New York City FC - New York Red Bulls 1:1 (Villa 52' - Wright-Phillips 37')
Po raz drugi w tym sezonie obejrzałem derby Nowego Jorku, podobnie jak w lipcu rozgrywane na Yankee Stadium - tym razem mecz był zdecydowanie bardziej emocjonujący. W 1. połowie tempo było niezłe, wyraźną przewagę mieli Red Bulls którzy prowadzili grę i zdominowali rywali. W 12 min. po stracie gospodarzy w środku pola goście wyprowadzili szybką kontrę, którą zakończył strzałem Royer - Austriak uderzył jednak obok spojenia słupka z poprzeczką. W 19 min. prostopadłe podanie w pole karne dostał Bradley Wright-Phillips, ale jego strzał obronił Sean Johnson. Piłkarze City mieli problem ze skonstruowaniem jakiegokolwiek ataku pozycyjnego, pierwsze zagrożenie pod bramką Roblesa stworzyli dopiero w 26 min., kiedy to David Villa huknął z linii pola karnego minimalnie obok prawego słupka. Red Bulls w końcu udokumentowali swoją przewagę w 37 min. - Royer dośrodkował z lewego skrzydła, a Wright-Phillips świetnie złożył się do strzału głową i nie dał szans Johnsonowi. Kilka minut później sytuacja City stała się jeszcze trudniejsza, bowiem były wieloletni gracz Girony Eloi Amagat obejrzał bezpośrednią czerwoną kartkę za brutalny faul na Rzatowskim w środku pola. Niespodziewanie, gospodarze mogli wyrównać jeszcze przed przerwą - David Villa efektowną ruletą ograł dwóch obrońców w polu karnym i trafił w słupek. Po przerwie obraz gry uległ diametralnej zmianie, w pierwszych minutach inicjatywę przejęło grające w osłabieniu City. W 52 min. po długim podaniu Moraleza piłkę zgrał głową Jo Inge Berget, a David Villa mocnym strzałem po rękach Roblesa wyrównał. Kilka minut później Red Bulls mogli powrócić na prowadzenie - Wright-Phillips przedarł się prawą stroną i dograł na środek pola karnego do Royera, który uderzył jednak wprost w dobrze ustawionego Johnsona. Po City nie było za bardzo widać gry w osłabieniu, grali wyraźnie lepiej niż w 1. połowie. W 66 min. Wallace zagrał nieco wyrzucającego crossa do Villi, Hiszpan dopadł jednak do piłki, wpadł w pole karne i dograł wzdłuż bramki, ale zamykający akcję Wallace fatalnie spudłował z kilku metrów. Minutę później szalejący w 2. połowie Villa potężnie uderzył, jednak Robles zdołał obronić. Od 72 min. gospodarze musieli sobie jednak radzić w dziewięciu - Ofori sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Wright-Phillipsa, a arbiter po konsultacji z VAR wyrzucił reprezentanta Ghany z boiska. Jak można było się spodziewać, grający w zdecydowanej już przewadze liczebnej Red Bulls ruszyli do ataku. W 79 min. po dośrodkowaniu Andreasa Ivana Lawrence zamykał akcję na dalszym słupku, ale spudłował. Mimo przewagi dwóch graczy Red Bulls grali zbyt wolno i często niedokładnie, a gospodarze skutecznie wybijali ich z rytmu. W końcówce na bramkę City sunął atak za atakiem, ale kolejne strzały albo były niecelne, albo blokowane. W sumie doliczony czas gry trwał ponad osiem minut, ale Red Bulls nie zdołali znaleźć drogi do siatki. Drużyny z Nowego Jorku pozostają na 2. i 3. miejscu w Eastern Conference.



