem na razie :wink: W moich dotychczasowych przeżyciach z alkoholem przesadziłem tylko dwa razy. Czytaj dwa razy byłem naprawdę pijany: pierwszy raz na sylwestra w 2005/2006 roku a
drugi raz na wycieczce klasowej w Pradze pół roku później. Po tym drugim incydencie do teraz nie piłem wódki. Tak wiem dla niektórych nie jest to normalne :P

B- jak, nie, nie Bayern :], B jak Bundesliga. Na Bayern też przyjdzie czas :wink: Bundesliga- wielu uważa ją za słabą ligę, Polacy uważają ludzi, którzy kibicują Niemieckiemu klubowi za zdrajców lub tak zwanych Volksdeutschów (niewielu zna to słowo dzisiaj :wink: ). Mi to jest zupełnie obojętne, co tacy ludzie, przez których nie przemawia nic mądrego tylko powtarzają głupoty z mediów, mówią i sądzą. Ale teraz już tylko, o Bundeslidze. Jest to moja druga miłość po Bayernie. Zapoznanie się z ligą miałem łatwe, bo jak już wiele razy mówiłem, moja matka jest germanistką i ma sporo kontaktów w Niemczech a ojciec też lubi piłkę, (choć nie jest takim maniakiem jak ja) i często oglądał na Defie, ARD skróty czy też całe spotkania Bl a ja jako mały brzdąc siadałem koło niego i się wypytywałem ciągle o tych gości latających za piłką. Ojciec mówił ja słuchałem. I jako 7 latek wiedziałem już, co nieco o naszych zachodnich sąsiadach i Bundeslidze. Zawsze podobało mi się jak grają ci piłkarze w czerwonych trykotach. Potem dowiedziałem się, że to zawodnicy Bayernu i zacząłem ich lubić najbardziej z wszystkich zespołów. Ale o tym później. Bundesliga dla mnie ma swój niepowtarzalny urok, piękne stadiony, świetni piłkarze (kiedyś było ich więcej). Zawsze podobał mi się Niemiecki styl gry. W Pucharach Europejskich zawsze kibicuję niemieckim zespołom. Oczywiście najgoręcej jednemu, ale reszcie również po to, aby odubowywali siłę Bundesligi. I na razie im to idzie nawet nieźle.

C- jak czekanie, czyli inaczej mówiąc cierpliwość. Nie jest to moja silna strona, bo często nie mam po prostu dla niektórych cierpliwości. Czasami jednak zdarza mi się, ku mojemu zaskoczeniu wytrzymać i kogoś nie skrytykować czy powiedzieć mu czegoś niemiłego dlatego, że się ociąga (w moim mniemaniu). Czasami przez to mam małe problemy. Nie lubię czekać na to aż ktoś coś w końcu zrobi i krytykuję (mówią, że jestem w tym dobry :/ )

D- jak derby, czyli spotkania specjalne w każdej lidze. Najważniejszymi derbami, oczywiście, dla każdego kibica Bayernu są derby z TSV. Można napisać książkę o tym co się tam działo. Pamiętne wrzuty Baslera i Loranta, czerwone kartki, akcje, gole. Jednak od dłuższego czasu nie ma prawdziwych derbów. Ostatnie prawdzie derby były w DFB-Pokal, kiedy to wygraliśmy po dogrywce, gola strzelił oczywiście Franck :P Od paru lat czekam na powrót TSV do pierwszej ligi, bo na spadek Bayernu do drugiej nie ma co liczyć :wink: :D

E- jak Ewa, imię dziewczyny w której się kochałem od 2 klasy podstawówki ( :P ) do 1 klasy gimnazjum. Nigdy nie udało mi się zdobyć jej względów. Choć nie, przepraszam, chodziliśmy ze sobą koło tygodnia :lol: muszę przyznać, że kiedy była trochę już starsza wyszedł jej niezbyt fajny charakter. Obecnie chodzi z jakimś przypakowanym kolesiem, który wydaje się znać tylko parę zdań i je powtarzać. Mówi, że mnie nie zna. To chyba dobrze.

F- jak Francja, czyli kraj za którym nie przepadam. Nie lubię francuskiego języka, jedzenia o reprezentacji mam niezbyt dobre zdanie. Ale w finale MŚ niejako z przymusu im kibicowałem, bo za przeciwników mieli Włochów. Tych samych, którzy wyeliminowali moją ukochaną reprezentację Niemiec z walki o tytuł. Poza tym Włochów też nie lubię. Finał MŚ był dla mnie katorgą :/

G- jak gry. Lubię współzawodnictwo. Gram niemal we wszystko w co umiem. Przez długi czas trenowałem badmintona, z sukcesami :] jednak poprzez problemy w klubie, brak sali do treningów przestałem grać na 2 lata. Potem wróciłem na parę miesięcy, ale zaczęła się runda rewanżowa w piłce i musiałem się skupić tylko na jednym sporcie. Obecnie gram w tylko w piłkę. Od czasu do czasu gram również w inne gry. Oczywiście również na kompie mam ulubione gry. Dużo czasu spędzam przed managerami (21 sezon Bayernem w CM 03/04, co roku mistrzostwo i 14 razy z rzędu LM :] ), strategiami (niezniszczalne Settlers) i innymi.

