Real Madryt - Bayern Monachium 
Czyli najsłabszy z hitów?
Dużo więcej mówi się o każdym z tych klubów z osobna aniżeli o tej konfrontacji. Zapewne nie bez powodu. O ile o "kryzysie" Realu dyskutuje się od dość dawna, o tyle dla Bayernu jest to naprawdę słaby sezon w porównaniu z sytymi w zwycięstwa na krajowym podwórku latami ubiegłymi. Zarząd Bawarczyków w końcu powiedział "dość" i wrócił do sprawdzonego przed laty Ottmara Hitzfelda. Trener ten do najmłodszych już może nie należy, jednak fachowej ręki odmówiłby mu jedynie głupiec. On sam doskonale pamięta bardziej i mniej udane dla siebie konfrontacje z Królewskimi. Ta będzie jednak wyjątkowa, odmienna. Teraz oba kluby inaczej są postrzegane i personalnie również się mocno zmieniły. Nieco inaczej wygląda sytuacja w Madrycie, gdzie mimo wszystko Calderon mocno ufa, że Capello to odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. Tym samym niewiele sobie robi z nacisków prasy i opinii publicznej domagających się jakiejś radykalnej zmiany czy to właśnie na stanowisku trenera, czy to...prezydenta
Ten dwumecz nie będzie czymś zwykłym. Skoro obu stronom nie powodzi się ostatnio najlepiej pod słońcem to motywacja i chęć zwycięstwa będzie jeszcze wieksza. W końcu jak łatwiej uciszyć krytykę, jak nie zwycięstwem nad utytułowanym rywalem i tu niedyspozycja tegoż rywala niewiele będzie miała do rzeczy. To nie będzie zwykła walka o ćwierćfinał Ligi Mistrzów. To będzie bitwa, a wręcz wojna, gdzie żaden inny front nie będzie miał najmniejszego znaczenia i nikt o nich nie będzie myślał. To będzie walka o prestiż, pieniądze, honor i co najważniejsze zaufanie poddenerwowanych kibiców, co zdecydowanie mogłoby poprawić panującą atmosferę
Na czym jednak polega ten kryzys jednych i drugich? W sytuacjach pozaboiskowych to już mało kto się dobrze orientuje (zwłaszcza w przypadku Realu), ale na placu gry odpowiedź jest wspólna - skuteczność. Gdyby tylko wrócił ten jeden element to i gra wyglądałaby spokojniej i wyniki byłyby lepsze. Gdzie są te czasy, gdzie obie drużyny potrafiły wygrywać mecze tracąc nawet dwie czy trzy bramki...teraz jeden gol "w plecy" oznacza gigantyczne kłopoty
Dotychczasowy brak skuteczności nie musi jednak oznaczać małej liczby goli. Nie musi być scenariusza, że w jednym meczu będzie np. 1:0, a w drugim bezbramkowy remis. Z drugiej strony kto powiedział, że mecz z małą ilością goli to zły mecz
Co więcej z Monachium docierają głosy "musimy zaatakować", a Real zapewne będzie chciał zaatakować...zwłaszcza na Santiago Bernabeu
Zapraszam do dyskusji.
Hala Madrid






