Żałosne ... przeczytaj sobie lepiej to:Martinho pisze:No ciekawie na Lazienkowskiej
O rzetelnym dziennikarstwie słów kilka...
Od dwóch dni relacje z sobotnio-niedzielnych wydarzeń na Placu Zamkowym w Warszawie zdominowały wszystkie polskie media. Większość gazet codziennych w kraju właśnie od tych informacji rozpoczęła swoje poniedziałkowe wydania. Wywołana zamieszkami na ulicach Warszawy powszechna histeria nie ominęła również programów informacyjnych i publicystycznych emitowanych na antenie wielu stacji telewizyjnych. Jak zwykle przy tego rodzaju zdarzeniach, mieliśmy okazję przyjrzeć się poziomowi profesjonalizmu, przygotowania do zawodu i obiektywizmu poszczególnych dziennikarzy. Niektórzy z nich starali się w sposób rzetelny i pełny przekazywać opinii publicznej informacje o zaistniałych zajściach, bez niepotrzebnego podgrzewania i tak już gorącej atmosfery. Większość nie uniknęła jednak zbędnego koloryzowania, przeinaczania faktów i naciągania statystyk dotyczących powstałych szkód i rozmiarów zamieszek.
Bezspornym jest wszakże fakt, że chuligańskie zachowania na warszawskiej Starówce miały miejsce, że zdewastowano spory obszar Placu Zamkowego, że pospolity bandytyzm stanowi palący problem, z którym jak najszybciej należy się uporać. Znaczna część dziennikarzy nie skupiła się jednak na ich podstawowym zadaniu, jakim w tym zawodzie jest przekazywanie rzetelnych informacji.
Przodownikiem, a raczej przodowniczką w tej dziedzinie okazała się Pani Redaktor Monika Olejnik, która do swojego wieczornego programu "Prosto w oczy" zaprosiła trzech panów: wiceszefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Władysława Stasiaka, Prokuratora Krajowego Janusza Kaczmarka oraz prezesa KP Legia Warszawa Piotra Zygo. Goście mieli bardzo ograniczone możliwości wypowiedzenia się na nurtujące tego dnia opinię publiczną tematy – Pani Redaktor postanowiła za wszelką cenę udowodnić postawioną przez siebie tezę o niebezpiecznych piłkarskich stadionach i królujących w dziedzinie wandalizmu i chuligaństwa polskich kibicach, którzy w czasie meczów "wznoszą jakieś nieprzyjazne okrzyki", "wywieszają jakieś ostre transparenty" i jedyne, na co zasługują to określenie ich obraźliwym(?) epitetem "kibol". Do grupy tej zaliczyła wszystkie osoby odwiedzające stadion przy ulicy Łazienkowskiej. Pogląd taki dziennikarka wyrobiła sobie na podstawie tego, co widziała… w telewizji oraz przejeżdżając kiedyś nieopodal obiektu Legii. Za wzór bezpieczeństwa podczas imprez piłkarskich podała stadiony we Włoszech i Hiszpanii, gdzie na własne oczy widziała, jak kibice po wygranym meczu "byli radośni". Dobrze, że nie wspomniała o wzorcowych zachowaniach fanów futbolu w Argentynie czy innych państwach Ameryki Południowej!
Podobną taktykę przyjęła wczorajsza "Gazeta Wyborcza". Na pierwszej stronie umieszczono informację o siedmiu tysiącach rozwścieczonych chuliganów, którzy po meczu Legia-Wisła zdemolowali warszawską Starówkę. Wielka szkoda, że pominięto fakt, iż pod Kolumną Zygmunta rzeczywiście zebrało się kilka tysięcy kibiców, którzy w radosnej atmosferze świętowali zdobycie przez ich klub mistrzostwa Polski, a zamieszki zaczęły się znacznie później, kiedy większość warszawskich fanów rozeszła się już do domów, a "na posterunku" pozostała stosunkowo nieliczna, kilkusetosobowa grupa chuliganów.
Na jakiej podstawie dziennikarze (a może zasadnym byłoby użycie tu, jakże popularnego w ostatnim czasie, przedrostka "pseudo") zaliczyli mnie do grupy wandali i chuliganów? Bo tak się właśnie stało – wraz ze znajomymi byłam pośród tego siedmiotysięcznego tłumu "wrzeszczących kibiców Legii, uczestniczących w rajdzie szalikowców". I tu należy przyznać autorowi rację – było głośno i mieliśmy szaliki ale czy rzeczywiście są to przesłanki do uznania naszego zachowania za jedno z najcięższych chuligańskich wybryków? Wygląda na to, że tak!
