Jeżeli Twoim zdaniem ludzie mają prawo wyzywać i atakować innych z powodu ich upodobań sportowych to masz problem społeczny. Uwierz, Salas użyłto w sposób obraźliwy. Nikt nie ma prawa tak się zachowywać wobec innych ludzi. To podstawy cywilizacji.
Ale masz prawo mówić "moja francuska dziewczyna".
Definicja, jaką zamieściłeś nie świadczy o niczym. Poza tym częściowo jestem Niemcem. Ze strony matki rodzina to mieszanka śląsko-małopolsko-bawarska, ze strony ojca mazowszańsko-prusko-litewska. Przegapiłeś fragment o pograniczu. Jestem mieszanką słowiańsko-germańską z litewską domieszką. Nawet pomimo tego definicja, którą dałeś jest sztywna i obszerna. Reprezentacja może reprezentować równie dobrze swoich kibiców. Mówimy o otwartym świecie sportu, nie o literze prawa.
Przy okazji, jak się tak zastanowię, to nie uważam się za Niemca, ale też nie za Polaka, w sensie jakiejś jasnej deklaracji, nie w sensie ogólnym. A w reprezentacji Niemiec grali ludzie i z mojego Heimatu. Żeby to zrozumieć trzeba mieć empatię i postudiować kwestię "pogranicza", czy to pogranicze ponadterytorialne, oparte bardziej na kulturze, tożsamości, czy dosłowne, jak to było z Kresami. Wiem, że jasne, sztuczne i rzadkie w realnym świecie podziały są proste i pomagają człowiekowi się umiejscowić czy kontrolować daną społeczność. Jednak w prawdziwym życiu wszystko jest względne i niejednorodne. Od struktury materii we wszechświecie po grupy społeczne. Zwłaszcza, gdy pojęcie narodu stosowane w potocznym rozumieniu jest efektem dosyć niedawnej epoki i polityki w niej zawartej i nie ma przekładu na realną tożsamość, nawet mimo obu wojen światowych i różnych bloków politycznych.



