
Post Wyświetl pojedynczy post autor: Marco Van Basten » 12 sty 2012, 18:25
Marco Van Basten
Post Wyświetl pojedynczy post autor: franz » 12 sty 2012, 18:37
Ja tez.Emerald pisze:Szanuje Jaruzelskiego
ifranz pisze:prof. dr hab Antoni Dudek napisał(a):Krótki bilans stanu wojennego.
Pełna liczba ofiar stanu wojennego jest niepoliczalna. Mówiąc o nich zwykle myślimy o górnikach zastrzelonych w kopalni „Wujek”, czy manifestantach zastrzelonych w Lubinie i innych miastach. Jednak obok kilkudziesięciu ludzi zabitych przez milicję podczas pacyfikacji strajków, rozpędzania demonstracji czy też uśmierconych przez tzw. nieznanych sprawców, których znamy z imienia i nazwiska, są jeszcze zmarli przedwcześnie wskutek odniesionych wówczas obrażeń, albo też tylko dlatego, że ich bliskim nie udało się w porę wezwać pogotowia ratunkowego za sprawą wyłączonych przez kilka tygodni telefonów.
W cieniu ofiar śmiertelnych pozostaje blisko dziesięć tysięcy internowanych oraz około 11 tys. postawionych przed sądami i w większości w wyniku ich wyroków uwięzionych. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi zostało skazanych przez kolegia ds. wykroczeń na kary aresztu lub wysokie grzywny. W setkach tysięcy można natomiast liczyć tych, którzy w wyniku masowych czystek stracili pracę, zostali zdegradowani lub pozbawieni szansy na awans tylko dlatego, że należeli do „Solidarności”. Niemożliwe do oszacowania są też straty poniesione przez tych, którzy za sprawą zamknięcia granic stracili możliwość wyjazdu. Aby jednak uświadomić sobie ich skalę warto zauważyć, że o ile w 1980 r. granicę PRL przekroczyło wyjeżdżając w celach prywatnych blisko 6,5 mln Polaków, to w 1982 r. było ich zaledwie 717 tys., z czego na Zachód udało się jedynie 168 tys. Bardzo często były to wyjazdy w jedną stronę, przy czym ponad dwa tysiące działaczy opozycji nakłoniono do emigracji groźbą różnorodnych represji. Szacuje się, że w latach 80. Polskę opuściło łącznie około miliona ludzi, w dużej części młodych i wykształconych. W przeciwieństwie do wielkiej fali emigracji ekonomicznej po wejściu Polski do UE, były w większości były to wyjazdy na stałe.
Wyjeżdżający opuszczali kraj pogrążony nie tylko w ostrym konflikcie politycznym, ale i głębokim kryzysie ekonomicznym. „Musi być świadomość, że nie ma innego wyjścia niż zaciskanie pasa przez dłuższy czas i przez wszystkich” – mówił w kilka miesięcy po wprowadzeniu stanu wojennego na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR gen. Wojciech Jaruzelski. Pod osłoną stanu wojennego, w lutym 1982 r., władze wprowadziły największą w dziejach PRL podwyżkę cen. Żywność podrożała średnio dwu i półkrotnie, a opał i energia blisko dwukrotnie. W rezultacie tej operacji dochody realne ludności spadły o jedną trzecią. Mimo posiadania pełni władzy, ekipa gen. Jaruzelskiego okazała się całkowicie bezsilna wobec permanentnego kryzysu ekonomicznego (w 1982 r. dochód narodowy spadł o kolejne 5,5%), który w okresie jego rządów stał się zjawiskiem o trwałym charakterze. Propagandowym deklaracjom o reformie gospodarczej, towarzyszyły takie działania jak militaryzacja w lipcu 1982 r. fabryk obuwia, co miało zapobiec załamaniu się produkcji butów przed sezonem zimowym. Oczywiście buty - podobnie jak wszystkie ważniejsze artykuły żywnościowe oraz niektóre przemysłowe - objęto systemem kartkowej reglamentacji.
