Manchester City - Sunderland 2:1
Guardiola ma wiele do poprawy i budowy. Nie zaimponował dzisiaj Manchester, aczkolwiek wygrał i to się liczy. Pod tym względem hiszpański manager się wybroni. Zalet jednak jak na lekarstwo. Stones bardzo nerwowy, zwłaszcza w końcówce i dalej się zastanawiam nad sensem wydania takiej kwoty na owego zawodnika. Jest młody, przed nim cała kariera, ale ostatni sezon był kiepściutki, a teraz nie zaczyna najlepiej przygody z nowym klubem. Może się rozkręci, wiadomo. Linia pomocy też nie najlepiej. De Bruyne jeszcze w formie z Euro, podobnie Sterling. Nieco lepiej Silva, natomiast Fernandinho chyba lepiej się prezentował w 4-2-3-1 niż 4-1-4-1. Może to także kwestia ogrania. Agüero swoje zrobił, pewnie wykonał rzut karny, ale pokazał się także w kilku innych akcjach i myślę, że akurat jego występ należy oceniać nieco pozytywniej. Dla Sunderlandu gratulacje za ambitną postawę. Zaatakowali od początku i doczekiwali się dwóch groźnych okazji, w których musiał interweniować Caballero. Najpierw strzał z rzutu wolnego, nieco później zmuszające Argentyńczyka do interwencji uderzenie z dziesiątego metra. Po wyrównującym golu podopieczni Moyes'a się zamknęli na własnej połowie, w pewnym momencie posiadanie piłki wynosiło aż 82% na korzyść Obywateli, ale chyba nikt nie oczekiwał innej postawy po Czarnych Kotach, mając 1:1 na Etihad. Ostatecznie to Manchester rzutem na taśmę i bardzo szczęśliwie zdobywa trzy punkty. McNair... zachowanie fatalnie. Rozumiem, że młody, lecz trzeba być naprawdę niezłym amatorem, aby w takiej sytuacji ustawiać się przodem do własnej bramki... Nie miał prawa się spodziewać, że piłka do niego trafi tak niefortunnie, niemniej jednak już przy dośrodkowaniu powinien stać profilem względem Mannone.



