Takie meczycho na Wanda Metropolitano, a nikt tego nie komentował, chyba dziś wszyscy popadali z nóg?
W 70. minucie wydawało się że Bóg futbolu przychylnym okiem spojrzał na drużynę Los Colchoneros za psikusa jakiego im sprawił w środę, a jednak nic z tych rzeczy, w dwadzieścia kilka minut Barcelona wbiła im cztery bramki, czy w dwójnasób zrewanżowała się gospodarzom za niezasłużoną porażkę u siebie. I trzeba dodać, że tę pogoń rozpoczął Lewandowski bramką z wcale nie takiej łatwej pozycji.