Towarów brakowało, a jakość tych która trafiała do sklepów była katastrofalna. Wedle danych Państwowej Inspekcji Handlowej w 1983 r. aż 60 proc. konsumpcyjnych artykułów przemysłowych (takich jak odzież, obuwie i meble) nie spełniało podstawowych norm jakościowych. Jednak zdominowany w coraz większym stopniu przez wojskowych aparat władzy, nie potrafił temu zaradzić, a reakcją gen. Jaruzelskiego było tworzenie kolejnych instytucji kontrolnych, z których najsłynniejsza była zainspirowana pomysłem Lenina Inspekcja Robotniczo-Chłopska. Jej członkowie penetrowali zaplecza sklepów w poszukiwaniu ukrywanych tam towarów oraz ścigali na bazarach wraz z milicjantami handlujących tam „spekulantów”.
franz pisze:Bardzo merytoryczny tekst, świetnie obrazujący kreowanie mitu Jaruzelskiego (warto poświecić chwile):
Operacja "Wallenrod"
Całkowita bezkarność i wsparcie części mediów zrodziły w Jaruzelskim poczucie, że może iść na całość – twierdzi historyk
Po telewizyjnej emisji filmu Roberta Kaczmarka pt. "Towarzysz generał" rozmaite kolorowe pisemka przystąpiły do ocieplania wizerunku głównego bohatera obrazu Wojciecha Jaruzelskiego. Teraz dołączył do nich "Wprost", publikując wywiad rzekę Zbigniewa Hołdysa z byłym komunistycznym dyktatorem.
Oprócz zestawu znanych od lat niedorzeczności, dzięki którym były I sekretarz PZPR przekonuje, że wprowadzając stan wojenny, zbawił Polskę, pojawił się element nowy. Jaruzelski przedstawił się jako Konrad Wallenrod, który całe swoje życie zabiegał o niepodległość Polski i demokrację. Finezyjną walkę z wrogim systemem miał podjąć już w chwili zakończenia II wojny światowej.
Jak powiedział sam bohater: "było poczucie, że powstaje jakaś szansa, że Polska może być państwem, nawet ułomnym, nawet zależnym, ale państwem narodowym we wszystkich sferach jego działalności. Więc stabilności takiej Polski trzeba strzec, umacniać ją i stopniowo zmieniać. To mi później towarzyszyło. I doszło do Okrągłego Stołu". Droga towarzysza generała do przełomu 1989 r. wydaje się jednak znacznie bardziej kręta, niż dziś widzi to sam generał. Jej kluczowe elementy warto zawsze chronić od zapomnienia.
Mitoman
Autobiografię zaprezentowaną we "Wprost" otwierają opowieści bohatera z czasów II wojny światowej: Niemcy padają jak muchy, a Jaruzelski co i rusz zbiera kolejne zasłużone awanse. Kłopot w tym, że znaczna część tej legendy to mistyfikacja preparowana po wojnie przez samego bohatera i podległych mu "naukowców" z Wojskowego Instytutu Historycznego. Przez wiele lat Główny Zarząd Polityczny WP blokował na przykład wydanie pamiętników Berlinga, domagając się, by ten wcześniej dołożył do tekstu kilka niezbędnych poprawek o "młodym, zdolnym podporuczniku Jaruzelskim".
W latach 80. okazało się, że towarzysz generał niemal sam – by sięgnąć po innego klasyka – "tymi ręcami" rozbił armię niemiecką na Pomorzu. Byli jednak tacy, którzy tę wizję kwestionowali. Piotr Jaroszewicz wspominał po latach: "chociaż napływały do mnie niemal codziennie meldunki o bohaterstwie żołnierzy I Armii w walkach, nie pamiętam, aby kiedykolwiek wśród zasłużonych bohaterów pojawiło się jego nazwisko. (...) Dlatego zdziwiło mnie niezmiernie, że w 1985 roku w 40. rocznicę walk o Wał Pomorski głównym bohaterem dnia był właśnie Jaruzelski, a gen. Florian Siwicki wygłosił wręcz wiernopoddańcze przemówienie na temat bohaterskich wyczynów swojego szefa".
Zdaje się, że sam Jaruzelski nie bardzo już wie, co w jego życiorysie jest prawdą, a co mistyfikacją. W rozmowie z Hołdysem stwierdził na przykład, że pierwszy stopień oficerski otrzymał już w 1943 r. Informacja jest nieprawdziwa – wydarzenie to miało miejsce dużo później, pod koniec 1944 r.
Co ciekawe ostatnimi laty Jaruzelski utrzymywał, że w czasie wojny był dwukrotnie ranny, a także – jesienią 1944 r. na przyczółku warecko-magnuszewskim – poważnie kontuzjowany. Ale wszystkie dokumenty z lat 1943 – 1946 pochodzące z jego teczki personalnej w jednej kwestii są wyjątkowo zgodne: Jaruzelski nigdy nie był ranny.