H- jak homik zwany również chomikiem. Fajne zwierzątko, zawsze chciałem mieć. Ale i tak najbardziej lubię koty :wink:

I- jak Innenverteidiger (*) , czyli na polski- środkowy obrońca. Z racji moich warunków fizycznych (191 cm wzrostu oraz 80 kg wagi) zawsze gram jako środkowy obrońca. Nie wiem dlaczego ostatnio jeden z trenerów wystawił mnie na lewym skrzydle, ale o już jego problem, bo zagrałem tam w miarę dobrze. A tak to zawsze gram na obronie, jedynie na podwórku gram na każdej pozycji poza atakiem :wink: Lubię tą pozycję, choć jest to odpowiedzialna pozycja, bo w klubie gramy w linii i wiesz, że jak ciebie miną to za tobą na 99% jest już tylko bramka + bramkarz. Cóż, ale można trochę bramek głową przy rogach nastrzelać :P

J- jak ‘ja chcę pojechać na mecz’. Czyli zdanie które ostatnio często wypowiadam, jako, że mam obiecane, że na 18 pojadę do Monachium na mecz Bayernu. Codziennie wypytuję rodziców jak się mają sprawy z załatwieniem biletów dla mnie. Jakiś kolega mamy, który mieszka w Niemczech podobno załatwia. Zobaczymy jak to będzie.

K- jak Klub. Czyli FC Bayern Munchen :wink: Moja piłkarska miłość. Wcześniej opisałem jak się zaczęło. Przez ostatnie lata nie miałem możliwości oglądania meczów ligowych, na szczęcie teraz mam szybkiego neta :wink: Klub, z którym jestem na dobre i na złe, myślę co by tu zmienić, analizuje grę, formę zawodników. Od pewnego czasu zgłębiam jeszcze bardziej historię. Staram się znaleźć jakieś ciekawostki. W tym roku doczekałem się wyjazdu na mecz. Mecz co prawda Pucharowy, przeciwko WSW Wuppertal. Opis, jak ktoś nie czytał :P tutaj: http://www.swiatpilki.com/viewtopic.php ... 6my#375135 . Każdy mecz jest dla mnie emocjonujący, choćbyśmy prowadzili 5:0 z Ulm :wink: Oczekuję, ze każdy gracz włoży całe serce do gry i będzie grał ku chwale Bayernu \o/ :D Moim marzeniem było zagrać kiedyś na AA, na to już za późno :P ale mogę się emocjonować meczami Bayernu, golami. No i narzekać, kiedy przegramy :P

L- jak Luca Toni. Jak wszyscy na forum widzą zapanowała mania na Luce :] moje uwielbienie do niego jest nieco dziwne kiedy bierze się pod uwagę fakt, że, uprzejmie mówiąc, nie lubię Włochów. Ani kraju a ni piłkarzy. Zawsze będę ich uważał za udawaczy. Ale nie o tym rzecz. Mianowicie Luca Toni to pierwszy włoski futbolista którego tak uwielbiam, nie ma innego takiego drugiego piłkarza. Wszystko zaczęło się od tego roku. Od tego roku mam szybszy internet, więc oglądałem dużo meczy w każdy weekend. Oglądnąłem prawie każde spotkanie Violi w rundzie rewanżowej i we wszystkich meczach zawsze największą moja uwagę skupiał Luca, lubiłem oglądać jak on gra a grał zawsze świetnie. Podobało mi się to jak współpracuje z drużyną, że strzela dużo bramek no i oczywiście, że nasi działacze chcieli go sprowadzić. Kiedyś napisałem, że „ok., Luca może przyjść, ale nie za 27 baniek” teraz powiem, że Luca jest bezcenny. Sam dokładnie nie wiem skąd ta fascynacja nim, ale jest świetnym piłkarzem, gra dla Bayernu, świetnie się wkomponował w drużynę, strzela dużo bramek, zalicza asysty, świetnie się cieszy, zawsze jest szczęśliwy- to wszystko złożyło się na to, że Luca jest moim ulubieńcem. Jeszcze żeby tylko zrezygnował z kadry ( :pray: ) , bo wtedy nie wiem co mam myśleć :P

M- jak Marek, czyli moje imię. Zawsze cieszyłem się, że mam takie imię. Żadnych głupich zdrobnień nie ma. Mało pisania przy podpisywaniu się, poza tym łatwe do zapamiętania i wymówienia. Dodam również, że na drugie mam Marcin a na bierzmowaniu przyjąłem jeszcze Michał. M&M’s :P

