Finał Eastern Conference, pierwszy mecz
Atlanta United - New York Red Bulls 3:0 (Martinez 32' Escobar 72' Villalba 90+5')
W półfinale konferencji wschodniej zmierzyły się dwie najlepsze drużyny sezonu zasadniczego, jednak rozgrywane przy zamkniętym dachu spotkanie nieco rozczarowało. W 1. połowie działo się niewiele, obie drużyny grały ostrożnie, próbując przedostać się pod bramkę rywala prostymi środkami, bez ryzyka. Red Bulls sprawiali wrażenie, jakby przyjechali po remis i chcieli rozstrzygnąć sprawę u siebie. Przez pierwsze kilkanaście minut nie było żadnej godnej odnotowania akcji, dopiero w 15 min. Larentowicz uderzył z dystansu nad bramką gości. W 24 min. Atlanta wyprowadziła groźną kontrę, zakończoną zablokowanym strzałem Darlingtona Nagbe. Piłkarze z Nowego Jorku praktycznie nie istnieli w ofensywie, zupełnie niewidoczny był ich snajper Bradley Wright-Phillips. Atlanta też nie grała wielkiego meczu, ale w 32 min. objęła prowadzenie - Larentowicz dokładnie dośrodkował, a w polu karnym rozgrywający niesamowity sezon Josef Martinez przyjął piłkę na klatkę piersiową i strzałem pod poprzeczkę nie dał szans Luisowi Roblesowi. Utrata gola nie zmieniła nastawienia Red Bulls, którzy dalej skupiali się na defensywie i nie stwarzali zagrożenia pod bramką Brada Guzana. Dopiero po przerwie zespół z Nowego Jorku zagrał ofensywniej, i w 53 min. Bradley Wright-Phillips mając swoją pierwszą sytuację bramkową w tym meczu trafił do siatki. Po użyciu VAR arbiter nie uznał jednak gola, gdyż stojący na spalonym Alex Muyl zasłaniał Brada Guzana i utrudniał mu interwencję. W 72 min. Atlanta podwyższyła prowadzenie - Gressel dostał świetne prostopadłe podanie, wycofał piłkę na środek pola karnego, a Argentyńczyk Franco Escobar mocnym strzałem pod poprzeczkę wykończył akcję. Red Bulls nadal prezentowali się bardzo mizernie w ataku i w ostatniej minucie podstawowego czasu gry byli bliscy utraty bramki, kiedy to Villalba po kontrataku trafił w słupek, mijając wcześniej dwóch obrońców. W doliczonym czasie gry Atlanta dołożyła trzecie trafienie - tym razem Villalba już się nie pomylił, płaskim strzałem przy słupku sprzed pola karnego zaskakując Roblesa. Atlanta nie zagrała aż tak dobrego meczu jak wskazywałby na to wynik, natomiast rozczarowali Red Bulls - zbyt zachowawcza gra i próba przetrwania na gorącym terenie w Atlancie okazały się zgubne. Z tego co kojarzę, w historii MLS chyba nikt nie odrobił jeszcze trzybramkowej straty z pierwszego meczu, i choć Red Bulls są drużyną własnego boiska, to ich szanse są nikłe.