Tendencje do takiego, a nie innego sposobu przedstawiania "faktów" nie pojawiły się jednak wczoraj. Nieomal za każdym razem, gdy mamy do czynienia z niechlubnymi wydarzeniami podczas imprez sportowych lub też po ich zakończeniu, przedstawiciele mediów starają się ze wszystkich sił wykorzystać nadarzającą się okazję poprawienia swojej oglądalności czy zwiększenia ilości sprzedawanych gazet. Najmniej liczy się wówczas obiektywne przekazanie informacji, robi się wszystko, aby zachęcony głośnymi tytułami czytelnik czy też widz sięgnął właśnie po naszą gazetę, włączył nasz program.
Aby zbytnio nie odbiegać od teraźniejszości, wystarczy przytoczyć sytuacje, jakie miały miejsce po kwietniowym derbowym meczu dwóch warszawskich drużyn. I nie chcę tu bynajmniej opisywać publikacji jednego z najmniej zasługujących na nazywanie go gazetą, dziennika codziennego, który postanowił pokazać światu twarz kibica biegnącego ulicami miasta, jednocześnie określając go mianem "Bandyty". Nie wymienię tu nawet nazwy wspomnianej gazety – byłaby to niepotrzebna reklama, która absolutnie się temu tytułowi nie należy.
Najbardziej po tamtym meczu uderzyła mnie relacja zamieszczona w poniedziałkowym wydaniu Przeglądu Sportowego – krótki tekst zatytułowany "Sprytni kibice". Otóż autor używający inicjałów PIW, postanowił wyróżnić się spośród kolegów dziennikarzy umieszczeniem w swym opisie kilku bulwersujących, sensacyjnych "faktów" z tego spotkania. I tak mogliśmy przeczytać, że atmosfera pomiędzy fanami Czarnych Koszul a Legionistami, którzy bezprawnie znaleźli się na sektorze gospodarzy była tak napięta, że mało nie doszło do regularnej walki kibiców obu drużyn i policji. Autor nie omieszkał odnieść się do sytuacji, w której warszawscy chuligani próbowali wedrzeć się na płytę boiska, czemu skutecznie na szczęście zapobiegły dzielne służby porządkowe. Skwapliwie odnotował również uciekające w popłochu ze swoich krzesełek przed legijnymi łysolami ( i znów zostałam zaliczona do tej grupy, choć włosy posiadam) kobiety i dzieci, które tego dnia przybyły na stadion przy ulicy Konwiktorskiej oraz o rzucaniu kamieniami w ochroniarzy zabezpieczających ten mecz, w wyniku czego jeden z nich doznał urazu głowy.
Wszyscy, którzy byli na tym spotkaniu doskonale wiedzą, że atmosfera pikniku panująca na obiekcie stołecznej Polonii daleka była od tej, opisywanej przez pana redaktora, że atak kilku fanów Legii na bramkę oddzielającą ich od murawy stadionu był efektem interwencji służb porządkowych, które w liczbie dziesięciu ochroniarzy próbowały zrzucić z ogrodzenia naszego wodzireja (kilku fanów "wojskowych", którzy zbyt żywiołowo podeszli do pomagania koledze, szybko zostało z resztą przywołanych do porządku przez innych kibiców Legii), a rzekome kamienie rzucane w kierunku panów pilnujących porządku były… dwoma kiełbaskami serwowanymi tego dnia w przerwie meczu przez nowego sponsora "Czarnych Koszul". Śmiało można więc przyjąć, że autor tej budzącej grozę relacji napisał ją jeszcze przed wyjściem z domu na mecz. I jest to wariant optymistyczny, bo według pesymistycznego człowiek ten w ogóle nie opuścił tego dnia swojego domu.
Czy przytoczone przez mnie przykłady dziennikarskiej niekompetencji to efekt ogromnej konkurencji na rynku mediów w Polsce, mediów, które aby zapewnić sobie odpowiednie zyski, muszą uciekać się do stosowania nie mających nic wspólnego z rzetelnym dziennikarstwem zabiegów promocyjnych? A może problem tkwi w samych żurnalistach, którzy nie czyniąc odpowiednich przygotowań do swoich programów czy publikacji, wykazują się zwyczajną ignorancją?
Jak by nie było i czego by za taki stan rzeczy nie winić, apeluję do wszystkich dziennikarzy: informujcie, komentujcie ale przede wszystkim zachowajcie odrobinę uczciwości wobec swoich czytelników, telewidzów czy słuchaczy! Ludzie w Polsce są zmęczeni przekrętami, łapówkarstwem, nieuczciwą polityką więc należy im się chociaż przyzwoite dziennikarstwo!
Przygotowane przez: Zofia Szuster