N- jak niespodzianka. Bardzo lubię niespodzianki, szczególnie takie jak wyjazd na mecz Bayernu :P

O- jak ortografia. Zazwyczaj nie mam z nią problemów, ale są przypadki, kiedy się gubię :P

P- jak Polska. Kraj, w którym żyję, kraj jak kraj, choć oczywiście są lepsze i mądrzej zarządzane to jednak jest to mój rodzinny kraj. Nie wiem czy kiedyś nie wyjadę z Polski za granicę. Wiem za to, że na pewno tu wrócę ( o ile wyjadę :P ). Zawsze kibicuje Polsce, mimo iż kochaną Orange się nie interesuję. Może kiedyś zacznę :wink:

Q- jak Quo Vadis? Szczerze mówiąc to sam nie wiem gdzie ja quo vadis, co ma być to będzie. Na razie staram się jak najmniej wysilać i mieć z tego pozytywne efekty. Tak aby nie wkładać w nic dużo pracy a mieć pożądany efekt. Chyba mi się to udaje na razie.

R- jak rower. Zawsze lubiłem jeździć na rowerze, jak byłem mały to jeździłem na rowerze z 4 kołami. Potem już tylko na normalnym rowerze jeździłem. Parę razy przekoziołkowałem, wywaliłem się, pozdzierałem, ale nigdy się do roweru nie zraziłem. Jak tylko jest ładna pogoda to wsiadam na rower i jadę gdzieś z kolegami. Albo samemu staram się pobić swoje rekordy w odległości i czasie.

S- jak Samochód. Mam jedno wymarzone auto. Mustang Shelby GT 500 z 1967 roku. Widziałem je w cenie 120 tys dolarów. Mało to nie jest, ale może uda mi się kiedyś przejechać tym cackiem. Na razie jednak muszę zrobić prawo jazdy :P Kurs startuje już niedługo.

T- jak Telewizor. Nie spędzam już tyle czasu co kiedyś przed TV, ale zawsze lubię sobie siąść i oglądnąć ulubione programy. Mam niemiecką satelitę, więc odbieram niemal każdy niemiecki program. Jako, ze niemiecki rozumiem bardzo dobrze to nie mam żadnych problemów z oglądaniem filmów, programów itp. Kiedyś chciałem kupić Cyfre +, ale rodzice zakupili Liveboxa z prędkością neta 2 mg, to w końcu mogłem spokojnie oglądać wszystkie mecze Bayernu na komputerze.

U
- jak UEFA Cup. Rozgrywki do których musiałem się przyzwyczaić. Oczywiście chętnie oglądałem mecze niemieckich drużyn w UEFA Cup, ale wolałem aby Bayern tam nie grał :P Sytuacja jednak jest taka, że Bayern, na jeden sezon, bierze udział w tych rozgrywkach. Oczywiście jest głównym faworytem od samego początku. Jednak pierwsze mecze pokazały, że przeciwko „No names” w europejskim futbolu będzie ciężko, bez zaangażowania. Teraz jest już dobrze, bo nie ma już kopaczy, tylko są piłkarze :wink: :P

W- jak Wrocław. Miejsce, gdzie chciałbym kiedyś zamieszkać, studiować. Jakoś, sam nie wiem czemu, uważam Wrocław za najlepsze miasto Polskie. Mam nadzieję, że uda mi się tam dostać na studia a potem zamieszkać na stałe.

Y- jak Yakuza. Uwielbiałem ich zabijać w GTA :lol:

Z- jak znak zodiaku. Nie wierzę w jakieś tam wróżby, łańcuszków na gg i kom nie przesyłam. Opis swojego znaku zodiaku czytałem bardzo dawno, ale z tego co pamiętam to trochę tam racji jest. Nie wierzę w jakieś tam nieszczęścia, które mogą mnie spotkać jak coś tam zrobię, lub nie zrobię. Jeszcze nic takiego się nie stało. A znak zodiaku mi się podoba, bo ma związek z kolorem niebieskim, czyli moim ulubionym :wink: :P

(*)- obecnie, od tego sezonu, gram jako napastnik. Styl podobny do Luki :D

Awatar użytkownika
(L)oczkerson
O Captain! My Captain!
Posty: 11662
Rejestracja: 01 gru 2004, 12:52
Reputacja: 621
Lokalizacja: W-wa

Post Wyświetl pojedynczy post autor: (L)oczkerson » 30 mar 2008, 16:22

A aaaaaaa tak sobie pomyślałem że coś w tym temacie napiszę :wink: ale i A jak Antyradio, czyli coś co gra w moim pokoju prawie zawsze kiedy w nim siedze i strasznie lubię tą bande lekko zwariowanych prowadzących i ich muzykę

B jak Browar czyli coś co poprostu lubie, głównie dlatego ze kojarzy mi się z przyjemnie spędzonymi chwilami ze znajomymi, kiedy zawsze jest wesoło. Często kończy się to morzem puszek w pokoju :D

C jak Chile, czyli miejsce gdzie zawsze chciałem pojechać. Głównie ze względu na bardzo interesującą mnie kulturę i historie Imperium Inków, której pozostałości można oglądać tam i w Peru.

