Na początku Hull bardzo odważnie atakowało, Villa się rozpaczliwie broniła, ale gole nie padały. W drugiej połowie Villa trochę żwawiej atakowała, w końcu się opłaciło. Wygrali 1:0 po samobójczym golu.
Mają podopieczni Martina ostatnio sporo szczęścia. Wygrana z WHU po samobójczym trafieniu w 80 minucie, później bramka z niczego w doliczonym czasie z Arsenalem, a teraz znów - choć mecz był raczej remisowy z lekkim wskazaniem na Hull, to Villa wygrywa znów po samobójczym trafieniu.
Bennett doliczył 3 minuty i w 93 - piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki Friedela [który dziś nie bronił zbyt pewnie - 2 błedy w 1 połowie, gdzie nawet można by dostrzec błąd sędziego który nie uznał gola samobójczego
A więc sporo szczęscia i wazne 3 pkt jadą do Birmingham.
Trochę chaotycznie może napisałem, ale kupony do samego końca wisiały na włosku









