No ale widzisz - katastrofalny sezon Bayernu (może się zdarzyć) i ktoś z mniejszych może zdobyć tytuł. W sensie, że aby mistrzostwo trafiło do takiego Leverkusen, do niedawna (bo teraz wyrosła mocna BVB) słaby sezon musiał zagrać jeden klub, bo pozostałe czołowe zespoły to jednak podobny poziom jak taki Bayer, znacznie są słabsze od Bayernu.ycu pisze: Przebić ciągłość Bayernu to też zadanie z cyklu niemożliwych.
Ale też takiej Celcie jest łatwiej zdobyć 80 punktów niż takiemu Lejczester. Bo poza Barcą, Atletico i Realem obecnie nie ma rywali nie do pokonania - jest niezła Sevilla, jest Valencia, ale to już nie są zespoły tej klasy i one miewają różne sezony. W Anglii taki Lejczester musi zdobywać punkty na United, Chelsea, City, Arsenalu, Liverpoolu itd. W sensie że nie tylko wielcy mają więcej okazji, by punkty potracić - malutcy grają więcej ciężkich meczów. A Lisy mimo tego, że praktycznie co czwarty mecz grają z kandydatem do tytułu, zrobiły już prawie 80 punktów.ycu pisze: Z racji wyrównanego poziomu w Anglii dużo częściej wielcy gubią punkty (czy forma dobra, czy zła) dlatego mistrzem zostają drużyny mające po 80 pktów, a nie prawie 100, jak w Anglii, czy Niemczech.
Stąd też moje zdanie, że rozmiar niespodzianki jest większy - musieli prześcignąć więcej klubów mających apetyt na mistrzostwo. Wielkim zdarzają się katastrofalne sezony (patrz: Chelsea), jeśli liga ma jednego dominatora, to jego kryzys już jest zapowiedzią niespodzianki (np. we Francji), jeśli tych zespołów aspirujących do tytułu jest pięć, szansa, że ktoś z dołu wystrzeli, jest mniejsza moim zdaniem.
Nie mówię, że liga angielska jest trudniejsza czy lepsza od hiszpańskiej, po prostu taka niespodzianka w Anglii wydaje mi się mniej statystycznie prawdopodobna niż w LL.