D jak Del Piero pierwszy i jedyny prawdziwy idol, często mysle że mam strasznego farta mogąc oglądać tak legendarnego piłkarza.

E jak Ekonomia, czyli moja studyjna zmora od dobrego roku :twisted:

F jak Film, druga moja największa pasja obok piłki, uwielbiam kolekcjonować obrazy, które wywarły na mnie wielkie wrażenie, uwielbiam szukać tych bardziej wartościowych filmów z natłoku kiepskich, lubie też oglądać te stasze jak "okno na podwórze" czy "Rzymskie wakacje"

G jak Gigi Buffon, człowiek, który jest jednym z moich piłkarskich bogów

H jak Historia, czyli coś co zawsze bardzo mnie interesowało, głównie starożytność, różne kultury, legendarni wodzowie, jakieś odkrycia archeologiczne o których można sporo poczytać,

I jak Internet czyli bardzo fajny wynalazek :wink:

J jak JUVE czyli pierwsza drużyna która wywarła na mnie wielkie wrażenie jak jeszcze miałem jakieś 8 lat i tak już pozostało, zresztą jedyna rzecz jakiej jestem pewien w swoim życiu to to że zawsze będe kibicem JUVE (no i że nie będę gejem :P) no ale też J jak Jan, lub Jan-USZ, albo Januszek, albo Uszek, albo Krecik albo Jaszyn, czyli mój młodszy brat, kiedyś raczej mały gnom, ale ostatnio się wyrabia i spoko gostek z niego rośnie. Fajnie jest miec takiego "kumpla" w domu.

K jak Książka, może nie jestem jakimś nałogowym "czytaczem" ale często łapię się na tym że jak miesiąc czy dwa nie czytam niczego z wyjątkiem materiałów na studia (a ostatnio to są w większosi książki ekonomiczne i orzeczenia Europejskiego Trynału Sprawiedliwości) to mam uczucie jakby się kręcił bez celu i wtedy właśnie szukam czegoś w czym będe mógł się pogrążyć wieczorami czy w autobusie.

L oczywiście jak Legia, jedna z 2 moich miłości piłkarskich, miłości dość chropowatej, bo często mnie denerwuje, ale jest, ale L też jak..... Leszek, czyli jak pewnie mądrale się już domyśliły że mam tak na imię :P

M jak Muzyka, bez mojego odtwarzacza i magicznych słuchawek, dzięki którym inwalidzi muszą mnie potrącać na przystankach gdy nie słyszę że mam ich przepuścić, się z domu nie ruszam, a jak wracam to odpalam moje Radio i też muzyki słucham

N jak Nedved, czyli mój 3 piłkarski idol, głównie za harakter, profesjonalizm i tą rozpacz w 1/2 LM przeciwko Realowi, kiedy dostał kartę i wiedział że nie zagra w finale co jest marzeniem jego życia, tej chwili nie zapomnę i pamiętam że przez dobrą godzinę po wygraniu tego pięknego meczu, ja myslałem tylko o tym że Pavel nie zagra, a nie o tym że "jesteśmy w filane"

O jak Ortografia, czyli poprostu moja skłonność do byków :lol:

P czyli Pilka.pl poprostu strasznie lubię tę stronę :D

R jak Rock i Reggae czyli moja muzyka

S jak studia, czyli strasznie fajny okres w moim życiu. Studiuje Europeiskę na Uniwesytecie Warszawskim i często jest czężko, ale kapitalni ludzie, z którymi zawsze mozna się pośmiać to coś co mi daje dużo radochy w życiu
T jak Tarantino, czyli człowiek, którego filmy poprostu uwielbiam, Za klimat, za orginalność, za poczucie humoru.

U czyli nie mam pojęcia co ta pieprzona literka ma ze mna wspólnego poza lufami z ortografii

W jak Warszawa, mieszkam tóż koło Warszawy, a dokładnie w Magalence (tak tam gdzie strzelali :P) i wiekszość czasu spędzam w tym mieście i może nie jestem nim zauroczony bo taki Kraków gdzie też dość czesto ostatnio bywałem, jest ładniejszy, ale jakoś pasuje mi jego atmosfera i nie wyobrażam sobie życia bez takiej "metropoli" :lol:

Y Jak Youtube chyba, bo niby co innego, ogólnie najczęściej siedze tak tak w przedziale 1-3 w nocy kiedy już w domu jest tak przyjemnie pusto i poprostu przeglądam czasem śmieszne czasem beznadziejne filmy, które potem mogę z jeszcze większą przyjemnością pokazać znajomym jeśli jest warto.

