Kto nie miał napadziora, który walił gole jak porąbany, niech pierwszy rzuci kamieniem.
Ja kiedyś miałem turbo newgena, który posadził na ławce innego newgena. Ten turbo przez większość czasu był kontuzjowany, a i tak był regularnie królem strzelców. Ten drugi, który siedział na ławce, odszedł za mną do następnego klubu i strzelał po 45-50 goli ligowych sezon w sezon. Strach pomyśleć, ile by ten turbo strzelał, gdyby nie ciągłe kontuzje.



