Ale wiadomo, że derby to derby i dla krakowskiego kibica najwazniejszy będzie zwycięstwo swojej drużyny, porażka przeciwnika, dopiero później miejsce w tabeli. Jednym z największych osiągnięć klubu zwanego Cracovia mogłoby być przerwanie passy niezwyciężonej Wisły na swoim boisku. Już od ponad dwóch lat. A szanse na to, są jak wiemy olbrzymie. Obecnie Wisła jest porównywana do zranionego lwa, niestety naturalnego odruchu w takim wypadku nie widać. Na próżno oczekiwac od piłkarzy Białej Gwiazdy walki do upadłego, zaangażowania jakiego oczekują od nich wszyscy, oprócz kontraktu, który zależny jest jedynie od liczby występów na boisku. Przykładem koronnym moze być choćby ostatni mecz z Arką, który miał być dobrym sprawdzianem, przetarciem przed obecnym maratonem (Cracovia, Legia, Zagłębie, te drużyny będa grały na Reymonta w najbliższym czasie), który piłkarze z Gdyni wygrali wyłącznie dzięki wierze w wygraną. Inny problem, który obniży mocno poziom gry Wisły jest kontuzja Arkadiusza Głowackiego, który prawdopodobnie nie zagra do końca roku i Marka Zieńczuka, który jako jeden z nielicznych obecnie graczy przedstawia jakąś wartość ofensywną (7 goli... tyle co Paweł Brożek). Oba problemy sa równie poważne, w składzie meczowym znalazło się tylko czterech obrońców w tym z wiekiem wspanialszy, z coraz lepszym refleksem, szybkością i zwrotnośćią Maciej Stolarczyk. Za to kim zastąpić Zienia? Do wyboru graczy jest trzech moim zdaniem: nieprzystowany nawet do Górnika Zabrze Piotr Brożek, Jean Paulista, który debiutował na tym skrzydłe przeciw Bełchatowowi (ale na 100% odpada, z racji, że Kulawik widzi jego 'zdolności' defensywne i jedyną szansę może dostać na ataku) i Andre Barreto. Czyli wybór beznadziejny. Dodać do tego problemu z psychiką Kuźby, który z trzech metrów strzela w poprzeczkę, gorsza formę Majdana, Stolarczyka w obronie, Brożka, który najlepiej potrafi strzelać w bramkarza (ale jeśli ktoś miałby być z tej drużyny boharetem, to właśnie Paweł), którego lamusy z magazynu Idea Ekstraklasa po dwóch meczach nazwały w pełni rozwiniętym następcą Żurawia, nierozegranego Błaszczykowskiego, olewającego Baszczyńskiego, który biega tylko na kadrze, mylącego się Kłosa, Kryszła, który w ogóle nie biega, za sterami Kulawika, który jak sam przyznał przyszedł do Wisły się uczyć...
Co do Cracovii, to wszystko zaczyna iść w dobrym dla nich kierunku. Kiedy Craxa nienajlepiej rozpoczęła sezon, wierzyłem, że mimo to wuefista dobrze poukłada zespół i faktycznie, jest dobrze, będzie jesszcze lepiej. Podkreślić nalezy, że dobrze przyjął się Dariusz Pawlusiński, sprowadzony pomocnik z Bełchatowa, który miał grać w Wiśle, ale go nie chcieli... Również Moskała zaczyna spłacać kredyt zaufania. Poza tym Cracovia ma coś, czego brak Wiśle- kolektyw. Kiedy odchodzili Uche z Kosą zaczęliśmy grać środkiem zamiast skrzydłami, kiedy odszedł Szymek; Wisła przeszła na grę Kłosem i Żurawiem, kiedy odszedł Żuraw grali Frankiem asekurowanym przez Mauro i Sobola. Drużyna ładnie wchłaniała wszystkie braki... Teraz nie ma pomysłu na grę, Engel stwierdził, że właśnie kolektyw jest najmocniejszą stroną i czas pokazał, jaką drużynę stworzył wąsaty konferansjer. Żadną.
Ale na pocieszenie zostaje powiedzenie "Derby rządzą się własnymi prawami" i jest cień złudzeń, ze piłkarze zagrają lepiej niż im się chce i niż są teraz w stanie








