Sam sobie nadaje patronat nad tym tematem (mam juz 23 lata wiec jesli przed samym soba mam robic za wielka jednostke to musze juz zaczac czemus patronowac
Zeby temat nie "ryl gleby" proponuje poruszac tutaj zagadnienia jesli nie scisle zwiazane z ksiazkami (jak dyskusja o lekturach niedawno) to tematy "okoloksiazkowe".Mozna co prawda zalozyc oddzielny temat na takie dyskusje ale skoro recenzje istnieja juz rok i maja ledwie 10 stron to po co zakladac nowy?Rownie dobrze ten topic moze isc dwutorowo.Chyba ze umrze - mam na mysli dyskusje bo ksiazki moge recenzowac sam ale jak wspomnialem sam z soba nie moge dyskutowac.
Pierwszy temat pod rozwage jaki mi sie automatycznie nasuwa to sytuacja ksiazek w Polsce i ich czytelnictwo.
W jednym z poprzednich postow podalem wyniki badan ktore nie wygladaja za rozowo dla naszego spoleczenstwa (1 ksiazka na rok).Wedlug danych z 2003 roku liczba bibliotek maleje.2 lata temu bylo ich troche ponad 7 tysiecy.Nie dosc ze bibliotek coraz mnie to jeszcze te ktore ciagle istnieja maja trudnosci albo w ogole nie uzupelniaja swoich zbiorow nowosciami bo nie maja funduszy.Wiem to z autopsji bo u mnie w miescie jest jedna biblioteka a "Czarodziejska Gore" ktora z niej wypozyczylem jest wydaniem z 1972 roku.PiS przewiduje wylozenie w tym roku na nowe ksiazki 25 milionow zlotych.Moze i wydaje sie to sporo ale musimy utrzymywac ta kwote przez wiele lat albo jeszcze ja zwiekszac zeby uzupelnic zbiory.Posluze sie zreszta cytatem:
"W 2003 roku Polska odnotowała rekordowo niski tzw. wskaźnik zakupu nowości określany liczbą nowych książek zakupionych rocznie na stu mieszkańców. W skali kraju wyniósł on zaledwie 5,1 wolumina. Tymczasem międzynarodowa norma (IFLA) zaleca zakup na poziomie 30 vol. rocznie, a np. w Danii zakupy w ostatnim roku sięgnęły 39 vol. "
W duzych miastach jest pewnie lepiej ale czym mniejsze miasto tym roznice sa wieksze.
Czytelnictwo i zakup nowych ksiazek spada.Ale to nie moze dziwic.Po wprowadzeniu podatku na ksiazki (zgodnie z wytycznymi Unii wiec nie dalo sie duzo zrobic) ich cena jeszcze wzrosla.Wiekszosc spoleczenstwa jest biedna.Niektorzy nie sa w stanie kupic ksiazek do szkoly swoim dzieciom nie mowiac o zakupie ksiazki ktora beda czytac dla rozrywki.Jesli staje sie przed wyborem chleb czy ksiazka to wiadomo co sie wybierze (notabene Pisakk czytales w FiM wywiad z uboga lodzka rodzina?Mieli dwojke dzieci i zapytano rodzicow czy dzieci dostaja kieszonowe a oni mowia ze tak - w kazdy poniedzialek po zlotowce.Bez komentarza).Ciekawe ile rodzin odkladalo tygodniami a moze miesiacamy zeby pod koniec stycznia kupic dziecku/dzieciom wymarzona kolejna czesc Harrego Pottera.
Ja zaczalem postrzegac ksiazki jako dobra luksusowe.Jedni nie czytaja bo to czasochlonne i meczace a drudzy bo ich nie stac na kupno pozycji ktora chcieliby przeczytac albo nie maja dostepu do niej we wlasnym miescie/wsi.Osobiscie nie mam zadnych nalogow i moge sobie pozwolic na zakup jednej czy paru ksiazek.Jeszcze ostatnio rozstalem sie z dziewczyna (ktore zazwyczaj sa odkurzaczem na kase) i nagle moja swinka skarbonka spasla sie znacznie.Teraz z niecierpliwoscia czekam na paczke z Merlina zawierajaca 20 pozycji.Zdaje sobie sprawe ze nie kazdy jednak jest rozpieszczonym jedynakiem jak ja i nie ma tak fajnie.Dlatego daleki jestem tutaj od krytykowania ludzi ktorzy nie czytaja bo niektorzy po prostu nie moga.
Pojawia sie pytanie: jak mozna to zmienic?Co moge powiedziec ja antyklerykal?
- Nie my nie jestesmy katolikami.Nasze dzieci sa.Te niepelnoletnie.
- Ustawa przewiduje ze w przypadku gdy dziecko jest niepelnoletnie podatek odprowadzaja za niego rodzice lub prawni opiekunowie.
- Zle pana zrozumielismy.Myslelismy ze pyta pan czy nasze dzieci interesuja sie katomitami a nie czy sa katolikami.Nasz szkraby kochane sa oczywiscie ateistami jak i my.
- a slub koscielny jaki niedawno panstwo zawarliscie?Czy nie kloci sie to z waszym ateizmem?
- Bledy mlodosci.Sam pan wie.
Wiec robimy to wszystko i cala kase idaca w dziesiatki miliardow zlotych przeznaczamy na wspomaganie edukacji i czytelnictwa.Moze jeszcze na tworzenie nowych miejsc pracy nie badzmy skapi.
Wracajac jednak na ziemie.Ciezko naprawde ciezko bedzie zmienic obecny stan rzeczy.Syzyfowa praca jest przekonywanie dzieci i mlodziezy do ksiazek i ich czytania.Wlewajac nutke optymizmu trzeba powiedziec ze trzeba probowac moze sie uda.Przeciez jestesmy na uprzywilejowanej pozycji.Mamy zbiory dostep do takiej ilosci informacji i dziel wolnomyslicielskich ze krolowie i dwory cesarskie sprzed wiekow pewnie by spogladaly na to ze zdziwieniem a potem spalily sie z zazdrosci.
A do tego czasu sami musimy podwyzszac norme naszemu spoleczenstwu w oczekiwaniu na poprawe (chyba raczej na cud).
Zachecam do podzielenia sie wlasnymi refleksjami przemysleniami na ten temat.Nie pisalem tego sam dla siebie.To nie sztuka dla sztuki.
Forza Milan.