Zresztą, niebezpieczne skłonności generała do koloryzowania dały znać o sobie już w czasach jego młodości. W 1944 r. Jaruzelski pisał do matki i siostry, że objął dowództwo kompanii. Kłopot w tym, że nigdy nie dowodził jednostką większą niż pluton, a w liście do najbliższej rodziny po prostu mijał się z prawdą. W innych listach twierdził, że jako jeden z pierwszych wkroczył w styczniu 1945 r. do Warszawy
Wkrótce potem z Pomorza Zachodniego pisał: "wczoraj dotarliśmy do morza i znów miałem szczęście być pierwszym Polakiem, który napoił konia w morzu, o czym pisały dwie gazety". Koń słonej wody raczej nie pije. A o Jaruzelskim nikt wtedy w gazetach nie pisał. Słowa towarzysza generała należy więc traktować z pewnym dystansem. W jego przypadku prawda od lat ustępuje megalomanii i "kompleksowi prymusa".
Utrwalacz
Im dalej w głąb swojej biografii, tym częściej rozmówca "Wprost" mija się z prawdą i dokonuje kolejnych manipulacji. W sposób fałszywy przedstawia swój udział w zaprowadzaniu komunistycznych porządków w latach 1946 – 1947.
Jaruzelski rozpracowywał wówczas polskie podziemie między innymi w Piotrkowskiem. W czasie wyborów z 1947 r. jego jednostka wysyłała w teren tzw. grupy ochronno-propagandowe, które terroryzowały miejscową ludność i aresztowały sympatyków PSL. Tych, którzy z bronią w ręku stawiali wówczas opór komunistom, Jaruzelski nazywał wcześniej bandytami. Dziś już się tak nie da, więc zmienił taktykę i pyta Hołdysa retorycznie: "mam szacunek dla tych wszystkich, którzy kierując się patriotycznymi motywami, szli do lasu – ale czy nie byli patriotami ci, którzy stanęli po drugiej stronie?".
Nie ma znaku równości pomiędzy działaczami polskiego podziemia walczącymi o niepodległość a zwalczającymi ich funkcjonariuszami UB i ludźmi formatu Jaruzelskiego. Ci pierwsi pozostaną bohaterami. Ci drudzy – działającymi na szkodę Polski budowniczymi komunistycznego systemu.
W czasach najgłębszego stalinizmu towarzysz generał znalazł się w instytucjach centralnych MON. W ramach umacniania wolnej Polski chwilowo ją sowietyzował. Jeździł po kraju na inspekcje szkół wojskowych, w których kontrolowano wiedzę przyszłych oficerów na temat towarzysza Stalina i przodujących nauki radzieckiej pod przewodnictwem Trofima Łysenki.
Co dość charakterystyczne, w czasie wspomnianych kontroli podstawą weryfikacji właściwego światopoglądu uczniów nie była linia polityczna Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, tylko ideologia sowieckiej KPZR. Po jednej z kontroli, w marcu 1951 r. Jaruzelski pisał: "podstawowa masa kadry i stanu zmiennego szkoły rozumie zachodzące u nas przemiany, oddana jest prawie budownictwa socjalizmu i przyjaźni dla potężnej twierdzy pokoju, ZSRR. W szkole w widoczny sposób wśród całego stanu osobowego wzrosło przywiązanie i zrozumienie dla PZPR oraz umocnienie miłości do WKP(b) i wodza postępowej ludzkości Generalissimusa Stalina".
Po Październiku 56. ludzi skompromitowanych sowietyzowaniem WP usuwano na podrzędne stanowiska. Jaruzelski wyczuł zmianę klimatu i za wszelką cenę usiłował wyjechać z Polski na studia w ZSRR. Bezskutecznie. Ostatecznie w 1957 r. trafił do 12. Dywizji Piechoty w dość odległym od stolicy Szczecinie. Stąd jednak dzięki sprytowi i wiernopoddańczemu stosunkowi do nowej ekipy udało mu się wydostać już po kilku latach.
