2. runda play-off
Orlando City - New England Revolution 1:3 (Junior Urso 33' - Gil 17'-karny, Bou 25' 86')
Drużyna Bruce'a Areny może być już śmiało określona mianem czarnego konia tegorocznych play-offów. Tym razem Revolution pokonali Orlando po dramatycznym spotkaniu. Pierwsze kilkanaście minut było dość spokojne, obie strony badały się nawzajem. Wynik otworzyli goście po faulu Rossella na Buchananie w polu karnym (w sytuacji, kiedy wydawało się, że z akcji nic już nie będzie) - Carles Gil pewnie wykorzystał jedenastkę uderzeniem w środek bramki. Już dwie minuty później mogło paść wyrównanie, w polu karnym dobrze odnalazł się Jansson, ale trafił w boczną siatkę. Revolution groźnie kontrowali i po jednej z takich kontr podwyższyli wynik - w pole karne dograł Buchanan, zamykający akcję Adam Buksa trafił w słupek, a Gustavo Bou dobił z bliska do pustej bramki (Argentyńczyk celebrując gola zadedykował go Maradonie). Wydawało się, że goście kontrolują mecz, ale w 33 min. padł gol kontaktowy - Turner oraz obrońcy przeszkodzili sobie nawzajem, w efekcie bramkarz Revolution wypuścił piłkę z rąk, a Junior Urso wpakował ją do bramki. Orlando poszło za ciosem i kilka razy stworzyło zagrożenie pod bramką gości, ale rock ostatni byli bliżsi podwyższenia wyniku - Adam Buksa oddał świetny, niesygnalizowany strzał z dystansu, zmuszając Briana Rowe'a do wysiłku. Kluczowym momentem po przerwie była 60 min., kiedy to Mauricio Pereyra obejrzał bezpośrednia czerwień za brutalny faul, co doprowadziło do kilku minut przepychanek. Goście starali się wykorzystać grę w przewadze, w przeciągu minuty Rowe dwukrotnie bronił groźne uderzenia z dystansu. W końcu szczęście uśmiechnęło się do Orlando, Polster niepotrzebnie faulował w polu karnym, jednak Nani beznadziejnie uderzył z wapna - na wysokości rąk bramkarza i blisko środka, dzięki czemu Turner obronił. W 86 min. piłkarze Areny dobili Orlando - Gustavo Bou dostał świetne prostopadłe podanie, wbiegł między źle ustawionych stoperów i wykorzystał sytuację sam na sam, posyłając piłkę między nogami Rowe'a.
W finale Eastern Conference Revolution zmierzą się z Columbus Crew, które pokonało po dogrywce 2:0 Nashville, niespodziewanego pogromcę Toronto. Lekkim faworytem będzie chyba Crew, ale patrząc na znakomite wyniki New England w play-offach może to być złudne.