Z jak Zakończenie :wink:

Kojoe
Podawacz Piłek
Podawacz Piłek
Posty: 4
Rejestracja: 27 maja 2008, 13:09
Reputacja: 0
Lokalizacja: Warszawa

Re: Forumowicz od A do Z (gotowe alfabety)

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Kojoe » 16 maja 2009, 18:49

AC Milan - pamiętam, kiedyś oglądałem finał LM 04\05. Po 3 bramkach Milanu nie wierzyłem w zwycięstwo. Na szczęście los się odwrócił. W 06\07 już tak nie było. Milan wygrał. Niestety.

Brat - to konto należało kiedyś do mojego brata. On był również wielkim fanem LFC. Jest jakimś tam informatykiem. Ciągle jest zajety.

Chris - mój najlepszy przyjaciel. Również fan LFC. Lubimy robić razem kawały.

Doncaster - tam pracował niedawno mój brat (teraz już w Polsce). Fajne miasto. Dużo do zwiedzania.

Ekler - mój ulubiony przysmak. Mógłbym jeść jednego za drugim

Fantasy - takie książki są najlepsze. Czytam jedynie takie (oprócz biografii fajnych sportowców).

Grzyb Wojciech - kiedyś jak byłem u wujka w Chorzowie na meczu Ruchu to dał mi autograf i krótko pogadałem z nim. Fajny człowiek.

Holandia - byłem tam na wakacje 06 i 07, tam jest przepięknie

Imanicki Paweł - mój nauczyciel w-fu, był kiedyś piłkarzem. Bardzo go lubię. Czasami na przerwach rozmawiam z nim o futbolu.

Jagiellonia - kiedyś byłem w Białystoku na meczu Jagielloni, kiedy jeszcze grała w 2 lidze. Mecz był bardzo fajny. Chyba z MKS Mławą

Kasia G. - moja dziewczyna. Czasem kiedy jestem smutny zawsze mnie pociesza <3

Liverpool FC - klub, któremu kibicuje. Mój ojciec był zawsze wielkim fanem tego klubu i zaraził tym mnie i brata

Łęczna - stamtąd pochodzę, dlatego też kibicuje w polskich rozgrywkach Górnikowi Ł.

Malarz - mój dziadek był malarzem. Niezbyt znanym, ale pracował dla jakieś firmy i malował dla niej obrazy.

Newcastle - jeden z moich kolegów jest ogromnym fanem tego klubu. Dobrze, że nie Evertonu

Ola - przyjaciółka od serca

Patapon - moja ulubiona gra na Playstation Portable

Rzym - też piękne miasto. Jestem wielkim podróżnikiem xD Byłem na stadionie, ale nie na meczu

Steven Gerrard - mój idol piłkarski. Podziwiam go w każdym calu. Jest świetny

Tata - mój kochany tata, który zaraził mnie Liverpoolomanią xD

Upson - jedna z lepszych gier na PC

Wawel - zazwyczaj zwiedzanie zamków mnie nudziło, ale Wawel jest inny i niezwykły

Yellow - tak mówili na mnie niektórzy, bo lubię kolor żółty (w 1 klasie pods.). Pseudonim został do dziś.

Zel - najlepszy przyjaciel z neta, znam go z kilku forum

Awatar użytkownika
Dr.Football1
I Don't Need No Doctor
I Don't Need No Doctor
Posty: 29549
Rejestracja: 24 paź 2009, 22:51
Reputacja: 1668
Lokalizacja: Bruksela
Kontakt:

Re: Forumowicz od A do Z (gotowe alfabety)

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Dr.Football1 » 08 sie 2013, 19:38

Fajny temat, jedziemy.

Atletico - moj ulubiony klub od bachora

Bruksela - tutaj mieszkam od 10 lat, miasto brudem i smrodem plynace

Czarne prostytutki - moje sasiadki niestety

Dziewczyna - Paulina, juz 6 lat razem and still counting

Emigracja - dotknela mnie w wieku 14 lat

Filmy - uwielbiam, ogladam namietnie, choc koneserem nie jestem

Glupota - niestety z wiekiem coraz wieksza, a kiedys bylem inteligentnym i oczytanym chlopcem :(

Horrendalne sumy - wydaje na papierosy i alkohol

Ice tea - jeden z moich ulubionych napojow, na kaca musze miec butelke

Jacek - moje imie, ciezkie dla obcokrajowcow, w Belgii jestem dla tutejszych "Rzasek"

Kokaina - jedyny narkotyk, ktory szanuje

Lato - nie lubie podobnie jak zimy, wkurzaja mnie skrajne temperatury, nie ma to jak wiosna i jesien

Mania - jestem maniakiem pilki noznej

Naiwny - jestem troche, za bardzo ufam ludziom, a jak wiadomo ludzie to skur***

Obrona srodkowa - pozycja na ktorej gralem za mlodu

Patologia - od malego obecna w moim zyciu, alkohol, rozroby domowe, rozbita rodzina etc.

