Bardziej nieudolnie się bronił niż tlumaczył (to fajny gość, ale z dużym ego - bardzo wrażliwy na punkcie wszystkiego, co od niego wychodzi, zwłaszcza w tej pierwszej fazie recepcji). Pewnie to raczej kwestia przyciętego budżetu. Takie "Idź przodem, bracie", mimo, że scenariuszowo jest jak ser szwajcarski (co dziwne, no to robota Wysockiego od "Klangoru"), to dźwięk (i ogólna realizacja) jest prima sort.



