Jak byłem w Gdańsku to chodziliśmy grupą 10 osobową i po Brzeźnie i po Morenie i ani jednego patrolu nie widziałem. We Wrocławiu byłem 2 razy i właściwie od 23 do 6 rano siedzieliśmy na ławkach i piliśmy (ze 3 lata temu) i to samo. W Krakowie w nocy na osiedlach jest tyle psów że głowa mała. Wczoraj akurat siedzieliśmy w parku i dookoła nas parę grup, ale wszyscy cicho więc był spokój. Ale wyszliśmy z parku, bo mialem do domu jakieś 20min na nogach przez 2 osiedla i zaraz pod Kościołem podjechali. Jak ich zobaczyłem to pożegnałem się z kumplem i poszedłem, jak zobaczyli że się rozdzielamy to od razu przyspieszyli.Magnum pisze: Ja bym chciał wiedzieć jak to jest że ty tak masz. Jak jestem w Polsce to połowę pobytu w Lublinie chodzę pijany, rozbijam się po całym mieście czasem prawie nic nie pamiętając a czasem po prostu po dzielnicach/po centrum i nigdy nic nikt mnie nie rusza. Żadna policja. Raz się nawet chwaliłem że zaśmieciłem Litewski i jeszcze go nie posprzątałemale w przyszłym roku z Mentorem zrobimy sprzątanie odpowiednie...
Ostatnio rzadko mam z nimi do czynienia, bo rzadziej siędzę na osiedlach. Ale jak siedziałem to w zasadzie na 10 razy jakieś 3 razy zawsze nas spisywali (chyba że jak ich widzieliśmy to zdążyliśmy się schować).
Inną kwestią jest też gdzie siedziałem. Albo w Nowej Hucie, tak jak wczoraj, która wiadomo jaką ma opinie, albo na jakimś wiślackim osiedlu, gdzie często psy jeździły jak powstała ta grupa ds. przestępstw pseudokibiców.