Robota - nie chcem, ale muszem

Skauting - pasja, hobby i cos na czym najlepiej sie relaksuje

Taniec - nie tancze, no chyba ze na ostrej bani

Uroda - duzy, lysy, brzydki

Whiskey - od niedawna moj ulubiony alkohol, zaczelo sie od walenia cwiartek na "rozgrzewke"

X- Men - uwielbiam komiksy, filmy, bajki etc.

Y'a rien a dire - jezyk francuski, lubie uczyc sie jezykow, ale akurat tego nienawidze, choc musze go uzywac codziennie

Zupa - tylko grochowka, innych nie tykam, no chyba ze chinskie z torebki

Awatar użytkownika
futbolowa
Czerwona Diablica
Posty: 14055
Rejestracja: 10 kwie 2005, 11:26
Reputacja: 2025
Kibicuję: RKS Raków + ManUTD
Lokalizacja: Miasto Bandyckiej Miłości
Kontakt:

Re: Forumowicz od A do Z (gotowe alfabety)

Post Wyświetl pojedynczy post autor: futbolowa » 09 sie 2013, 1:19

Pomyślałam, że skoro już tu jestem, to i ja chamsko wbiję się w temat i będę jedną z tych, co się rozwleka na swój własny temat [mając pewność, że większość i tak 90% z tych głupotek nie przeczyta]:

A jak Alkohol (i inne używki) – tak, tak, poszłam śladem większości, żeby na dzień dobry poruszyć ten jakże popularny temat. Zasadniczo nie piję. Jeśli się zdarzy, to średnio wypadają mi dwa piwa, litr wina i ćwiartka wódki na rok. Wstyd się przyznać, ale mam za sobą dość poważne uzależnienie od alkoholu i leków, które skończyło się u mnie zapaścią, leczeniem i niczym przyjemnym, tak generalnie. Dlatego teraz unikam, jak tylko mogę, a po ślubie zamierzam zrezygnować z tego całkowicie.

B jak Bloghttp://kreatywa.net to najważniejsze dla mnie miejsce w sieci. Zaczęłam je prowadzić, kiedy mój promotor od licencjatu zarzucił mi, że od ciągłego pisania o piłce wyrobiłam sobie zbyt felietonowy styl pisania i żebym zmieniła odbiorcę na inteligentniejszego ;) No to zaczęłam pisać o książkach i tak piszę już czwarty rok, a po drodze zanotowałam tak wiele pozytywnych zmian w swoim życiu, że nie wyobrażam sobie, kim byłabym teraz, gdybym kilka lat temu nie kliknęła „załóż blog”.

C jak Częstochowa – miejsce specyficzne, takie, w którym nie żyje się dobrze, ale od którego uwolnić się nie da. Bo tutaj jest cudowny żużel, dobra siatkówka i jako-taka piłka, mnóstwo przepięknych miejsc i wspomnienia, które nigdy z głowy nie ulecą. Smutno tu nieco i mało optymistycznie w kwestii perspektyw na przyszłość, ale dzisiaj i tak wszędzie jest dobrze, gdzie nas samych nie ma.

D jak Drugie Życie – 28 września 2010 roku miało mnie spotkać coś złego. Ale w ostatniej chwili zmieniłam trasę. Kilka sekund później w miejscu, w którym powinnam była być, pojawiły się dachujący wóz. A ja jestem cała i cieszę się, że jeszcze jakoś trwam.

E jak Edukacja – największy błąd mojego życia – pójście na studia. Pięć zmarnowanych lat na polonistyce, które wniosły do mojego życia tylko tyle, że nienawidzę łaciny, obrzydza mnie gramatyka historyczna i wiem, że nigdy nie zostanę nauczycielem.

F jak Fila Brasileiro – najdziwniejszy pies, z jakim miałam do czynienia w całym swoim życiu, to moja Dunga (kto zgadnie, komu zawdzięcza imię? ;)). Jest totalną histeryczką, psem z problemami psychicznymi i największą chamicą, jaką znam. Dajmy na to: wracam po dwóch tygodniach wakacji, wyciągam ramiona, witając ją w progu, a ta swoje rude cielsko przetacza pod nimi i biegnie tulić się do mojego narzeczonego. Zdrajca, a nie pies!