Tropiciel niepokornych
W 1960 r. patriotyzm tow. Jaruzelskiego zaprowadził go na stanowisko szefa Głównego Zarządu Politycznego WP. Struktura ta zajmowała się indoktrynacją na niespotykaną poza wojskiem skalę. Patriotyzm identyfikowano wprost jako wierność partii komunistycznej i Związkowi Sowieckiemu. Propaganda GZP była znacznie bardziej pryncypialna i agresywna niż ta PZPR. Aparat kierowany przez Jaruzelskiego prócz indoktrynacji zajmował się tropieniem każdego "podejrzanego politycznie odszczepieńca".
Szczególnie dużo uwagi Jaruzelski poświęcił walce z Kościołem katolickim. Z właściwą sobie pedanterią szef GZP wydawał kolejne zarządzenia i instrukcje w sprawie indoktrynacji i prześladowań powoływanych do wojska alumnów. Głównym celem tych działań było zmuszenie ich do rezygnacji z dalszych studiów na rzecz życia świeckiego.
Wedle jednego z dokumentów podpisanych przez Jaruzelskiego w 1964 r. oficerowie polityczni, którzy pracowali nad alumnami, mieli w czasie pogadanek zwracać uwagę między innymi na "antyhumanitarny charakter religii, istotą której jest czynienie z człowieka bezwładnego narzędzia w rękach klas panujących oraz demaskowanie pseudopatriotycznego oblicza kleru, a szczególnie jego hierarchii".
Dalszy żywot tow. Jaruzelskiego jest już lepiej znany: czystki antyżydowskie rozpoczęte w wojsku w 1967 r., które towarzysz generał kończył gdzieś w latach 80., oraz inwazja na Czechosłowację. W 1970 r. masakra na Wybrzeżu, za którą był co najmniej współodpowiedzialny.
Żenująca uniżoność
Wcześniej, w 1968 r., w dniu, w którym miały miejsce pierwsze protesty studenckie, Władysław Gomułka podjął decyzję o mianowaniu Jaruzelskiego ministrem obrony narodowej. Już 17 marca 1968 nowy szef MON wydał "Zarządzenie w sprawie powoływania i przebiegu służby wojskowej relegowanych i zawieszonych w prawach studenta" umożliwiające błyskawiczne wzięcie w kamasze niepokornej młodzieży.
Tych, którzy nieopatrznie byli niezdolni do służby wojskowej, miano wezwać na komisje lekarskie, by "uaktualnić" im kategorię zdrowia. Wybrano dla nich specjalne jednostki z daleka od Warszawy (Żagań, Hrubieszów), gdzie mieli zostać poddani rozmaitym szykanom. Zresztą podobne metody zastosowano wobec "ekstremistów" z "Solidarności" w 1982 r.
Także z powodu jego późniejszej działalności nie bardzo da się mówić o Jaruzelskim jako o mężu opatrznościowym Polski. W wywiadzie udzielonym "Wprost" towarzysz generał utrzymuje, że przez lata PRL umacniał stabilność i bezpieczeństwo Polski. Sęk w tym, że robił coś dokładnie przeciwnego: w latach 70. WP było bardziej uzależnione do Sowietów niż za jego poprzedników.
Sam Jaruzelski prezentował wobec sowieckiej kadry dowódczej postawę wręcz żenującą swoją uniżonością. Wspólnie z Sowietami gotował ludowe Wojsko Polskie do inwazji na Zachód, co (gdyby wojna doszła do skutku) nieuchronnie skończyłoby się nuklearnym kontratakiem Zachodu i całkowitym unicestwieniem Polski. Lata 80. to stan wojenny i niemal dekada wyjątkowo nieudolnych rządów, które doprowadziły do cywilizacyjnego regresu i gospodarczego upadku.
Tymczasem dziś w tygodniku "Wprost" Jaruzelski wychwala swoje rzekome zasługi. Ma do nich należeć fakt, że pod koniec lat 80. uzyskał od Michaiła Gorbaczowa dokumenty katyńskie i oficjalne potwierdzenie, kto jest autorem zbrodni: "przecież to ja pierwszy po pięciu latach usilnych starań wydarłem oficjalne uznanie prawdy o Katyniu".
