3. kolejka
FC Porto - Hoffenheim 2:0 (Tiago Djalo 45+2' Omorodion 75')
Szkoda tej porażki na Dragao, bo z przebiegu gry Hoffenheim mogło spokojnie coś ugrać. W 1. połowie goście uważnie bronili się i stwarzali zagrożenie pod bramką rywala - w 12 min. po rzucie rożnym Bischofa gola mógł zdobyć Bruun Larsen, jednak duński napastnik główkował obok bramki. W 19 min. świetne dośrodkowanie dostał niepilnowany w polu karnym Hlozek, jednak posłał niełatwą do kontroli piłkę wolejem obok bramki. Z czasem Porto zaczęło stwarzać sobie sytuacje bramkowe - w 28 min. po niekonwencjonalnie rozegranym rzucie wolnym strzał Pepe obronił Baumann, zaś w 36 min. bramkarz Hoffenheim obronił strzał Omorodiona, zaś dobijający piłkarz Porto trafił we własnego kolegę. Niestety, w doliczonym czasie gry po wrzutce z rzutu wolnego piłka trafiła w polu karnym do Tiago Djalo, który otworzył wynik meczu. Po przerwie Hoffenheim nie stwarzało już sobie takich sytuacji bramkowych jak w 1. połowie, a i gospodarze zagrali lepiej - w 75 min. dalekie podanie z własnej połowy dostał Samu Omorodion, łatwo ograł Antona Stacha i uderzeniem po ziemi podwyższył wynik. Po stronie Hoffe strzałów z dystansu próbowali jeszcze Nsoki i Drexler, ale obaj posłali piłkę nad bramką. No cóż, był to słabszy mecz Kramaricia, do tego doszedł brak skuteczności pozostałych napastników w dogodnych sytuacjach, a ekonomicznie grające Porto wykorzystało swoje sytuacje i taki jest efekt.
Jak pisałem w temacie o Hoffenheim, do 11 listopada będą musieli grać co trzy dni, co przy licznych kontuzjach i ograniczonych możliwościach rotacji jest problematyczne. Kolejny mecz LE 7 listopada przeciwko Lyonowi w Sinsheim.



