Za pierwszym razem, gdy to usłyszałam, leżałam w wannie i wpadłam w panikę, że komuś dzieje się krzywda. Chłop dosłownie wył. Parę minut później wykrzykiwał nazwisko Lewandowskiego i zajarzyłam, o co chodzi. Ale zanim do tego doszło, byłam gotowa szukać źródła krzyku i wzywać policję.
Sytuacja powtórzyła się jeszcze trzykrotnie. Wczoraj to nawet wszystkich strzelców bramek usłyszałam, gdzieś pomiędzy wyciem i krzykiem
Mam w związku z tym dwie refleksje:
- przede wszystkim wiem już, jak sama brzmię w uszach sąsiadów – chociaż mam nadzieję, że ja krzyczę mniej, ale wątpię;
- bardzo potrzebuję meczu Barcelony z United, jak za dawnych lat, żeby wrażenia w naszym budynku były podwójne
Jeszcze nie wiem, co to za gość, za dużo tu mieszkań, ale na pewno ktoś nowy, bo przez lata zaznaczyłby swoją obecność


