Na początek moje subiektywne spostrzeżenie. Otóż uważam, że to wicemistrz Niemiec miał trudniejszą drogę do tego etapu rozgrywek. Silna grupa, z której nawet nie oczekiwałem, że wyjdą. Natępnie będąca w dobrej formie Valencia, która jest trzecią siłą ligi hiszpańskiej, aż wreszcie najlepszy klub Europy i świata - Inter Mediolan. Czerwone diabły z kolei w grupie miały mocnych tylko Hiszpanów, zaś potem Marsylię i Chelsea - oba dwumecze wygrane, ale nie na spokoju.
Schalke to debiutant, ale całkiem niedawno, bo w 2008 roku byli w ćwerćfinale LM, zaś w 2006 dostąpili zaszczytu grania w półfinale ówczesnego Pucharu UEFA. Ale to nic w porownaniu z Manu, dla którego to czwarty półfinał w przeciągu ostatnich pięciu sezonów. Żeby podgrzać atmosferę to wspomnę nieco fajnych historyjek.
Otóż w 1997 roku w 1/2 LM zmierzyły się ze sobą Borussia Dortmund, dla której ogromniastym sukcesem był sam awans tak daleko no i Manchester. Faworyt był jeden. Skończyło się sensacyjnie - dwa razy 1-0 dla BVB i w finale na dodatek ogolili naładowany gwiazdami Juventus. Analogiczna sytuacja jak teraz
2002 rok. Bayer Leverkusen. Klub, który nigdy nie był nawet mistrzem swojego kraju z dużą ilością anonimowych piłkarzy jedzie do Manchesteru. Szok. 2-2. Ale to nic. W rewanżu będzie lepiej. Tymczasem po szczęśliwym 1-1 (fuksa mieli Niemcy co niemiara) Bayer jedzie na finał. Przegrywa w finale z Realem. Analogiczna sytuacja jak teraz
Ja oczywiście będę za słabszym jak to zwykle mam w zwyczaju. Licze na sensację, ale obiektywnie stwierdzam, że szans wielkich Schalke nie ma. Niemniej oni w lidze Mistrzów grają znakomicie. Przegrali tylko jeden mecz i to we wrześniu. Poza tym mają kilka imponujących wyników jak wysokie wygrane z Benficą, Valencią, Interem czy Lyonem.