G jak Gra – w piłkę, oczywiście. Wychowywałam się wśród pięciu facetów, na wuefie zawsze zrywałam się do grających w piłę, a na osiedlu spędzałam czas z chłopakami – po to tylko, aby grać, grać i grać, a potem dostać propozycję gry w znakomitym klubie i… złapać kontuzję ścięgna Achillesa, ciągnącą się za mną wiele długich lat. Ja kariery nie zrobiłam, mój M. kariery nie zrobił (poważna operacja nogi), ale jeśli nasze dziecko odziedziczy w genach tę pasję i te futbolowe talenta, jestem spokojna o to, że będę miała kiedyś syna w Manchesterze United.

H jak Haruki Murakami– absolutnie wyjątkowy pisarz. Człowiek, który potrafi mnie przygnieść, powalić na łopatki, przenieść do innej rzeczywistości i pozostawić niesamowity niepokój w moim sercu. Niczyja proza nigdy tak na mnie nie działała, niczyja fantazja nigdy mnie tak nie ujmowała. Jest to pierwszy człowiek, którego chcę poznać bardziej niż Giggsa i Cantonę.

I jak Inga – cóż, myślę, że nie mogę tu nie wyróżnić mojej „przyjaciółki”, która podczas mej epickiej imprezy osiemnastkowej postanowiła przygruchać sobie mojego ówczesnego. Gdyby nie to, pewnie pół roku później nie poznałabym tego, z którym jestem do dziś ;)

J jak Jazda, i to ostra – ciągle się do mnie dowalają, że przekraczam prędkość… na rowerze. Nikt nie daje mi rady na dystansie, na wycieczkach rowerowych wiecznie dojeżdżam do celu pierwsza, a potem pół godziny czekam na innych. Pół życia bałam się zbliżać do roweru, po tym jak w wieku siedmiu lat się prawie na nim nie zabiłam, a dzisiaj tylko przebieram nogami i czekam na ten moment w ciągu dnia, w którym będę mogła wsiąść i odjechać w siną dal…

K jak Kacper – czyli najważniejsza osoba w moim świecie. Ma sześć lat, a w swoim życiu spędził w szpitalach/klinikach i na rehabilitacjach więcej czasu niż każdy z Was na piłkarskich stadionach. Marzę o tym, abym kiedykolwiek mogła przestać martwić się o jego padaczkę, makabrycznie słaby wzrok, toksoplazmozę i milion innych problemów. Chciałabym, aby normalnie funkcjonował w społeczeństwie i wykorzystywał to, jak bystrym dzieciakiem jest, mimo wszystkiego, co przygotował dla niego los.

L jak Literatura – kocham książki, nałogowo gromadzę książki, żyję z książek i wiem, że kiedyś będę je pisać. Pierwszą napisałam w wieku siedmiu lat, a dotyczyła ona – o zgrozo! – seksu. Kolejne będą rozsądniejsze – np. ukażę kulisy pracy w kinie. Wierzcie mi, jak to przeczytacie, już nigdy nie będziecie chcieli tam jeść. A czasem i bywać ;)

M jak Marcin – druga najważniejsza osoba w moim życiu. Nie będę się tu rozwodzić na temat trwającej siedem lat miłości czy na temat wad i zalet najbliższego mi człowieka. Po prostu wiem, że warto uwzględnić w takim miejscu tę jedyną na świecie osobę, która toleruje mnie taką, jaką jestem.

N jak Nowotworek-Potworek– tak nazywam jednego uciążliwa, który zagłębił się w moim organizmie dawno, dawno temu, a który od dwóch lat jest już daleko stąd i mam nadzieję, nigdy nie wróci :)

O jak Ożenek – tralalalala, już w sobotę przywdzieję biało-zielone barwy (ku chwale ukochanej drużyny żużlowej), drugi raz w życiu dam sobie nałożyć fluid na twarz i ruszę do USC, by zorientować się, że przytyłam i nie mogę włożyć obrączki na palec. Tfu, by podpisać papiery i ślubować temu jedynemu miłość, wierność i uczciwość małżeńską, a potem opuścić poważny urząd w takt… hymnu Ligi Mistrzów, przyszykowanego specjalnie na tę okazję.

P jak Progenia – kiedy rodzisz się z czymś takim, a jesteś dziewczynką, a nie chłopcem, z góry wiadomo, że czeka cię przewalone życie. Bo wszelka inność i brzydota wywołują u ludzi poruszenie i prowokują ich do tego, by na twoim tle się dowartościowywać, albo poprawiać sobie humor, rzucając maksymalnie chamskie, obrzydliwe i koszmarne teksty, na jakie stać ich ptasie móżdżki.

R jak Robert – zawsze wiedziałam, że jestem typową „córeczką tatusia” i zostało mi to do dziś. Wspólne oglądanie meczów, identyczne poczucie humoru, podobny poziom złośliwości, podobne schizy. Mój ojciec jest tym, za kim najbardziej tęsknię po wyprowadzce. Oglądanie meczów z moim milczącym partnerem to makabra. Tylko z ojcem mogę drzeć się do telewizora albo na stadionie i tylko z nim mogę wsiąść w samochód i objechać wszystkie wiochy wokół miasta, żeby znaleźć jakikolwiek mecz, nawet A-klasy, w nudne popołudnie.