Prawda o Katyniu mogła oficjalnie ujrzeć światło dzienne, bo w Moskwie pojawił się Gorbaczow, a zasługi Jaruzelskiego w tej sprawie są rzeczą trzeciorzędną. W niczym nie rekompensują faktu, że wcześniej, przez kilkadziesiąt lat, towarzysz generał był jednym z najważniejszych strażników nie tylko kłamstwa katyńskiego, ale też całej gamy innych faktów historycznych ukrywanych przez władców PRL. Tych naukowców, którzy półgębkiem wspominali o niewygodnych tematach, wyrzucano wówczas z pracy. Tak jak Jaruzelski w latach 70. osobiście wyrzucał z pracy prof. Marię Turlejską.
To Główny Zarząd Polityczny WP Jaruzelskiego na masową skalę fałszował historię Polski. To jego podwładni w czasie karnawału "Solidarności" w ciągu jednego dnia usunęli "pomnik katyński" postawiony na Powązkach. To jego SB ścigało drukarzy i kolporterów podających prawdę o mordzie w Katyniu.
Z punktu widzenia tych jego zasług dzisiejsze wyznania Jaruzelskiego o "wydarciu uznania prawdy o Katyniu" brzmią jak groteska. Nie mniej zabawnie brzmią słowa generała o wielkich zasługach na drodze do budowania demokracji poprzez zorganizowanie obrad Okrągłego Stołu. Jaruzelski oddawał władzę, bo gospodarka była w stanie agonalnym, a sam system – nie do obrony. Generał ścigał się wtedy z czasem, a Okrągły Stół był dla niego jedyną szansą, by nie skończyć tak jak później skończył tow. Ceausescu.
Jaruzelski dobrze wie, kim jest i co w swoim życiu robił. Zapewne dlatego w 1990 r. kazał zniszczyć wszystkie stenogramy Biura Politycznego z lat 1981 – 1989 – dokumenty kluczowe dla zrozumienia i opisu funkcjonowania mechanizmów jego dyktatury. Równie dokładnie wyczyszczono inne dokumenty PZPR dotyczące jego osobistej działalności.
Wiedzę z tych dokumentów od 20 lat Jaruzelski usiłuje zapełnić swoimi wyjaśnieniami, referatami i wywiadami. Ich wartość jest głównie makulaturowa, tak samo jak wywiad opublikowany w ostatnim "Wprost". Bardziej niż historię ilustruje on mechanizmy funkcjonowania polskich mediów i stan świadomości bohatera wywiadu. Tekst jest typową ustawką pozwalającą generałowi na kolejne powtórzenie w przestrzeni publicznej własnej zmistyfikowanej wersji historii.
Cierpiętnicze miny
Bardzo charakterystyczna jest również postawa samego Jaruzelskiego. Dzięki degrengoladzie wymiaru sprawiedliwości III RP przez 20 lat nie odpowiedział on za żaden ze swoich czynów: ani za niszczenie akt, ani za Grudzień 70., ani za stan wojenny, który był zwykłym puczem wojskowym nawet w świetle obowiązującego wówczas prawa.
Jaruzelski przez lata mógł na salach sądowych robić cierpiętnicze miny starca z trudem opierającego się na lasce, po czym po rozprawie rześkim krokiem ruszał do kasyna oficerskiego na spotkanie z plejadą kadry wojskowej PRL i III RP. Dziś poczucie całkowitej bezkarności i wsparcie części mediów zrodziły w genseku poczucie, że może iść na całość i publicznie uznać się za Konrada Wallenroda.
Mamy wolny kraj, więc każdy może uznawać się za kogo mu się podoba. Osobiście jednak w operacji "Wallenrod" nie wróżę Jaruzelskiemu przesadnych sukcesów. Bo jaki jest koń, to każdy widzi, i akurat z tego konia nic innego zrobić się nie da.
franz

Post Wyświetl pojedynczy post autor: NoName1989 » 12 sty 2012, 21:36
Na początku się uśmiałem, bo potraktowałem to jako żart. Po chwili doszedłem do wniosku, [k****] on nie żartuje, on szanuje śmiecia, który skazał na więzienie oraz śmierć swoich rodaków. "Człowieka" który jest zdrajcą narodu i sługusem zbrodniczego związku narodów jakim był ZSRR przez który zginęło wiele milionów istnień ludzkich. Szanujesz jaruzelskiego, który utajniał, ba! karał więzieniem za rozmowy o Katyniu !Emerald pisze:Szanuje Jaruzelskiego.
NoName1989
Post Wyświetl pojedynczy post autor: Boromir » 12 sty 2012, 21:59
Boromir

Post Wyświetl pojedynczy post autor: NoName1989 » 12 sty 2012, 22:03
NoName1989

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Cris7 » 12 sty 2012, 22:05
Od każdego powinien.NoName1989 pisze:Od moje 90letniego dziadka dostałbyś po prostu w ryj.
Cris7
Post Wyświetl pojedynczy post autor: franz » 13 sty 2012, 21:30
Nie chciałem być az tak bezpośredniCris7 pisze: NoName1989 napisał(a):Od moje 90letniego dziadka dostałbyś po prostu w ryj.
Od każdego powinien.
Wreszcie mamy sadowe potwierdzenie faktów. Oto chodziłoSąd uznał, iż w grudniu 1981 r. nie było groźby interwencji radzieckiej w Polsce.
ZabolałoStan wojenny: sąd swoje, ludzie swoje
Wyrok sądu nigdy nie usankcjonuje tego, jak Polacy pamiętają i oceniają stan wojenny. O tym każdy z nas będzie decydował sam. Na podstawie wspomnień, doświadczeń własnych i najbliższej rodziny. Na podstawie poglądów i sympatii politycznych. Pomysł, by sąd sądził historię - tak samo jak sądzi np. kieszonkowców - jest mocno dyskusyjny
Widać to zresztą w sondażach. Mimo generalnie krytycznej opinii o stanie wojennym ciągle większość Polaków (choć z latami i wymieraniem świadków malejąca) uważa, że był mniejszym złem i uchronił Polskę przed wkroczeniem Sowietów. Żaden wyrok sądu tego nie zmieni...
Bulwersuje mnie fakt, że sąd uznał, iż w grudniu 1981 r. nie było groźby interwencji radzieckiej w Polsce. Tego się nie da jednoznacznie stwierdzić. Nawet jeśli w kremlowskich archiwach są zapisy, że towarzysze z Moskwy nie chcieli wkraczać do Polski, to robili wszystko, by wprowadzić gen. Jaruzelskiego w błąd. Bo był to najprostszy sposób, by zmobilizować kierownictwo PRL do zdławienia Solidarności polskimi rękami. Ocena nawet najbardziej skrupulatnego sądu tego nie zmieni. Są bowiem sprawy, które nie poddają się ocenie prawnej. Na stan wojenny zawsze będziemy patrzeć przez pryzmat polityki. I nie ma się co oszukiwać, że jest inaczej.
Sam wyjaśnił wszystko w swej własnej sprawie, a ten głupi sad nie rozumie- Jestem zbulwersowany wyrokiem, bo sąd znał materiały, które mu dostarczyłem, szczególnie książkę "Starsi o 30 lat", w której jest wyjaśnienie wielu rzeczy, których sąd nie rozumie - mówi w rozmowie z Onetem gen. Wojciech Jaruzelski.
franz
Post Wyświetl pojedynczy post autor: Boromir » 13 sty 2012, 23:18
Wyrok sądu nigdy nie usankcjonuje tego, jak Polacy pamiętają i oceniają stan wojenny. O tym każdy z nas będzie decydował sam. Na podstawie wspomnień, doświadczeń własnych i najbliższej rodziny. Na podstawie poglądów i sympatii politycznych.
Boromir
Post Wyświetl pojedynczy post autor: franz » 14 sty 2012, 9:45
Nie istotne, czy będzie to JK, czy Krzysztof Ibisz z partii przyjaciół piwa:Boromir pisze:Czy w takim razie jak JK w TVN powie, że Jaruzelski jest zbrodniarzem (zdrowa logika, jak ktoś popełnia morderstwo, jest mordercą, czy nie?), to czy Wojtek może mu wytoczyć proces o zniesławienie?
Wyrok jest jeszcze nieprawomocny, wiec trzeba jeszcze trochę poczekać, ale co się odwleczefranz pisze: Sąd uznał, że Kiszczak, Wojciech Jaruzelski, Florian Siwicki i Tadeusz Tuczapski stanowili związek przestępczy o charakterze zbrojnym, który wprowadził nielegalnie stan wojenny.