S jak Strajki – jestem jednym z największych buntowników w historii mojej szkoły. Organizowałam strajki (również okupacyjne) przeciwko: bieganiu na kilometr podczas WFu, skakaniu przez kozła i skrzynię, graniu w koszykówkę, wypalaniu traw, sprzątaniu pokoi (na Zielonej Szkole), chodzeniu po górach (ta sama Zielona Szkoła w Rabce). Namawiałam przy tym dziewczyny do sztucznych omdleń, których – za kasę! – uczyłam w szkolnym kiblu. Oprócz tego, pisywałam do dyrekcji (przy asyście koleżanek, oczywiście) setki donosów na niewłaściwie zachowania nauczycieli. Włącznie ze skargami na wychowawczynię o to, że... regularnie usprawiedliwiała nam wagary :)

Ś jak Świekra – niemiła, bez poczucia humoru, kłamliwa, niesympatyczna i fałszywa. I pomyśleć, że przez sześć lat żyłam z nią w superzgodzie, a potem okazałam się złym człowiekiem, bo odmówiłam zamieszkania pod jej „nieziemskim” dachem i jeszcze śmiałam ukraść ukochanego synka.

T jak Tatuaże – póki co – mam dwa. Pierwszy sprezentowali mi rodzice na osiemnastkę, drugi sprawiłam sobie na fali miłości do Beatlesów. W planach mam jeszcze kilka (kota ze świata Murakamiego, lwa Włókniarza i Czerwonego Diabła). Czekam tylko na ślub, aż szanowna „teściowa” nie będzie mogła wyzywać do mojego M. jaką jestem kryminalistką, że się tatuuję (po ostatnim razie miałam miesięczny zakaz wstępu do ich domu :D) i jak to będzie wstyd mieć obok siebie Pannę Młodą z „wroną na dupie” i „gazetą na plecach”.

Obrazek

i

Obrazek

U jak United - to oczywiste, że musiało znaleźć się tu miejsce dla ukochanego Manchesteru United, który od 1995 roku nieprzerwanie gości w moim sercu. Ludzie mówią, że to proste kibicować tak dobrej drużynie, ale ja uważam, że wcale tak nie jest. Bo dziwnym trafem, ilekroć Manchester przegra, wiedzą o tym panie ze spożywczaka, koleżanki ze szkolnej ławy i niezainteresowani piłką kumple – wszyscy nagle znający się na temacie i przygadujący, jak to „te moje cieniasy dowaliły”. A jeszcze więcej od Czerwonych Diabłów wymaga moja rodzicielka, która już w czwartej minucie meczu komentuje stan 0:0 słowami: „no ale ci twoi słabi, szczelić nie potrafią” :| I to ma być proste kibicować tym, co zawsze „powinni wygrywać”?

W jak Włókniarz – nie lubię porównywania, czy kocham bardziej MU czy Włókniarz, ale faktem jest, że drużyna z mojego miasta jest moją małą obsesją. Jako że przez dwadzieścia dwa lata mieszkałam w sąsiedztwie stadionu żużlowego, spędzałam tam całe dnie – zawsze musiałam być obecna na sparingach, treningach, wyścigach młodzieżowców i meczach oczywiście. Za całe życie nie poszłam na jeden – zapalenie płuc okazało się nie do przejścia. Resztę życia dostosowuję do kalendarza żużlowego – jeśli pokrywa się z komunią kuzyna albo chrzcinami w rodzinie, potajemnie uciekamy z ojcem wcześniej. Ewentualnie kolejny raz jestem zmuszona udawać atak wyrostka robaczkowego.

Z jak Zakończenie – wtrąciłam się w ten wątek, żeby przedstawić siebie bliżej, chociaż wiem, że to wcale nie jest tak do końca konieczne, bo i tak dobrze mnie znacie. Mogłabym w tym miejscu podziękować Wam za to, że mimo wszystkiego, traktujecie mnie i inne kobiety na forum poważnie. Mam sporo niemiłych doświadczeń z innymi tego typu miejscami, gdzie z kobietami z zasady w dialog o sporcie się nie wchodzi i traktuje je maksymalnie protekcjonalnie. Piłka.pl to jedyne znane mi miejsce, do którego zawsze mogę wrócić i wiem, że będzie tu wesoło, mądrze i ciekawie. Nawet jeśli nabijacie się z głupot w sezonie ogórkowym i tak wiem, że wszyscy się tu nawzajem uwielbiacie :D

ODPOWIEDZ

Wróć do „Gry Forumowe”