Nareszcie można ich nazywać zbrodniarzami komunistycznym, członkami grupy przestępczej o charakterze zbrojnym i mieć oparcie w tzw. papierach. Tylko dlaczego trzeba było czekać na to aż 20 lat![]()
Nie może się, to odbyć z uwagi na stan jego zdrowia. Obawiam się, ze już to się nie uda. Wierzącym pozostaje pokładać nadzieje w sprawiedliwości po śmierci.Boromir pisze:Jaruzelski jednak nie został skazany
franz

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Maciek (interista) » 14 sty 2012, 10:36
Maciek (interista)

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Rezus » 14 sty 2012, 10:38
Rezus

Post Wyświetl pojedynczy post autor: piotrcies » 14 sty 2012, 11:26
Najgorsze jest w tym wszystkim to, że osoby takie uważają się za niezwykle oświecone. Przykład z życia: mamy ileś tam zajęć na studiach (dziennikarstwo), gdzie mówią nam o tych wszystkich rzeczach, którymi manipuluje się ludźmi (np. agenta setting) i mówi się nam, że jesteśmy tą grupą, która ma świadomość pewnych zachowań i jest niemanipulowalna (takie nowe słowo wymyśliłem). Nawet kiedyś, gdy jedna z koleżanek zaczęła się właśnie nad tym rozwodzić (porównując - tu moja ulubiona część - nas do przeciętnych Kowalskich, zwykłych zjadaczy chleba) i zaprotestowałem, stwierdzając, że nasze studia wcale nie robią z nas odpornych na manipulację (część ludzi nawet nie ma czasem pojęcia o czym gada, więc nie nazwałbym ich grupą oświeconą), musiałem się spierać i z dziewczyną, i z prowadzącym (który stwierdził, że jesteśmy "oświeceni" już przez sam fakt znajomości procesów w mediach). Na szczęście spora grupa osób włączyła się do rozmowy biorąc moją stronę, co poprawiło mi humor i pozwoliło stwierdzić, że są jeszcze normalni ludziefranz pisze: ... e=youtu.be
Młodzi wykształceni z wielkich miast
piotrcies
Post Wyświetl pojedynczy post autor: franz » 14 sty 2012, 13:25
No właśnie.piotrcies pisze:Historią polski powinno się lepiej zajmować w szkole.
franz
Post Wyświetl pojedynczy post autor: joedoe » 14 sty 2012, 14:59
joedoe
Post Wyświetl pojedynczy post autor: franz » 14 sty 2012, 16:44
Dziekijoedoe pisze:Masz rację.
http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=8251Treść petycji skierowanej do Rady Miasta Warszawy:
Społeczny Komitet Protestu Przeciwko Przywróceniu Pomnika Braterstwa Broni (tzw. „Czterech Śpiących”) wraz ze Światowym Związkiem Żołnierzy Armii Krajowej i Fundacją „Wolność i Demokracja”, przy wsparciu Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie,zwraca się do władz stołecznego miasta Warszawy o podjęcie decyzji w sprawie definitywnego usunięcia Pomnika Braterstwa Broni z przestrzeni publicznej stolicy i ostatecznego przekazania go do miejskiego magazynu lub do skansenu komunistycznych rzeźb w Kozłówce.
Ten pomnik komunistycznej propagandy, sprzeczny z historyczną rzeczywistością, jest dla Polaków symbolem serwilizmu i hańby - tym bardziej niemożliwym do zaakceptowania, że obrażającym pamięć i godność żołnierzy AK, WiN i NSZ zamęczonych w katowniach i więzieniach NKWD i UB znajdujących się w czasach stalinowskiego reżimu w najbliższej okolicy dotychczasowej lokalizacji pomnika. Gdy 18 listopada 1945 roku uroczyście odsłaniano pomnik, kilkaset metrów dalej trwały przesłuchania, mordowano ludzi i chowano potajemnie w bezimiennych zbiorowych mogiłach.
Domagamy się uszanowania Ich Pamięci!
Kwestia ulokowania takiego pomnika w stolicy jest sprawą dotyczącą nie tylko mieszkańców Warszawy, ale wszystkich Polaków - zarówno w kraju, jak i poza jego granicami, którym bliska jest pamięć o bohaterach polskiego podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego.
Społeczny Komitet Protestu Przeciwko Przywróceniu Pomnika Braterstwa Broni, wraz z organizacjami wspierającymi, zwraca się z gorącą prośbą do wszystkich Rodaków o składanie swoich podpisów pod tą petycją.
franz
Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza phpBB.pl
Zasady ochrony danych osobowych | Regulamin
Administracja, zarządzanie i wsparcie graficzne forum: pawel.studio